poniedziałek, 19 czerwca 2017

Minirecenzja: Przekleństwo Amsterdamu (Amsterdamned) (1988)

Reżyseria: Dick Maas
Produkcja: Laurens Geels
Scenariusz: Dick Maas
Obsada: Huub Stapel, Monique van de Ven, Serge-Henri Valcke, Hidde Maas, Wim Zomer
Muzyka: Dick Maas
Wytwórnia: First Floor Features
Premiera: 11 lutego 1988 (świat)
Kraj: Holandia
Czas trwania: 113 minut


  Przez Amsterdam rozciąga się 165 kanałów o totalnej długości 16 kilometrów, a w tych kanałach - zabójca. Tajemniczy osobnik zaopatrzony w strój płetwonurka, ostry nóż i harpun, swoje ofiary wybiera całkowicie przypadkowo, co nie ułatwia śledztwa detektywowi Ericowi Visserowi, który w poszukiwaniu przestępcy miota się jak dziecko we mgle.

Przekleństwo Amsterdamu Dicka Maasa - człowieka odpowiedzialnego za De Lift (1983) oraz jego amerykański remake W dół (2001) - jest niezbitym dowodem zamiłowania reżysera i scenarzysty do włoskiego kina gatunkowego. Holender nie zdołał ani znacząco odświeżyć dogorywającego pod koniec lat 80. nurtu giallo, ani (tym bardziej) tchnąć w niego zupełnie nowe życie poza Półwypem Apenińskim, jednak jest zgoła nieprawdopodobne, aby twórca w swojej pracy kierował się aż tak wysokimi ambicjami. Bardziej niż na aktywne dobudowywanie nowych motywów, obraz stawia na cytowanie i reinterpretację klasyki, o dziwo, wcale nie ograniczając się do włoskiego kryminału czy filmu policyjnego: poza tradycyjnym szlachtowaniem ostrymi narzędziami, zamaskowanym mordercą, postacią działającego na kobiety jak lep na muchy gliny (Huub Stapel) i widowiskową sekwencją motorówkowego pościgu, mamy też kilka nawiązań do Szczęk (1975) (ataki nurka na pływające po amsterdamskich kanałach kutry), a nawet skromną, acz potrafiącą wywołać na twarzy widza uśmiech uznania wariację sceny kąpieli Nancy (Heather Langenkamp) z Koszmaru ulicy Wiązów (1984). W Przekleństwie Amsterdamu zawodzi natomiast fakt, że każdy kolejny mord jest mniej krwawy i pomysłowy od poprzedniego, co daje się we znaki zwłaszcza po makabrycznej scenie znalezienia wyeksponowanego w oryginalny sposób ciała pierwszej ofiary; na odbiór filmu negatywnie wpływają także przestoje akcji (tym liczniejsze, im bliżej do zakończenia) oraz kluczowa część finału, w której ujawniona zostaje tożsamość zabójcy - zaskoczenie, owszem, jest, ale ze scenariopisarskiego punktu widzenia jest to idealny przykład pójścia na łatwiznę.

video

***

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...