niedziela, 5 czerwca 2016

Beastly Boyz (2006)

  Rachel, młoda i atrakcyjna dziewczyna, zostaje brutalnie zamordowana na działce nad jeziorem. Jej brat - Travis - kontaktuje się telepatycznie ze zmarłą, aby ta mogła ujawnić mu tożsamość zabójców. Chłopak po kolei eliminuje sprawców.

  David DeCoteau jest zgoła płodnym twórcą, który od drugiej połowy lat 80. ubiegłego wieku serwuje nam po kilka filmów rocznie. W jego dorobku nie brakuje fantastyki grozy klasy C w rodzaju Cripozoidów, Dziewczęcego klubu, Shrieker czy The Killer Eye... Reżyser jednak nie poprzestał na tych w miarę tradycyjnych straszakach. W wąskich kręgach maniaków "bardzo złych produkcji" jego nazwisko jest znane między innymi z erotycznych pseudohorrorów, wśród których są też pozycje stworzone z myślą o widzach gustujących w widoku roznegliżowanych pakerów, jak 1313: Hercules Unbound!, 666: Kreepy Kerry czy cała seria The Brotherhood. Recenzowany tutaj obraz - Beastly Boyz - zalicza się właśnie do tych niesławnych produktów twórczości DeCoteau... Zresztą, nie ma co owijać w bawełnę - "dzieło" jest okropnie, katastrofalnie denne pod każdym względem, nawet jak na pracę filmowca, który i tak dobrą opinią odbiorców się raczej nie cieszy.


video
SPOILERY!!! Ale oglądajcie do woli - lepiej stracić 30 sekund na trailer niż całe 73 minuty na gówniany film.

Reżyseria: David DeCoteau
Produkcja: David DeCoteau
Scenariusz: David Grove
Obsada: Sebastian Gacki, Emery Wright, Kyle Schwitek, Dean Hrycan, Valerie Murphy, Tyler Burrows, Neil William Hrabowy, Andrew Butler, Charlie Marsh
Muzyka: Joe Silva
Dystrybucja: Rapid Heart Extreme
Premiera: 10 stycznia 2006 (świat)
Kraj: Kanada
Czas trwania: 73 minuty


  Beastly Boyz jest zrealizowaną za grosze produkcją telewizyjną, wyświetloną na kanale Here TV, skierowanym do społeczności LGBT. Trudno jednak powiedzieć, żeby obraz ten był godny polecenia homoseksualnej części publiczności, czy, na dobrą sprawę, komukolwiek innemu. Fabuła jest tutaj tak płytka, że praktycznie w ogóle jej nie ma - nigdy nie dowiadujemy się, w jakich okolicznościach i w jakim celu grupa mężczyzn zabiła siostrę głównego bohatera, a informacji o rodzeństwie dostajemy akurat tyle, by dało się nimi wytłumaczyć dalsze działania Travisa. Po niedługim wstępie, bardzo pobieżnie i nieciekawie przedstawiającym nam sytuację, przechodzimy do sedna, czyli do erotycznych scen morderstw, oddzielonych krótkimi wstawkami pokazującymi protagonistę kontaktującego się z duchem Rachel... DeCoteau nawet nie starał się jako tako posklejać tych epizodów czymś, co dałoby się nazwać treścią.




  Można przyjąć, że Beastly Boyz zostało stworzone tylko i wyłącznie po to, by celebrować piękno męskiego ciała, bez doczepiania żadnej filozofii, i nie byłoby w tym niczego złego, gdyby nie fakt, że erotyka została przedstawiona w sposób niemiłosiernie nudny. Pierwszym nieomylnym znakiem, że seans może i będzie lekki, ale na pewno nie łatwy i przyjemny, jest straszliwie długa - bo aż pięciominutowa - sekwencja ćwiczeń Travisa. Młodzieniec w krótkich spodenkach lub w samych bokserkach (postaci płci męskiej paradują w takim stroju przez większość czasu) biega po lesie, podciąga się na drążku i trenuje walkę nożem, a wszystko to jest szczodrze doprawione powolnymi najazdami kamery na jego mięśnie. Potem następuje kolejna rozwleczona do bólu scena, w której bohater zmysłowo mizia się po klatce piersiowej, podczas gdy śni mu się jego zmarła siostra (he, he, he!). Dalej, o zgrozo, jest jeszcze gorzej... Reżyser nie wykazał się zbytnio fantazją, zatem ekranowe zabójstwa, choć również okraszone licznymi zbliżeniami na "boskie" ciała chłoptasiów w bieliźnie, szybko zaczynają nużyć monotonnością - w zasadzie wszystkie są tak do siebie podobne, że można spokojnie wyłączyć film już po pierwszym.





  Amatorska realizacja, przywodząca na myśl porno kręcone telefonem, jest najmniejszą wadą produkcji. Mimo iż całość trwa tylko nieco ponad godzinę, seans jest niezwykle męczącym doświadczeniem, i to nawet nie ze względu na nieistniejącą fabułę czy brak jakichkolwiek efektów specjalnych... Prawdziwą torturą dla widza są dłużyzny oraz powtarzalność, niestety będące tutaj motywem przewodnim. Nie wystarczy patrzeć przez różowe okulary, by w Beastly Boyz znaleźć coś dobrego - w największym stopniu skorzystają ci, którzy w porę się zorientują, jak paskudny jest to gniot, i sobie odpuszczą, ponieważ twór DeCoteau jest w stanie zniechęcić nawet najbardziej niepoprawnego optymistę.


~~~

Powyższa recenzja znajduje się również na filmweb.pl (link).
Zapraszam do śledzenie mojego profilu na portalu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...