wtorek, 19 września 2017

Night Feeder (1988)

  Po jednej z obskurniejszych dzielnic San Francisco grasuje seryjny morderca. Policja - z cynicznym inspektorem Alonzem Bernardo na czele - błądzi wśród wątłych tropów jak dziecko we mgle, podczas gdy rozochocona gorącym tematem reporterka Jean Michaelson sieje panikę wśród ludności. Na liście podejrzanych wkrótce lądują chłopak Jean oraz miejscowy bezdomny, sprawy jednak komplikuje wyjście na jaw przyczyny zgonu ofiar - tak nieprawdopodobnej, że pozwalającej wątpić w ludzką naturę zabójcy.

  Nikt, kto miał przyjemność zetknąć się z Night Feeder (w Polsce dystrybuowanym w ubiegłym wieku przez Delta Video pod tytułem Nocny pokarm), nie powinien poczuć się zaskoczony, że jest to pierwsze i ostatnie dzieło amerykańskiego reżysera Jima Whiteakera. Nawet przymykając jedno z dwóch rozmiłowanych (więc i litościwych) w C-klasowych horrorach lat 80. oczu na oczywistą w rzeczonym gatunku tandetę zarówno scenariuszową, jak i techniczną nie da się nie zauważyć dwóch - co prawda niezwiązanych z jakością samego filmu, lecz i tak w znacznym stopniu rzutujących na jego odbiór - felerów. Nad faktem, że okładka VHS, jak również DVD (wydanego w 2015 roku przez Mondo i Bleeding Skull! Video) zdradza ujawnianą dopiero w zakończeniu tożsamość zbrodniarza, można jeszcze przejść do porządku dziennego - oczekiwanie na efektownego gumowego potworka zawsze umila seans. Gorzej natomiast z niesatysfakcjonującym - bo skandalicznie krótkim - popisem, jaki przed kamerą daje nasz rozkoszny niemowlaczek o dżdżownicowatym języku.

video

wtorek, 12 września 2017

To (It) (2017)

  Dzieciarnia z Derry w stanie Maine ma przed sobą niezłe wyzwanie, musi bowiem stawić czoła nadopiekuńczym matkom, obojętnym sąsiadom, szkolnym chuliganom i całej reszcie otaczającej ją patologii, aby - w końcu - dotrzeć do celu i... dorosnąć. Wyzwanie zatem, choć wymagające, w rzeczywistości nie różni się zbytnio od szarej codzienności wielu młodych ludzi w każdym innym miejscu na świecie. No, ale co z tym morderczym klaunem? - pewnie zapytają ci, którzy wiedzą chociażby z grubsza, o czym traktuje powieść Stephena Kinga To lub jej dwuodcinkowa adaptacja telewizyjna z 1990, czyli zapewne zdecydowana większość. Tańczący klaun Pennywise oczywiście jest... równie zły, nie tyle bardziej demoniczny, co w tym demonizmie dosłowniejszy i wciąż uosabiający z osobna każdy, nawet najbardziej dziecinny (ale - zmaterializowany - wcale nie mniej groźny) lęk swoich nieletnich ofiar.


video

poniedziałek, 10 lipca 2017

Love Bites (Les morsures de l'aube) (2001)

  Antoine (Guillaume Canet) powołuje się na imię wielkiej szychy miejscowej elity, Jordana (Orazio Massaro), aby dostać się na ekskluzywne przyjęcie w luksusowej rezydencji. Tam jednak zostaje zaciągnięty przed oblicze niejakiego Abrahama von Bulow (Jean-Marie Winling), który - głuchy na zepewnienia mężczyzny, że ten arystokratę zna tylko ze słuchu - oferuje mu pokaźną sumę za odnalezienie błękitnokrwistego ważniaka. Antoine i jego przyjaciel Étienne (Gérard Lanvin) przetrząsają miasto podążając każdym możliwym tropem, aż zdobywane z wielkim trudem informacje zaczynają składać się na obraz natury zagadkowego Jornada - siejącego postrach wśród paryżan "pana nocy".

video

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Minirecenzja: Przekleństwo Amsterdamu (Amsterdamned) (1988)

Reżyseria: Dick Maas
Produkcja: Laurens Geels
Scenariusz: Dick Maas
Obsada: Huub Stapel, Monique van de Ven, Serge-Henri Valcke, Hidde Maas, Wim Zomer
Muzyka: Dick Maas
Wytwórnia: First Floor Features
Premiera: 11 lutego 1988 (świat)
Kraj: Holandia
Czas trwania: 113 minut


  Przez Amsterdam rozciąga się 165 kanałów o totalnej długości 16 kilometrów, a w tych kanałach - zabójca. Tajemniczy osobnik zaopatrzony w strój płetwonurka, ostry nóż i harpun, swoje ofiary wybiera całkowicie przypadkowo, co nie ułatwia śledztwa detektywowi Ericowi Visserowi, który w poszukiwaniu przestępcy miota się jak dziecko we mgle.

środa, 14 czerwca 2017

Bloody Muscle Body Builder in Hell (The Japanese Evil Dead) (2012)

Recenzja została opublikowana także na stronie kinomisja.pl - znajdziecie ją pod niniejszym odnośnikiem.

  Naoto jest bezrobotny od roku i jedynym, do czego dąży, jest zostanie spełnionym domorosłym kulturystą. "Bo facet musi mieć muskuły" - tłumaczy zadowolony z siebie mężczyzna swojej byłej dziewczynie, która wyciąga go na wyprawę do nawiedzonego domu jego zmarłego ojca, aby na podstawie zebranych tam materiałów sporządzić mrożący krew z żyłach reportaż. To, co spotyka parę w położonym w mało ruchliwej dzielnicy Tokio budynku, przechodzi ludzkie pojęcie: odrąbane kończyny latają, wypływające z rozerżniętych tułowi flaki zalewają podłogę, a krew tryska obficie na każdą możliwą ścianę. Tylko zamiłowanie Naoto do sztangi może wysłać licho tam, skąd przyszło, ratując ich przed straszliwie długą, wyjątkowo makabryczną i niewypowiedzianie bolesną śmiercią.


video

czwartek, 8 czerwca 2017

The Evil Within (2017)

Recenzja została opublikowana również na stronie kinomisja.pl - znajdziecie ją pod niniejszym odnośnikiem.

  Piętnaście lat minęło, zanim debiutanckie dzieło Andrew Getty'ego w końcu mogło ujrzeć światło dzienne... dwa lata po śmierci twórcy. Reżyser i scenarzysta, niezwykle oddany swojemu autorskiemu projektowi, nie poddał się w obliczu problemów z niewystarczającym budżetem i licznych konfliktów z obsadą, które zdawały się w nieskończoność przeciągać okres produkcji, i nawet po zakończeniu zdjęć wciąż pracował nad coraz to nowszymi efektami specjalnymi. Niestety, Getty zmarł nie dopiąwszy edycji filmu na ostatni guzik, zadanie przejął więc jeden z producentów, Michael Luceri. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, i tutaj nie obeszło się bez sowitej dawki choasu, tylko częściowo wynikającego z charakteru scenariusza. Abstrahując jednak zarówno od narracyjnej niespójności, jak i typowej dla horrorów zrealizowanych niewielkim kosztem warsztatowej niedoskonałości, The Evil Within (pierwotnie zatytułowane The Storyteller) już na pierwszy rzut oka kipi od włożonej weń pasji oraz poniesionych poświęceń.


video

piątek, 2 czerwca 2017

Blood Beach (1980)

  Piękna, gorąca kalifornijska plaża. Młodzi chłopcy i dziewczęta całe wolne dnie spędzają na opalaniu, niewinnych flirtach i chlapaniu się w morzu. Upalną atmosferę beztroski zakłóca jednak śmierć, która swoją pierwszą ofiarę, starszą panią wyprowadzającą psa na spacer, zabiera o porannej zorzy - zapada się piasek, powietrze tnie ostry krzyk i zanim ktokolwiek przybiega na pomoc, kobieta znika, wessana pod ziemię przez nieznaną siłę. Sprawą zajmuje się miejscowa policja oraz ratownik straży przybrzeżnej, Harry Caulder (David Huffman), który pełnił patrol, gdy doszło do tajemniczego incydentu.

  Rekin z kultowej serii Szczęki został pokonany dopiero dwukrotnie, kiedy Jeffrey Bloom wpadł na pomysł, żeby postraszyć widownię niebezpieczeństwami czyhającymi na nich nie w morzu, a na okalającym je gruncie, gdzie, o ile naukowcom wiadomo, żadne ostre zębicha nie powinny nikomu grozić. "Gdy już myśleliście, że można bezpiecznie wrócić do wody - nie możecie się do niej dostać", głosi więc hasło promocyjne Blood Beach, wciąż przyciągając przed ekrany zaciekawionych widzów, którym niestraszna jest nawet rasowa klasa B: ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami. I wszystko byłoby pięknie, ładnie, gdyby nie fakt, że uroczą w swej prostocie historię tłamsi natłok nudnawych dialogów, tylko z rzadka wywołujących uśmiech na twarzy odrobiną parodiowego humoru, a obiecywanej w tytule krwi jest karygodnie mało.


video
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...