czwartek, 19 marca 2015

Gwiazdy w oczach (Starry Eyes) (2014)

  Dwudziestokilkuletnia Sarah marzy o zostaniu sławną aktorką, systematycznie przystępuje więc do przesłuchań, które niestety równie systematycznie oblewa. Przyszłe gwiazdy też muszą coś jeść, dlatego droga do sukcesu dziewczyny jest naznaczona licznymi wybojami, czyli obowiązkowymi godzinami pracy w fast foodzie, z marudnym szefem sterczącym nad głową. Sarah czuje się bardzo sfrustrowana każdym kolejnym niepowodzeniem, a ujście negatywnych emocji znajduje w gwałtownych napadach agresji wobec samej siebie, w których zdesperowana rwie sobie włosy z głowy. Po kolejnym nieudanym przesłuchaniu, tym razem w studiu filmowym Astraeus Pictures, kobieta przeprowadzająca wywiad przypadkowo staje się świadkiem samookaleczania się Sarah i to właśnie ta nieposkromiona dzikość sprawia, że niedowierzającej kelnerce zostaje zaproponowana główna rola w horrorze o tytule "The Silver Scream". Niemniej ostatni krok do sukcesu wiąże się z przykrym obowiązkiem przespania się z producentem, na co dziewczyna się nie zgadza. Mimo rozpaczy, młoda kobieta nie potrzebuje dużo czasu, by pożałować swojej przesadnej moralności, zatem wraca do siedziby Astraeus, żeby spełnić ostatni warunek umowy. Jednak już następnego ranka zauważa, że z jej ciałem dzieje się coś dziwnego...


video

Reżyseria: Kevin Kölsch, Dennis Widmyer
Produkcja: Travis Stevens
Scenariusz: Kevin Kölsch, Dennis Widmyer
Obsada: Alex Essoe, Amanda Fuller, Noah Segan
Muzyka: Jonathan Snipes
Wytwórnia: Snowfort Pictures, Parallactic Pictures, Dark Sky Films
Premiera: 8 marca 2014 (świat)
Kraj: USA
Czas trwania: 95 minut


  Film wyreżyserowany przez Kevina Kölsch'a i Dennisa Widmyera, którzy napisali też scenariusz. Starry Eyes przedstawia historię zwykłej, miłej i trochę nieśmiałej młodej kobiety, która z jakiegoś powodu postanowiła rzucić się na głęboką wodę bezwzględnego Hollywood i zostać wielką gwiazdą. Aktorstwo jest jedynym marzeniem Sarah, ale, jak wiadomo, w Los Angeles aż huczy od utalentowanych dziewcząt, pragnących kiedyś dorównać sławą Audrey Hepburn, Marilyn Monroe, Grace Kelly, Demi Moore albo chociaż Kristen Stewart. Jakkolwiek słodka by nie była, kelnerka o przeciętnej urodzie i średnich zdolnościach nie ma zbyt wielkich szans, aby wybić się z tłumu i wstrząsnąć światem filmu. Sarah zdaje się coraz bardziej zdawać sobie z tego sprawę, zwłaszcza że dynamiczniejsza od niej koleżanka - Erin - wyraźnie ma więcej szczęścia na przesłuchaniach. Bohaterka jednak nie rezygnuje i wciąż wysyła kolejne aplikacje, aż w końcu sukces w studiu Astraeus Pictures sprawia, że będzie musiała odkryć prawdziwą cenę sławy...


  Podczas seansu Starry Eyes towarzyszymy Sarah w jej zmaganiach na drodze do kariery, zarówno tych zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Dziewczyna jest bardzo ambitna i zdeterminowana osiągnąć to, czego pragnie, lecz otaczający ją okrutny świat filmu zdaje się mieć głęboko w poważaniu jej sumienne starania. Po kolejnym przesłuchaniu znów padają jakże znane Sarah słowa: "skontaktujemy się z panią". Czas staje w miejscu, w uszach rozbrzmiewa ogłuszający szum, a jedynym sposobem, by dać upust ogromnemu rozczarowaniu, jest udanie się do toalety i wyrwanie garści włosów. Tym razem jednak napad bohaterki odbywa się w obecności świadka - kobiety przesłuchującej kandydatki do głównej roli z filmie "The Silver Scream". Nieposkromiona dzikość przed kamerą jest dokładnie tym, czego reżyserzy obsady oczekują, dlatego od tego momentu Sarah ma już z górki... Przejście na drugi etap castingu, a potem zaproszenie na rozmowę z samym producentem. Sukces leży tuż koło stóp młodej aktorki, trzeba tylko się schylić, żeby go podnieść... A właściwie to uklęknąć i wyciągnąć go z rozporka producenta. Sarah ucieka zapłakana, ale wkrótce żałuje swojej pochopnej decyzji i robi to, co trzeba, aby dostać wiodącą rolę w kinowej produkcji...





  Amerykańskie horrory zazwyczaj mają to do siebie, że jak już mają coś konkretengo to przekazania, to robią to w sposób do bólu bezpośredni. Tak jest i w przypadku Starry Eyes. Po nocy spędzonej z największą szychą Astraeus Pictures, ciało Sarah zaczyna gnić w błyskawicznym tempie. Przedstawienie tego klasycznego motywu body horror jest tradycyjne - dziewczynie wypadają włosy i paznokcie, twarz zaczyna wyglądać coraz bardziej trupio, a z pochwy leje się krew. Ktokolwiek widział Thanatomorphose (2012) albo Contracted (2013), ten wie, na czym polega proces. Jednak w odróżnieniu od tych dwóch pozycji o podobnej linii fabularnej, w Starry Eyes rozkład cielesnej powłoki głównej bohaterki robi jedynie za metaforę jej upadku moralnego, utraty samej siebie oraz ponownych narodzin, tym razem jako zimna suka, ślepa na wszystko poza gwiazdorstwem. W życiu sławnej aktorki nie ma miejsca na emocje czy altruizm - tu trzeba szybko łapać byka za jaja i nieważne, jak bardzo zwierzak nas przy tym zmasakruje.





  Gore w Starry Eyes nie ma wiele, a proces dekompozycji Sarah trwa względnie krótko, dlatego widzowie nastawieni na rasowy body horror mogą się naciąć. Obraz Kölsch'a i Widmyera podchodzi bardziej pod dramat niż film grozy, głównie przez dziecinnie dosłowne przedstawienie esencji całej historii, w której nieliczne krwawe sceny stanowią tylko skromną posypkę. W pierwszej połowie filmu to napady agresji Sarah są momentami kulminacyjnymi i chociaż one również zostają ukazane dość skromnie, to właśnie ich realizm, uzyskany poprzez wyeliminowanie zbędnych efekciarskich "ozdobników", najlepiej przemawiają do publiczności. Potem mamy gnijącą za życia bohaterkę, jednak ten motyw został potraktowany z lekkością - nie dość, że od odpadnięcia pierwszego paznokcia do zakończenia sprawy mija zaskakująco mało czasu, to skupienie na szczegółach tanatomorfozy jest nikłe. Trochę ostrzejszej makabry dostajemy, kiedy Sarah dokonuje kilku morderstw, z czego jedno wielokrotnie uderzając głowę ofiary ciężarkiem do ćwiczeń i tym samym robiąc z niej kompletną miazgę.





  Wybór odtwórczyni roli Sarah - Alex Essoe - był ze strony twórców strzałem w dziesiątkę, gdyż dziewczyna swoimi zdolnościami aktorskimi i nierzucającą się w oczy urodą bardzo dobrze wpasowała się w postać. Skromna kobietka o brązowych włosach, smukłej figurze i cichym sposobie bycia (aczkolwiek trochę bazyliszkowatym) nie kojarzy nam się z wyuzdaną gwiazdą Hollywood. Nie czujemy wielkiej sympatii do nieskorej do uśmiechu, całkowicie oddanej nauce tekstów na liczne przesłuchania Sarah i rozumiemy, dlaczego wciąż jej się nie udaje. Dziewczyna zwyczajnie nie wybija się niczym wyjątkowym z tłumu jej podobnych. Jej twarz nie zadamawia się na dłużej w pamięci reżyserów castingów, którzy mieli "zaszczyt" ją spotkać. W Astraeus Pictures bohaterka jednak w końcu daje od siebie coś "ekstra", jakkolwiek niezamierzenie. Nieważne, że nie czuje się do końca w porządku ze śmiadomością, że przed publicznością musi wyciągać z głębin duszy swoje najmroczniejsze sekrety. Producent życzy sobie do swojego filmu kogoś o brzydkim, brudnym wnętrzu, więc każda dziewczyna, która poważnie myśli o roli, musi przemienić się właśnie w taką osobę...





  Starry Eyes jest filmem łatwym w odbiorze, przy tym wciągającym i przyjemnym. Lokuje się nieco ponad zwyczajowy poziom przeciętnego amerykańskiego straszaka, jednak pieśni pochwalnych na jego cześć nie ma co pisać. Ot, taki sobie całkiem niezły horror, który nie owijając w bawełnę serwuje widzowi konkretne zagadnienie do przemyślenia. Chociaż dla mnie seans był dobrze spędzonym czasem, to na przeszkodzie do "zakochania się" w tym obrazie stanął brak pełnoprawnego pozytywnego bohatera, gdyż nie da się postrzegać Sarah w ten sposób, a wiadomo, że niemożność indentyfikowania się z postacią osłabia doznania płynące z oglądania doświadczanej przez nią makabry.


~~~

Zapraszam do śledzenia mojego profilu na filmweb.pl.

30 komentarzy:

  1. Nr 6 mojego zestawienia najlepszych filmów ubiegłego roku ;) http://hisnameisdeath.wordpress.com/2014/12/28/filmowe-podsumowanie-2014-roku-25-najlepszych-horrorow-cz-2/

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałem wiele dobrego o tym filmie, a po Twojej recenzji na pewno zobaczę go w najbliższym czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno jeden z lepszych zeszłego roku :) Ja niewiele widziałam z 2014-go, więc nie mogę się wypowiedzieć.

      Usuń
    2. Wreszcie miałem okazję go zobaczyć i nie zawiodłem się. Film jest bardzo dobry. Najbardziej jednak zapamiętam Alex Essoe jako Sarah. Była w tej roli znakomita. Sama postać Sarah dla mnie była pozytywna. Trochę żal mi jej było. Była zagubiona, a przyjaciele jacy ją otaczali w większości nie powinni nazywać się przyjaciółmi. Większości im się należało to co ich spotkało.

      Usuń
    3. Essoe była wyśmienita :)
      Jednak bardziej było mi żal przyjaciół Sarah niż jej samej, gdyż ona też nie była zbytnio przyjaźnie nastawiona do swoich znajomych, tylko nie okazywała tego otwarcie. Raz jednak zdarzyło jej się zaśmiać, kiedy jej koleżanka rozkwasiła sobie nos na basenie XD

      Usuń
  3. "Chociaż dla mnie seans był dobrze spędzonym czasem, to na przeszkodzie do "zakochania się" w tym obrazie stanął brak pełnoprawnego pozytywnego bohatera, gdyż nie da się postrzegać Sarah w ten sposób, a wiadomo, że niemożność indentyfikowania się z postacią osłabia doznania płynące z oglądania doświadczanej przez nią makabry."

    Naprawdę? Bohaterka z Thanatomorphose (np.) wydawała ci się sympatyczniejsza i łatwiejsza w identyfikowaniu się z nią?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie była sympatyczniejsza, ale też i nie była taką niepozorną suczą jak Sarah. W "Thanatomorphose" nie wiadomo, z czego tak naprawdę wzięła się martwota bohaterki (a siła, z jaką rozbija się o dno nie może nie wywoływać żalu), podczas gdy w "Starry Eyes" dziewczyna jednak własnoręcznie i z rozmysłem wpakowała się w szambo ;)

      Usuń
    2. Hmm, mi się raczej wydawało, że Starry Eyes pod tym względem wygrywa, bo motywacje bohaterki są bardzo jasne i zrozumiałe i czuć napięcie w związku z jej działaniami i wyborami - zwłaszcza że widz doskonale zdaje sobie sprawę z tego gdzie ją zaprowadzą. W Thanatomorphose nie odczuwałem żadnej empatii do bohaterki, bo tam był przesyt gore i ograniczona fabuła. Tam patrzyłem na ekran i sobie myślałem: o odpadła jej kawałek ciała, a teraz jest psychodeliczny montaż z rozkładającymi się zwierzętami, całkiem zabawne :)

      Usuń
    3. Mnie zupełnie nie było szkoda Sarah właśnie ze względu na tę jasność jej motywacji :) Cała historia wcale nie skończyła się dla niej źle - przecież dostała to, czego chciała. Myślę, że jakbym ja dostała szansę na spełnienie mojego największego marzenia pod warunkiem, że muszę najpierw zgnić, to pewnie bym się zdecydowała, ale byłaby to moja decyzja, dlatego nie użalałabym się nad sobą, jakby zaczęły mi wypadać paznokcie. To tak jakby zaprzedać duszę diabłu, a potem płakać, że trzeba iść do piekła :P Z drugiej strony bohaterka "Thanatomorphose" specjalnie nic nie zrobiła, a przynajmniej fabuła filmu tego nie obejmuje XD

      Usuń
    4. "Cała historia wcale nie skończyła się dla niej źle - przecież dostała to, czego chciała. Myślę, że jakbym ja dostała szansę na spełnienie mojego największego marzenia pod warunkiem, że muszę najpierw zgnić, to pewnie bym się zdecydowała, ale byłaby to moja decyzja, dlatego nie użalałabym się nad sobą, jakby zaczęły mi wypadać paznokcie. To tak jakby zaprzedać duszę diabłu, a potem płakać, że trzeba iść do piekła :P"

      Ona tam chyba nie do końca rozumiała w co się pakuje :) Poza tym to są normalne ludzkie zachowania, które można zrozumieć. W Starry Eyes spędzamy z bohaterką dużo czasu w normalnym stanie, dzięki czemu staje się trójwymiarową postacią. W Thanatomorphose czegoś takiego po prostu nie ma.

      Usuń
    5. "Poza tym to są normalne ludzkie zachowania, które można zrozumieć."
      W sumie racja :) Może jestem zbyt surowa po prostu ;)

      "W Thanatomorphose czegoś takiego po prostu nie ma."
      W "Thanatomorphose" uderzyła mnie najbardziej głębokość dna, na jakim znalazła się dziewczyna praktycznie za nic. To, że oglądając film w ogóle nie da się jej poznać, robi niewielką różnicę... Może jestem socjopatką, ale takie przedstawienie sytuacji bardziej wywołuje u mnie empatię, niż przypadek Sarah, która dość naiwnie sądziła, że jej świadome wybory życiowe nie będą miały przykrych konsekwencji ;)

      Usuń
    6. Chyba ja wychodzę tutaj na większego socjopatę. Potrzebuje widzieć wyraźne uczucia i emocje, żeby przejmować się cierpieniem innych, sama przemoc mi nie wystarcza :) To nawet nie jest tak, że jest mi żal Sary, tylko że wydaje mi się ciekawszą postacią, z niektórymi cechami mogę się identyfikować i jej historia jest dla mnie interesująca, przez co bardziej ją lubię. A w przypadku Thanatomorphose bohaterka pozbawiona jest ekspresji i emocji, wiec za bardzo się nie przejmuje tym co ją spotyka, tylko patrze na ten film przez pryzmat ekstremalnego gore i przesłań. Tzn. niektóre rzeczy, które pokazują w tym filmie wywołały u mnie reakcję, ale ogólnie, to nie był film, którego bohaterką się bardzo przejąłem.

      Miałem podobnie z La Casa Muda (tym urugwajskim), tam też bohaterka jest emocjonalnie martwa przez większość czasu trwania filmu. Później się okazuje, że jej zachowanie jest całkiem dobrze umotywowane, ale, prawdę mówiąc, mnie to już to za bardzo nie obchodziło. Przestałem się przejmować i końcowy twist nie zrobił na mnie wrażenia. Bardziej podobał mi się amerykański rimejk z Elizabeth Olsen, która całkiem inaczej zagrała tę postać.

      Albo ostatnio oglądałem Crawl or Die - to taka tania wariacja na pierwszego Aliena ze złym aktorstwem i gorszymi efektami specjalnymi, które mimo wszystko mi się podobała. Pod pewnymi względami jest podobna do Thanatomorphose, bo jakieś 30/40 końcowych minut filmu jest bardzo minimalistyczne. Przedstawia tylko główną bohaterkę, która, odziana w bieliznę, czołga się przez coraz ciaśniejsze szyby wentylacyjne uciekając przed, komiczne tanim, alienowym potworem. Pomimo tego, że bohaterka to kosmiczny marines z tlenionym irokezem, ubrana w bieliznę i wielkie śmieszne glany z mnóstwem żelastwa - do tego o wiele więcej (niedwuznacznie) dyszy i sapie niż mówi, a kamera stara się ją uchwycić w maksymalnie kompromitujących sytuacjach :) - to w tej końcówce zależało mi na jej losie (pomimo sci-fi fetyszyzmu i taniości), bo, po pierwsze, całkiem efektywnie odegrała klaustrofobiczne zaszczucie i narastającą beznadziejność, które wymagał od niej scenariusz, i, po drugie, na początku filmu były (słabo odegrane, ale jednak były) sceny, które przybliżyły trochę ją i jej sytuację.

      Usuń
    7. "To nawet nie jest tak, że jest mi żal Sary, tylko że wydaje mi się ciekawszą postacią, z niektórymi cechami mogę się identyfikować i jej historia jest dla mnie interesująca, przez co bardziej ją lubię."
      Nie twierdzę, że jest nieciekawą postacią, albo że jej historia nie jest interesująca, wręcz przeciwnie ;) Ja jednak akurat jej nie lubię, bo uważam, że poniekąd zasłużyla sobie na to, co ją spotkało ;) Sarah wywyższała się nad swoich przyjaciół i miała ich kompletnie w dupie, tak samo jak cały świat, poza tym aktorskim. Czynszu nie płaciła, bo praca w fast foodzie nie była dla niej wystarczająco dobra. Udawała niewinną, ale w końcu obciągnęła temu staruchowi za rolę w jakimś horrorze. No i nie oszukujmy się, jej postać nie była jakoś wybitnie uzdolniona aktorsko, dlatego z łatwością można zrozumieć, dlaczego odpadała na wszystkich przesłuchaniach. W Astraeus wybrali ją, bo poznali się na jej brzydkim wnętrzu - ona przed nimi nie grała, tylko była sobą. Mimo świadomości, że może się po prostu nie nadawać do wymarzonego zawodu, Sarah i tak postanowiła zagadnąć sobie rolę tanim kosztem - nie obchodziło jej, że to nie za talent dostanie wiodącą rolę w filmie, a za danie dupy. Na końcu odradza się jako piękna i (prawdopodobnie) sławna... Ma dokładnie to, o co walczyła przez cały film i nie wydaje się, żeby w jakimkolwiek momencie żałowała swojego wyboru... Może trochę, kiedy gniła i nie wiedziała, co się z nią dzieje, ale jak trzeba było zabić przyjaciół, żeby dopełnić rytuału, to zabiła i nieźle się z tym czuła XD Chociaż można zrozumieć zachowanie i niektóre wybory Sarah jako ludzkie, to raczej nie wzbudzają one pozytywnych emocji, dlatego osobiście nie potragię się z nią identyfikować, mimo iż rozumiem je pobudki.
      Z drugiej strony bohaterkę "Thanatomorphose" nie mam za co nie lubić XD Nie twierdzę, że specjalnie przejęłam się jej osobistym losem, bo na jej miejscu mogłaby być każda inna postać i i tak byłoby mi jej szkoda. Dla mnie dziewczyna z "Thanatomorphose" była trochę jak taka nieznajoma kobieta gwałcona na ulicy - nie znam jej, ale nie sposób nie żałować :P

      Usuń
    8. "Chociaż można zrozumieć zachowanie i niektóre wybory Sarah jako ludzkie, to raczej nie wzbudzają one pozytywnych emocji, dlatego osobiście nie potragię się z nią identyfikować, mimo iż rozumiem je pobudki."

      No niby tak, ale ja wiem, ja w sumie bywam zazdrosny i zawistny o sukcesy innych, więc mogę się chociażby z tym identyfikować. Podobało mi się też, że wygrywa na końcu - zostaje zajebistą, satanistyczną gwiazdą filmową :) - i to w wyniku swoich decyzji, jest aktywną bohaterką. A dziewczyna z Thanatomorphose tylko gnije, masturbuje się, zabija swoich chłopaków i umiera. W sumie też wybrała swój los, podała się jemu.

      Usuń
    9. "Podobało mi się też, że wygrywa na końcu - zostaje zajebistą, satanistyczną gwiazdą filmową :)"
      Wygrała, ale kosztem swoich zasad moralnych i życia innych ludzi ;) Nadal jej nie lubię XD

      "A dziewczyna z Thanatomorphose tylko gnije, masturbuje się, zabija swoich chłopaków i umiera. W sumie też wybrała swój los, podała się jemu."
      Racja. Jednak fakt, że na końcy nie wygrywa, czyni ją ofiarą, a taki los nie należy się nikomu ;)

      Usuń
    10. "Jednak fakt, że na końcy nie wygrywa, czyni ją ofiarą,"

      No tak, ale ofiarą samej siebie.

      Tzn., że gdyby Sara na końcu przegrała, to wtedy byłoby ci jej żal?

      Usuń
    11. "No tak, ale ofiarą samej siebie."
      Przynajmniej nie udupiła nikogo innego. Dla mnie najsmutniejsza była właśnie ta jej obojętność wobec siebie samej.

      "Tzn., że gdyby Sara na końcu przegrała, to wtedy byłoby ci jej żal?"
      Może nie żal, ale w tym przypadku wina byłaby odpokutowana cierpieniem/śmiercią (czy jak tam by to się skończyło). W moich oczach postać nabrałaby pozytywniejszego akcentu. A tak? Oddała się producentowi za rolę w filmie, wymordowała przyjaciół, pogniła sobie trochę, ale koniec końców opłaciło jej się, co wzbudza we mnie odrazę do niej.

      Usuń
    12. "Przynajmniej nie udupiła nikogo innego."

      No zabija swoich chłopaków. I w sumie to widać, że cierpi z powodu tego co się z nią dzieje, ale nigdy tak naprawdę nie próbuje z tym walczyć.

      Jeśli uznamy, że oba filmy przedstawiają świat, który niszczy kobiety - w Thanatomorphose jest to miejsce gdzie kobieta jest marginalizowana i uprzedmiotowiona przez mężczyzn, i zaczyna powoli gnić i umierać, a w Starry Eyes jest to Hollywood, gdzie młode naiwne dziewczyny rywalizują między sobą, niszczą się i spełniają zachcianki starego białego faceta / producenta filmowego - to Starry Eyes zdołał skrytykować ten świat i przedstawić silną postać kobiecą. Wprawdzie taką, która jest potworem, ale jest potworem z powodu świata, w którym żyje - to jest też jej tragedia, musi stać się tym potworem, aby zwyciężyć w tym świecie. Dzięki temu, że na końcu wygrywa unikamy też sytuacji, w której kobieta/bohaterka jest kompletnie upodlona przez film, czego nie udało się osiągnąć w Thanatomorphose. To jest wg. mnie wada Thanatomorphose - film stara się mieć feministyczne przesłania, ale przez cały czas znęca się nad bohaterką.

      Usuń
    13. "No zabija swoich chłopaków."
      Z czege jeden sobie zasłużył za znęcanie się nad nią. Tylko tego drugiego było mi trochę szkoda :P

      "[...] to Starry Eyes zdołał skrytykować ten świat i przedstawić silną postać kobiecą."
      Dla mnie fakt, że ona musiała się wpasować w okrutny świat Hollywood, aby nie zginąć, wcale nie jest okolicznością łagodzącą. Przecież to nie wynalazca broni jest winny zabójstwa, tylko jej użytkownik, czyli w tym przypadku Sarah. Nie wydaje mi się też, żeby postać była wyjątkowo silna, wręcz przeciwnie. Silna kobieta wcale nie musi pozwolić się wciągnąć w syf - silna kobieta nie daje daje się zgniliźnie tego świata;) Bohaterce "Thanatomorphose" też się nie udaje, ale przynajmniej nie upadla się do stopnia, że jest gotowa wbić nóz w plecy komukolwiek, aby tylko wygrać.

      Też nie uważam, aby taka a nie inna wizja w "Starry Eyes" była wadą. Film mi się podobał. Jednak wolałabym, żeby główna bohaterka była nieco bardziej pozytywną postacią. Sarah na koniec zupełnie staje się tą "złą".

      Usuń
    14. "Silna kobieta wcale nie musi pozwolić się wciągnąć w syf - silna kobieta nie daje daje się zgniliźnie tego świata;)"

      "Jednak wolałabym, żeby główna bohaterka była nieco bardziej pozytywną postacią. Sarah na koniec zupełnie staje się tą "złą"."

      Ale na tym polega dramat tego filmu. Sarah może zaprzedać duszę i być gwiazdą albo pracować w fast foodzie i bujać się ze swoją ekipą. Jasne, można powiedzieć, że nie ma nic złego w fast foodzie i ekipie, ale gdyby Sarah to wybrała to ten film by się szybko skończył :) A tymczasem jest wiarygodnie przedstawiona jako młoda naiwna osoba z (prawdopodobnie wygórowanymi) ambicjami, która pakuje się w coś złego - i tutaj widz jej współczuję, bo oglądając film, raczej nie uważa się, że zasługuje na coś tak złego, co jak wydaje się ją czeka - ale scenarzyści sprytnie odwracają nasze przypuszczenia i nie robią z niej ofiary. Nie jest "dobrą" silną kobietą, ale jest silna. A na pewno zdecydowanie silniejsza od bohaterki Thanatomorphose. Ona tak naprawdę nie upada na dno, tylko przez cały czas jest na tym dnie. Po prostu jej ciało i otoczenie zaczynają powoli oddawać stan, w którym się znajduje.

      Usuń
    15. "Jasne, można powiedzieć, że nie ma nic złego w fast foodzie i ekipie, ale gdyby Sarah to wybrała to ten film by się szybko skończył :)"
      Mogła np. wybrać zło i wziąć na klatę prawdziwą karę, wtedy łatwiej by mi było dobrze o niej myśleć... Film jednak przedstawia realniejszą wizję rzeczy. Młoda dziewczyna musi się upodlić, aby wybić się w branży filmowej. Rozumiem i doceniam dramat, ale nie znaczy to, że muszę sympatyzować z bohaterką. Nadal uważam, że kilkudniowe gnicie nie było zbyt wysoką ceną za jej największe marzenie, więc po zobaczeniu zakończenia nie jest mi jej szkoda. Trochę jej żałowałam w środkowej części, ale jak tylko znalazła pieniądze od producenta w swoim pokoju, domyśliłam się, że raczej nie umrze na końcu, więc od tego momentu przestałam empatyzować ;)

      "Nie jest 'dobrą' silną kobietą, ale jest silna".
      Jej podatność na wpływy przeczy jej "sile". Sarah dobrze wiedziała, że robi źle, bo inaczej by nie uciekła za pierwszym razem z siedziby studia. Świadomie dostosowała się do brudnych zasad świata filmu. Moim zdaniem ten konkretny wybór nie był naiwny z jej strony, chociaż wcześniej wykazywała się nadmierną ufnością. Jej końcowa "siła" jest bardzo pozorna, a "władza" jaką zdobywa na końcu może prysnąć z dnia na dzień jak bańka mydlana... Taka aktoreczka kończy karierę, kiedy tylko znudzi się dziadowi, z którym sypia, i na pewno nie można powiedzieć, że jest kowalem własnego losu.

      "A na pewno zdecydowanie silniejsza od bohaterki Thanatomorphose. Ona tak naprawdę nie upada na dno, tylko przez cały czas jest na tym dnie. Po prostu jej ciało i otoczenie zaczynają powoli oddawać stan, w którym się znajduje."
      Jeśli uznać, że wycofanie się z życia wynika ze słabości bardziej niż poddanie się dominującej tendencji świata zewnętrznego, to bohaterka "Thanatomorphose" jest słabsza. Fakt, że nie kończy się to dla niej dobrze, pokazuje nastawienie dziewczyny w negatywnym świetle i tak powinno być. Bohaterka została ukarana, więc należy jej się sprawiedliwość oraz współczucie, że nie ocknęła się na czas. Z drugiej strony historia Sarah kończy się dla niej idealnie, więc wpakowywanie się w brud zostało pokazane jako opłacalne, wręcz pożądane. Masz rację, że Sarah może jest ofiarą systemu, ale w takim przypadku została przedstawiona jako bezmyślna i słaba kobieta, która nic nie może poradzić na to, w jakim świecie żyje... Pogodziła się z tym i postanowiła się nachapać tak czy siak. Rozumiem, że to jest ludzkie zachowanie, ale osobiście wolałabym się z tym nie identyfikować. Wierzę w ludzkość i już :P

      Usuń
    16. "Jej podatność na wpływy przeczy jej "sile". Sarah dobrze wiedziała, że robi źle, bo inaczej by nie uciekła za pierwszym razem z siedziby studia. Świadomie dostosowała się do brudnych zasad świata filmu. Moim zdaniem ten konkretny wybór nie był naiwny z jej strony, chociaż wcześniej wykazywała się nadmierną ufnością."

      Wiem, że świadomie wybrała brudny świat filmu i podoba mi się to. Wybrał go świadomie, to oznak siły. Nie podobało jej się swoje życie i świadomie je zmieniła.

      "Jej końcowa "siła" jest bardzo pozorna, a "władza" jaką zdobywa na końcu może prysnąć z dnia na dzień jak bańka mydlana... Taka aktoreczka kończy karierę, kiedy tylko znudzi się dziadowi, z którym sypia, i na pewno nie można powiedzieć, że jest kowalem własnego losu."

      Jasne, to możliwe.

      "Masz rację, że Sarah może jest ofiarą systemu"

      Nie, ja nie uważa, że ona jest ofiarą systemu. Ona rozkwita w tym systemie. Ofiarami są koleżanki, które morduje. Ona staję się potworem i to jest tragiczne, że musi stać się potworem, żeby wygrać w swoim świecie, ale nie jest ofiarą.

      Takie filmy jak Thanatomorphose i Contracted mają swoje przesłania o kobiecie we współczesnym (patriarchalnym) świecie, ale przeważnie z powodu tego, że zmieniają się w serię różnych okropności, które spotykają bohaterkę, to te całe przesłania się gdzieś po drodze gubią i ogólnie kończy się wizją kobiety jako żałosnej ofiary. W Starry Eyes tego nie ma, film skrytykował system, skrytykował postawę bohaterki, ale nie zrobił z niej ofiary. Wg mnie można się identyfikować z jej ambicjami, czuć o nią niepokój kiedy wygląda na to, że te ambicje doprowadzą ją do upadku i czuć ulgę kiedy okazuje się, że ostatecznie w filmie nie chodziło tylko o to, żeby brutalnie karać bohaterkę.

      Usuń
    17. "Nie podobało jej się swoje życie i świadomie je zmieniła."
      Idąc na łatwiznę szlakiem utartym przez tabun jej podobnych dziewoi podążających za sławą ;) Ja postrzegam to bardziej jako tchórzostwo.

      "Nie, ja nie uważa, że ona jest ofiarą systemu."
      Widać źle zinterpretowałam Twoją wypowiedź --> "Wprawdzie taką, która jest potworem, ale jest potworem z powodu świata, w którym żyje - to jest też jej tragedia, musi stać się tym potworem, aby zwyciężyć w tym świecie."
      Moim zdaniem granica pomiędzy "ofiarą systemu" a "potworem z powodu systemu" jest bardzo cienka.

      "W Starry Eyes tego nie ma, film skrytykował system, skrytykował postawę bohaterki, ale nie zrobił z niej ofiary."
      Nie zrobił z niej ofiary, ale i identyfikować się z nią trudno. Właśnie przez tą krytykę. Sarah miała być "zła", a z czarnym charakterem zazwyczaj się sympatyzuje - to jest właśnie ten "brak pozytywnego bohatera" wspomniany przeze mnie pod koniec posta. Od horroru oczekuję, że nie będę całkiem obojętna na cierpienia bohaterów, a tutaj tak się dzieje. Część uroku gatunku gdzieś się dla mnie zgubiła, chociaż dramat jest przedni.

      "[...] i czuć ulgę kiedy okazuje się, że ostatecznie w filmie nie chodziło tylko o to, żeby brutalnie karać bohaterkę."
      "Starry Eyes" odróżnia się od "Contracted" i "Thanatomorphose" pozytywnym zakończeniem pozytywnym dla bohaterki, ale przez to zatraca się cała krytyka systemu i postawy Sarah, dlatego ja nie potrafię czuć ulgi ;) Nieważne, czy kobieta, czy mężczyzna - główna postać zrobiła źle, i to świadomie, więc kara się należy ;)

      Usuń
    18. "Idąc na łatwiznę szlakiem utartym przez tabun jej podobnych dziewoi podążających za sławą ;) Ja postrzegam to bardziej jako tchórzostwo."

      Ale film daje jej tylko taki wybór i bez wybrania przez nią tej drogi nie masz filmu. I to nie jest pójście na łatwiznę, w filmie jest wyraźnie pokazane, że ta droga ma dotkliwe konsekwencje.

      "Moim zdaniem granica pomiędzy "ofiarą systemu" a "potworem z powodu systemu" jest bardzo cienka."

      Pewnie, zgadzam się z tym. Ale w świecie tego filmu są tylko ofiary i potwory nie ma pozytywnych bohaterów, ani nagród za moralne postępowanie czy ciężką pracę. Widzimy jak na początku bohaterka próbuje tej poprawnej drogi i to też przysparza jej cierpienia.

      >>"Starry Eyes" odróżnia się od "Contracted" i "Thanatomorphose" pozytywnym zakończeniem pozytywnym dla bohaterki, ale przez to zatraca się cała krytyka systemu i postawy Sarah<<

      Dlaczego? Przecież to, że Hollywood jest złe zostało bardzo wyraźnie wyartykułowane, postawa bohaterki też nie jest chwalona

      "Sarah miała być "zła", a z czarnym charakterem zazwyczaj się sympatyzuje - to jest właśnie ten "brak pozytywnego bohatera" wspomniany przeze mnie pod koniec posta. Od horroru oczekuję, że nie będę całkiem obojętna na cierpienia bohaterów, a tutaj tak się dzieje."

      Ale ja wciąż tego nie rozumiem. W Thanatomorphose też nie było pozytywnego bohatera, a oceniłaś ten film bardzo wysoko. Po co ci pozytywny bohater. Masz tutaj historię niewinnej osoby, która schodzi na złą ścieżkę. Przecież możesz się przejmować losem takiej osoby.

      Usuń
    19. "I to nie jest pójście na łatwiznę, w filmie jest wyraźnie pokazane, że ta droga ma dotkliwe konsekwencje."
      Pójście inną drogą wiązałoby się z jeszcze gorszymi konsekwencjami dla Sarah, czyli z rezygnacją z marzeń. Poszła na łatwiznę, bo przecież dużo lżej obciśgnąć producentowi, niż przyjąć do wiadomości, że przez większość życia aspirowało się do czegoś, co tak naprawdę jest przegniłe do szpiku kości.

      "Dlaczego? Przecież to, że Hollywood jest złe zostało bardzo wyraźnie wyartykułowane, postawa bohaterki też nie jest chwalona"
      Zgadzam się, że postawa Sarah nie jest chwalona, ale ostateczne przesłanie jest takie, że opłaca się być potworem. Może to ja dziwnie to odbieram albo zbytnio upraszczam ;) Nasza dyskusja wywiązała się z mojego stwierdzenia, że nie potrafię sympatyzować z główną bohaterką i to co mówisz jeszcze bardziej utwierdza mnie w mojej pozycji. Dziewczyna w "Starry Eyes" miała być zła, bo taki twórcy mieli koncept - udało im się go bardzo dobrze zrealizować, w wyniku czego postać Sarah trudno jest lubić. Ja jej nie lubię, dlatego nie jest mi jej szkoda, co trochę obniża moje uczucie wstętu, kiedy patrzę na jej degradację. Osobiście na jej miejscu obrałabym inną drogę, więc nie mogę się z nią identyfikować. Negatywne przedstawienie Hollywood mi się podoba i nie twierdzę, że świat filmu jest pokazany jako atrakcyjny ;)

      "W Thanatomorphose też nie było pozytywnego bohatera [...]"
      Dziewczyna z "Thanatomorphose" może nie jest pozytywna, ale w moim odczuciu negatywna też nie. Dryfuje tak sobie w nicości, lecz w porównaniu do Sarah, która jednak świadomie dopuszcza się złych czynów, dla mnie i tak wychodzi na plus. Z tym pozytywnym bohaterem jest inaczej w przypadku każdego innego filmu... Jak wstawiam gwiazdki nie porównuję do siebie różnych obrazów, tylko oceniam to, jak podobał mi się ten konkretny. W "Thanatomorphose" podobały mi się też inne rzeczy, a boharerka akurat miała najmniejszy wpływ moja dobre zdanie o filmie. Z gwiazdkowego oceniania są nieporozumienia, myślę, czy by nie zlikwidować ;)

      Usuń
    20. "Poszła na łatwiznę, bo przecież dużo lżej obciśgnąć producentowi, niż przyjąć do wiadomości, że przez większość życia aspirowało się do czegoś, co tak naprawdę jest przegniłe do szpiku kości."

      Ale ona nie zdaje sobie z tego sprawy, jest zaślepiona żądzą kariery. Gdyby wyleczyła się z Hollywoodu to mogłaby być normalną, szczęśliwą osobą.

      "Zgadzam się, że postawa Sarah nie jest chwalona, ale ostateczne przesłanie jest takie, że opłaca się być potworem."

      No bo się opłacą. Dążenie do celu za wszelką cenę jest skuteczne, ale ten film pokazuje, że to zmienia taką osobę (tj. dążącą do celu za wszelką cenę) w coś okropnego.

      Nie wydaje mi się też, żeby konceptem twórców było zniechęcenie widza do bohaterki. Tak jak napisałeś: granica pomiędzy "ofiarą systemu" a "potworem z powodu systemu" jest bardzo cienka. Sarah żyje w świecie, który nakręca rywalizację i wydobywa małostkowe i brzydkie cechy charaktery z dziewczyn, które w nim przebywają. Dosłownie nie ginie na końcu filmu, ale tej wrażliwej dziewczyny z początku filmu już nie ma, tak jakby zginęła, więc wydaje mi się, że można z nią sympatyzować czy jej współczuć.

      Usuń
    21. "Ale ona nie zdaje sobie z tego sprawy, jest zaślepiona żądzą kariery."
      Uhm... No nie wiem, czy nie zdawała sobie z tego sprawy. Wydaje mi się, że dość świadomie zdecydowała dalej dążyć do kariery, mimo iż zdała sobie sprawę, że to ją zmieni. Wydaje mi się, że epizod w domu producenta może na to wskazywać.

      "No bo się opłacą."
      No i dlatego nie lubię Sarah ;) NIe potrafię się identyfikować z jej wyborem, może po prostu nie pozwala mi na to rak podobnych doświadczeń ;)

      "Nie wydaje mi się też, żeby konceptem twórców było zniechęcenie widza do bohaterki."
      Może nie takie prawdziwe, ostre zniechęcenie, ale w pozytywnym świetle jej raczej nie przedstawiają. Już bardziej rozumiałam Erin, kiedy ciągle złośliwie dogadywała Sarah XD

      "Sarah żyje w świecie, który nakręca rywalizację i wydobywa małostkowe i brzydkie cechy charaktery z dziewczyn, które w nim przebywają."
      W tym sęk, że w moim odczuciu Sarah nie miała zbyt dobrego charakteru już od początku, a Hollywood nie stworzyło w niej tych negatywnych cech, tylko jedynie je wydobyło. Gdyby Srah była wporządku, znalazłaby w sobie siłę, by się ocknąć. Owszem, to zależy od osoby, rozumiem, że akurat ona mogła być bardziej podatna na wpływy - ludzka rzecz. Jednak osobiście nadal jej nie lubię, wlaśnie dlatego że jest taka, a nie inna ;)

      Usuń
    22. "Wydaje mi się, że epizod w domu producenta może na to wskazywać."

      Tzn. w jaki sposób na to wskazuje? Z tego co pamiętam to kiedy za pierwszym razem nie godzi się na zaloty producenta i wraca do domu, to potem jest jej powrót do pracy w barze i ta rozmowa z tym jej niby chłopakiem/reżyserem. Wtedy uświadamia sobie, że te słowa otuchy od niego tak naprawdę nic nie znaczą, że wróciła do punktu wyjścia i że jeśli chce mieć soją karierę to musi zgodzić się na żądania producenta. Myśli o swojej karierze, a nie o tym, że się zmieni.

      "No i dlatego nie lubię Sarah ;) NIe potrafię się identyfikować z jej wyborem, może po prostu nie pozwala mi na to rak podobnych doświadczeń ;)"

      Nie lubisz jej dlatego, że amoralne wybory się opłacają? Przecież to nie jej wina, że tak jest.

      "Może nie takie prawdziwe, ostre zniechęcenie, ale w pozytywnym świetle jej raczej nie przedstawiają."

      Zdecydowanie jest przedstawiona jako bardzo niedoskonała, ale wg mnie to czyni ją bliższą widzowi.

      "Już bardziej rozumiałam Erin, kiedy ciągle złośliwie dogadywała Sarah XD"

      Dlaczego? Z nią jest w sumie podobna sytuacja, też jest początkującą aktorką, która nabrała złych cech z powodu środowiska, w którym żyje. Sypia z tym chłopakiem/reżyserem/kolegą Sary (można powiedzieć, że też dostała rolę przez łóżko), ale robi to dlatego, bo konkuruje z Sarą i dzięki temu czuje się od niej lepsza i może ją ośmieszać.

      "W tym sęk, że w moim odczuciu Sarah nie miała zbyt dobrego charakteru już od początku, a Hollywood nie stworzyło w niej tych negatywnych cech, tylko jedynie je wydobyło."

      Miała charakter, który idealnie nadawał się do żerowania i wykorzystania przez Hollywood. Ale tak jak mówiłem, mi się wydaje, że dzięki temu bardziej jej szkoda.

      "Gdyby Srah była wporządku, znalazłaby w sobie siłę, by się ocknąć. Owszem, to zależy od osoby, rozumiem, że akurat ona mogła być bardziej podatna na wpływy - ludzka rzecz. Jednak osobiście nadal jej nie lubię, wlaśnie dlatego że jest taka, a nie inna ;)"

      Wcześniej pisałaś, że bohaterce Thanatomorphose należy się współczucie za to, że nie ocknęła się na czas.

      Usuń
    23. "Myśli o swojej karierze, a nie o tym, że się zmieni."
      Znowu, moim zdaniem kariera jej nie zmieniła, a jedynie wydobyla z niej już istniejące cechy, przed którymi wcześniej się broniła. Dlatego za pierwszym razem uciekła od producenta, jednak tylko po to, by zaraz pożałować tej decyzji.

      "Nie lubisz jej dlatego, że amoralne wybory się opłacają?"
      Nie. To, że się opłacają wiadomo, a Sarah nie lubię za to, że wybrała amoralną drogę, po to żeby dostać odrobinę pozornej władzy i sukcesu. Film kończy się zanim osiąga cokolwiek, więc trudno powiedzieć, czy dobrze się to dla niej kończy, ale moim zdaniem i tak można przypuszczać, że prędzej czy później jej wybór obróci się przeciwko niej, w ten czy inny sposób. Nie każdy musi zaraz dawać kopa w dupę całemu światu tylko dlatego, że akurat na ten moment się opłaca. Wbrew pozorom nie każdy jest dupkiem :P

      "Dlaczego? Z nią jest w sumie podobna sytuacja [...]"
      Owszem, jednak rozumiem ją lepiej głównie ze względu na jej nastawienie. Sarah była taką niepozorną cnotką, po której nie wiadomo czego się spodziewać, a Erin przynajmniej nie ukrywała tego, że potrafi być wredna. Gdybym miała wybierać, zktórą wolałabym się zadawać, wybrałabym tę bardziej otwartą :P Ale to tylko moje subiektywne odczucia ;)

      "Miała charakter, który idealnie nadawał się do żerowania i wykorzystania przez Hollywood."
      Możliwe... Jeśli powiedzieć, że nikt sobie charakteru nie wybiera, to się zgodzę.

      "Wcześniej pisałaś, że bohaterce Thanatomorphose należy się współczucie za to, że nie ocknęła się na czas."
      O bohaterce "Thanatomorphose" wiem mniej, więc trudniej mi ją winić za cokolwiek ;) Działania Sarah są umotywowane, przez co w pełni rozumiem czym się kierowała i nie podoba mi się to. Jeśli wiem, że ktoś dostał krzesło elektryczne, bo zabił 4 osoby dla własnego zysku, to będzie mi go szkoda mniej niż kogoś, kto dostał krzesło za zabicie gwałciciela swojej córki. Może niezbyt trafny przykład, ale tak działa moja logika ;)

      Usuń
    24. "kariera jej nie zmieniła, a jedynie wydobyla z niej już istniejące cechy, przed którymi wcześniej się broniła."

      A to nie jest zmiana?

      "Sarah nie lubię za to, że wybrała amoralną drogę, po to żeby dostać odrobinę pozornej władzy i sukcesu."

      Ale ona nie jest złą osobą, która z pełną świadomością rozumie, że źle postępuje, ale i tak to robi, bo ma wszystkich w dupie i chce wyjść na swoje. Widać, że ma problemy, które pewnie powinna przepracować u psychologa i to plus fascynacja Hollywood, pragnienie kariery i środowisko, w którym się obraca mocno rzutuje na to czym się staje.

      W Thanatomorphose bohaterka zaczyna gnić, bo (jak wydają się sugerować twórcy) traci chęci do życia w opresyjnym - męskim - świecie. Bohaterka Starry Eyes zmienia się w potwora, bo świat, w którym żyje wydobywa z niej te aspekty osobowości. Jedna kończy jako padlina, druga jako potwór. Jeśli współczujesz jednej, to możesz współczuć drugiej.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...