czwartek, 9 czerwca 2016

Wizyta (The Visit) (2015)

  M. Night Shyamalan, aczkolwiek od czasów bardzo dobrego Szóstego zmysłu nakręcił niejedną produkcję (m.in. Znaki, Osadę i Zdarzenie), nie udało mu się powtórzyć sukcesu swojego najbardziej cenionego przez odbiorców obrazu. W 2015 filmowiec jednak uraczył publikę Wizytą - pozycją, która ponownie postawiła go w pozytywnym świetle, mimo iż o powrocie do dawnej chwały i tym razem raczej nie może być mowy.

  Dwoje rodzeństwa, piętnastoletnia Becca oraz dwa lata młodszy Tyler, udaje się z tygodniową wizytą na farmę nigdy niewidzianych dziadków. Już pierwszej nocy staruszkowie zaczynają niepokoić wnuków swoim dziwacznym zachowaniem.


Reżyseria: M. Night Shyamalan
Produkcja: Marc Bienstock, Jason Blum, M. Night Shyamalan
Scenariusz: M. Night Shyamalan
Obsada: Olivia DeJonge, Ed Oxenbould, Deanna Dunagan, Peter McRobbie, Kathryn Hahn
Muzyka: Paul Cantelon
Wytwórnia: Blinding Edge Pictures, Blumhouse Productions
Dystrybucja: Universal Pictures
Premiera: 30 sierpnia 2015 (świat); 11 września 2015 (Polska)
Kraj: USA
Czas trwania: 93 minuty

  Shyamalan w Wizycie uciekł się do pomału wymierającej stylistyki mockumentary, która od czasów Blair Witch Project zdążyła już zdrowo widzom obrzydnąć, lecz, o dziwo, udało mu się zrobić to z pewną dozą polotu i relatywnej naturalności. "Panią reżyser" jest Becca, dokumentująca historię swojej najbliższej rodziny z okazji pierwszego spotkania z dziadkami. Dziewczyna przeprowadza wywiady, filmuje nowe otoczenie i stara się dowiedzieć jak najwięcej o relacjach pomiędzy matką a jej rodzicami... Nagrywane przez nią materiały jednak szybko robią się dużo bardziej drastyczne, niż przypuszczała. Młodociani goście, przybywszy na odizolowaną, pokrytą grubą warstwą śniegu farmę, stają się świadkami serii złowróżbnych incydentów, które swoją baśniową groteską przywodzą na myśl Jasia i Małgosię, i to nie tylko wtedy, gdy nagle pojawia się niezapowiadający niczego dobrego motyw z piecem. Klimat odrealnienia, zagęszczający się z minuty na minutę, całkowicie uniemożliwia widzowi odczucie beztroski - od samego początku jest oczywiste, że coś wisi w powietrzu, a kiedy już dostajemy pierwsze konkretne, złowieszcze znaki, żadne tłumaczenia, nawet te najbardziej logiczne, nie są w stanie przegnać niepokoju.



  Wizyta, choć horror jest tutaj niedynie małą domieszką, idzie o krok dalej w oddziaływaniu na strach odbiorcy, a jeśli cierpicie na gerontofobię, pewnym wręcz jest, że film dogłębnie Was przerazi. Wszystkie alarmujące zachowania dziadków, jakich doświadczają Becca i Tyler, da się racjonalnie wytłumaczyć demencją oraz innymi starczymi przypadłościami, tak więc też robi lekko zmartwiona sytuacją matka podczas rozmowy przez Skype'a ze swoimi zatrwożonymi pociechami. Sprawy jednak pogarszają się w błyskawicznym tempie - babcia pełznie pod domem z długimi, siwymi włosami zarzuconymi na twarz na wzór Sadako z Kręgu, a dziadek umysłem wciąż wraca do wieczoru sprzed lat, kiedy to wybierał się na firmowy bal przebierańców. Elementów typowych dla obrazu grozy w dziele Shyamalana nie ma wiele i w większości ograniczają się do niezbyt wyszukanych (acz spełniających swoją rolę) jump scares, ale koniec końców lęk odczuwany przez dwojga głównych bohaterów udziela się widzowi na swój subtelny, nieskomplikowany sposób.



  Wizyta jest nie tylko świetnie sprawdzającym się dreszczowcem/horrorem, lecz także czarną komedią, pękającą w szwach od humoru, który niestety nie jest zbyt wysokich lotów... I tym właśnie twórca Szóstego zmysłu nieco się pogrążył. Przewijające się często-gęsto żarty - np. Tyler używający imion znanych piosenkarek pop zamiast przekleństw - nie umniejszają znacząco przyjemności z seansu, ale i jej nie podnoszą, a chociażby o prychnięciu z rozbawienia możemy sobie jedynie pomarzyć. Całkowicie zbędna jest też próba Shyamalana wciśnięcia do całości aspektu psychologicznego pod postacią powierzchownej "analizy" stanu, w jakim znajduje się pochodzące z rozbitej rodziny rodzeństwo. Dodatkowa treść nie niesie ze sobą żadnej konkretnej puenty, przez co odnosi się tylko wrażenie, że reżyser pragnął na siłę dorobić drugie dno do nieskomplikowanej historii, która mogła bardzo dobrze się obyć bez tej naciąganej głębi.



  Shyamalan wyłącznie by zyskał, gdyby postawił na prostotę, gdyż miszmasze gatunkowe najwyraźniej nie są jego mocną stroną... Pomimo przerostu ambicji jednak twórcy udało się stworzyć dobre, klimatyczne kino, którego mankamenty (choć to one zamykają Wizycie drogę do osiągnięcia wielkiego sukcesu Szóstego zmysłu) nie drażnią na tyle, by zakłócić odbiór widzowi spragnionemu odrobiny niezobowiązującej rozrywki.

~~~

Powyższa recenzja znajduje się również na filmweb.pl (link).
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na portalu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...