poniedziałek, 19 czerwca 2017

Minirecenzja: Przekleństwo Amsterdamu (Amsterdamned) (1988)

Reżyseria: Dick Maas
Produkcja: Laurens Geels
Scenariusz: Dick Maas
Obsada: Huub Stapel, Monique van de Ven, Serge-Henri Valcke, Hidde Maas, Wim Zomer
Muzyka: Dick Maas
Wytwórnia: First Floor Features
Premiera: 11 lutego 1988 (świat)
Kraj: Holandia
Czas trwania: 113 minut


  Przez Amsterdam rozciąga się 165 kanałów o totalnej długości 16 kilometrów, a w tych kanałach - zabójca. Tajemniczy osobnik zaopatrzony w strój płetwonurka, ostry nóż i harpun, swoje ofiary wybiera całkowicie przypadkowo, co nie ułatwia śledztwa detektywowi Ericowi Visserowi, który w poszukiwaniu przestępcy miota się jak dziecko we mgle.

środa, 14 czerwca 2017

Bloody Muscle Body Builder in Hell (The Japanese Evil Dead) (2012)

Recenzja została opublikowana także na stronie kinomisja.pl - znajdziecie ją pod niniejszym odnośnikiem.

  Naoto jest bezrobotny od roku i jedynym, do czego dąży, jest zostanie spełnionym domorosłym kulturystą. "Bo facet musi mieć muskuły" - tłumaczy zadowolony z siebie mężczyzna swojej byłej dziewczynie, która wyciąga go na wyprawę do nawiedzonego domu jego zmarłego ojca, aby na podstawie zebranych tam materiałów sporządzić mrożący krew z żyłach reportaż. To, co spotyka parę w położonym w mało ruchliwej dzielnicy Tokio budynku, przechodzi ludzkie pojęcie: odrąbane kończyny latają, wypływające z rozerżniętych tułowi flaki zalewają podłogę, a krew tryska obficie na każdą możliwą ścianę. Tylko zamiłowanie Naoto do sztangi może wysłać licho tam, skąd przyszło, ratując ich przed straszliwie długą, wyjątkowo makabryczną i niewypowiedzianie bolesną śmiercią.


czwartek, 8 czerwca 2017

The Evil Within (2017)

Recenzja została opublikowana również na stronie kinomisja.pl - znajdziecie ją pod niniejszym odnośnikiem.

  Piętnaście lat minęło, zanim debiutanckie dzieło Andrew Getty'ego w końcu mogło ujrzeć światło dzienne... dwa lata po śmierci twórcy. Reżyser i scenarzysta, niezwykle oddany swojemu autorskiemu projektowi, nie poddał się w obliczu problemów z niewystarczającym budżetem i licznych konfliktów z obsadą, które zdawały się w nieskończoność przeciągać okres produkcji, i nawet po zakończeniu zdjęć wciąż pracował nad coraz to nowszymi efektami specjalnymi. Niestety, Getty zmarł nie dopiąwszy edycji filmu na ostatni guzik, zadanie przejął więc jeden z producentów, Michael Luceri. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, i tutaj nie obeszło się bez sowitej dawki choasu, tylko częściowo wynikającego z charakteru scenariusza. Abstrahując jednak zarówno od narracyjnej niespójności, jak i typowej dla horrorów zrealizowanych niewielkim kosztem warsztatowej niedoskonałości, The Evil Within (pierwotnie zatytułowane The Storyteller) już na pierwszy rzut oka kipi od włożonej weń pasji oraz poniesionych poświęceń.


piątek, 2 czerwca 2017

Blood Beach (1980)

  Piękna, gorąca kalifornijska plaża. Młodzi chłopcy i dziewczęta całe wolne dnie spędzają na opalaniu, niewinnych flirtach i chlapaniu się w morzu. Upalną atmosferę beztroski zakłóca jednak śmierć, która swoją pierwszą ofiarę, starszą panią wyprowadzającą psa na spacer, zabiera o porannej zorzy - zapada się piasek, powietrze tnie ostry krzyk i zanim ktokolwiek przybiega na pomoc, kobieta znika, wessana pod ziemię przez nieznaną siłę. Sprawą zajmuje się miejscowa policja oraz ratownik straży przybrzeżnej, Harry Caulder (David Huffman), który pełnił patrol, gdy doszło do tajemniczego incydentu.

  Rekin z kultowej serii Szczęki został pokonany dopiero dwukrotnie, kiedy Jeffrey Bloom wpadł na pomysł, żeby postraszyć widownię niebezpieczeństwami czyhającymi na nich nie w morzu, a na okalającym je gruncie, gdzie, o ile naukowcom wiadomo, żadne ostre zębicha nie powinny nikomu grozić. "Gdy już myśleliście, że można bezpiecznie wrócić do wody - nie możecie się do niej dostać", głosi więc hasło promocyjne Blood Beach, wciąż przyciągając przed ekrany zaciekawionych widzów, którym niestraszna jest nawet rasowa klasa B: ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami. I wszystko byłoby pięknie, ładnie, gdyby nie fakt, że uroczą w swej prostocie historię tłamsi natłok nudnawych dialogów, tylko z rzadka wywołujących uśmiech na twarzy odrobiną parodiowego humoru, a obiecywanej w tytule krwi jest karygodnie mało.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...