czwartek, 19 lutego 2015

Baby Blood (The Evil Within) (1990)

  Yanka pracuje w cyrku swojego chobliwie zazdrosnego partnera życiowego - Lohmana. Mężczyzna znęca się nad swoją "ukochaną", dlatego ta boi się wyznać mu, że jest w ciąży. Pewnego dnia, po tym jak Lohman zmusza Yankę do prób z niebezpiecznymi tygrysami, dziewczyna próbuje znaleźć ratunek w ramionach dostawcy, który wcześniej przywiózł dzikiego lamparta, zakupionego przez brutalnego właściciela cyrku. Przypadkowy kochanek jednak ucieka przed rozwcieczonym Lohmanem, który w złości bije swoją dziewczynę i zapędza ją do przyczepy, gdzie para mieszka. Tej samej nocy nowy lampart nagle samoistnie eksploduje, obryzgując całą klatkę posoką i wnętrznościami. Okazuje się, że zwierzę miało w sobie pasożyta, który postanowił przenieść się na nowego żywiciela - ciężarną Yankę. Intruz infekuje płód w brzuchu kobiety zamieniając go w żądnego krwi potwora i od tej pory Yanka jest zmuszona zabijać kolejnych mężczyzn, aby wypić ich krew i pożywić rozwijające się w niej "dzieciątko"...


video

Reżyseria: Alain Robak
Produkcja: Ariel Zeitoun, Joelle Malberg, Irene Sohm
Scenariusz: Alain Robak, Serge Cukier
Obsada: Emmanuelle Escourrou, Jean-Francois Gallotte, Christian Sinniger, Francois Frapier
Muzyka: Carlos Acciari
Premiera: 24 stycznia 1990 (świat)
Kraj: Francja
Czas trwania: 83 minuty


  Baby Blood (w Stanach wypuszczony pod tytułem The Evil Within) miał swoją premierę we Francji w styczniu 1990 na Festiwalu Filmu Fantastycznego w Avoriaz. Film został wyświetlony poza konkursem, lecz mimo to przyznano mu nagrodę jury - przypadek bez precedensu w historii festiwalu. Reżyser - Alain Robak - jest wielbicielem kina klasy B, więc pod koniec lat 80-tych, mając także na uwadze, że gatunek fantastyczny rósł wtedy wśród francuskiej publiki na popularności, postanowił stworzyć ten nietuzinkowy obraz. Na początku świata, kiedy kula ziemska była jeszcze trawiona żywym ogniem, powstały pierwsze formy życia, które potem zaczęły się rozmnażać i zapełniać naszą planetę. Nie wszystkie jednak mogły zaznać tego luksusu. Jeden z wielu prymitywnych gatunków nie spełnił podstawowego warunku istnienia, a mianowicie nigdy się nie narodził... Przez wieki bezskutecznie próbował dostać się na świat, aż w końcu trafił na Yankę, którą obrał za swoją rodzicielkę, mającą dbać o jego rozwój, po to by po dziewięciu miesiącach nareszcie obdarzyć go tym, czego tak bardzo pragnie - życiem.



  Historia powstania tajemniczego pasożyta jest zagmatwana i nieprawdopodobna... Być może jest ona wyłącznie owocem umysłu Yanki, rozchwianego latami bycia ofiarą brutalności Lohmana oraz nieplanowaną ciążą, która spada na bohaterkę jak grom z jasnego nieba. Zahukana kobieta jest przerażona tym, że codziennie przybiera na wadze, brzuch staje się coraz bardziej widoczny, a ona nie może już zrobić nic, żeby uniknąć najgorszego, czyli tego, co zgodnie z prawami natury musi nastąpić dziewięć miesięcy po zapłodnieniu. Yanka nienawidzi swojego dziecka za to, że zadomowiło się w jej ciele bez pozwolonia, ale równocześnie kocha je najczystszą miłością, w jaką okrutnie wyposażył ją instynkt macierzyński. Odkąd podobny do węża stwór wypełza ze stygnących lamparcich resztek, po to by przez pochwę kobiety dostać się do jej niewinnego płodu i przejąć nad nim władzę, bohaterka słyszy w swojej głowie drżący głosik, który za skarby świata nie chce odejść, tylko nieprzerwanie żąda dostaw świeżej, męskiej krwi. Yanka na początku się buntuje, ale wie, że nie może sprzeciwiać się nowemu życiu, jakie bezwzględnie kiełkuje w jej macicy, a tym bardziej nie może i nie chce się go pozbyć...




  Yanka, po ucieczce od Lohmana, na swojej drodze napotyka wielu mężczyzn - jak to się mówi, "tego kwiatu jest pół światu"... Niestety, "a trzy czwarte g*wna warte" również okazuje się być prawdziwym stwierdzeniem dla naszej bohaterki, która wciąż musi opędzać się od przypadkowo poznawanych facetów myślących tylko o jednym. Czasami embrion nakazujący jej mordować napalonych natrętów jest nawet przydatny, bo przecież nie ma skuteczniejszej metody, aby uwolnić się od nachalnego mężczyzny, niż poderżnięcie gardła ostrym nożem... No i przy okazji i "dziecko" się pożywi gęstą krwią ofiary. Sceny gore w Baby Blood stanowią kwintesencję historii o podjudzanej przez płód zabójczyni, występują więc często i gęsto, a ich realizacja nie pozostawia ani odrobiny miejsca na jakiekolwiek żale ze strony widza. Wielbiciele soczystych, krwawych obrazów z pewnością znajdą tutaj prawdziwą ambrozję dla swoich złaknionych fikcyjnego zwyrodnialstwa dusz. Nawet najbrutalniejsze momenty jednak nie są pozbawione humoru (niektóre są wręcz nim przesycone), umyślnie lub nie stworzonego przez śmiesznie padaczkowatą grę aktorską (np. wykrwawiający się przez dziurę w szyi facet), nierealnie tryskającą pod wszystkimi możliwymi kątami sztuczną posokę czy też cieniutki głosik rozbrzmiewający w brzuchu (głowie?) Yanki. Robak najwyraźniej doskonale rozumie, co to znaczy klasa B z prawdziwego zdarzenia, i chwała mu za to!




  Płód-krwiopijca przez cały film jest niezwykle rozmowny i chociaż jego głos nie sprawia wrażenia złowieszczego, to potrafi pokazać Yance, kto tu rządzi. Kobieta nie ma wyboru, tylko musi słuchać swojego nienarodzonego "dziecka", które czasami każe jej zarżnąć kolejnego nieszczęśliwca, kiedy indziej zgasić papierosa, a jeśli jest w nastroju do wynurzeń, to wciąga ją w głębokie dyskusje dotyczące życia i śmierci. Namacalność obecności pasożyta w ciele Yanki, spowodowana po prostu tym, że ją słychać, chwilami może denerwować swoją bezpośredniością, lecz nie ujmuje ani trochę gęstej, mrocznej atmosferze, która jest wyczuwalna już od pierwszych minut seansu. To, jak odbierzemy oratorskie zdolności stwora, zależy jednak też od wersji językowej. We francuskim oryginale brzmi on tak, jak moim zdaniem brzmiałby prawdziwy gadający płód, choć muszę przyznać, że może śmieszyć, ale w wersji zdubbingowanej na angielski to Gary Oldman użycza głosu mieszkańcowi macicy Yanki... Ja nie miałam okazji zobaczyć całości po angielsku, ale wyszukany na Youtube fragment filmu potwierdził moje przypuszczenia - jest zdecydowanie "dostojniej".




  Baby Blood nie jest obrazem, za którego oglądanie powinna zabierać się kobieta w ciąży, gdyż seans może skutecznie obrzydzić wyczekiwane macierzyństwo... Relacje damsko-męskie są przedstawione w czarnych barwach, a zapłodnienie jak wyrok śmierci dla rozumu i zmysłów kobiety. Fabuła filmu pokazuje nam ciężką walkę Yanki o przetrwanie na tym okrytnym świecie, gdzie system patriarchalny czyni z ciężarnych kobiet prawdziwych wyrzutków społeczeństwa, nieokreślonych osobników w stanie zawieszenia, którzy choć chwilowo wykluczeni z aktywnego udziału w praktykach płciowych, to nie są całkowicie zwolnieni z roli obiektu seksualnego. Do tego dochodzi też wielka "tajemnica", sfera całkowicie nieznana (a właściwie to znana, ale powierzchownie) dla płci brzydkiej - ciąża i poród, tworzenie nowego człowieka z własnych krwi i kości... W przypadku Yanki stają się rzeczywistością najgorsze koszmary zarówno matek, jak i ojców. Tajemniczy, nienarodzony pasożyt jest uosobieniem niszczycielstwa i bezwzględności natury, inkarnacją wszystkiego, co groteskowe i obrzydliwe w użyczaniu potomkowi swojego ciała. Zakończenie filmu doskonale podsumowuje całość, nieubłaganie odbierając widzowi już i tak marne resztki pozytywnych myśli...




  Baby Blood w moim mniemaniu jest obrazem wyjątkowym, w którym mało odkrywcza, ale za to niezwykle ciekawie przedstawiona fabuła, liczne niedoskonałości realizacyne (typowe dla kina klasy B), spora dawka czarnego humoru oraz obrzydliwe efekty gore tworzą perfekcyjną całość. Pod względem stylistycznym film Robaka będzie dziełem sztuki raczej jedynie dla fanów specyficznego gatunku, jakim jest krwawe francuskie kino, jednak pod względem treści i przesłania jest to pozycja, do której zachęcałabym każdego. Pozostaje mi tylko żałować, że nie zdecydowałam się na seans wcześniej, gdyż Baby Blood bezapelacyjnie zaklasyfikował się do listy moich ulubionych horrorów.

~~~

Zapraszam do śledzenia mojego profilu na filmweb.pl.

6 komentarzy:

  1. To mi zrobiłaś dzień :) Czytałem o tym filmie kiedyś i automatycznie poszedł na moją listę must see, ale jakoś w natłoku zdarzeń , przeżyć i innych tytułów kompletnie wyleciał mi z głowy. To pierwszy francuski gore , taka pojedyncza , samotna fala na bezsplatterowej galijskiej tafli , która się konkretnie wzburzy dekadę póżniej .
    Twoją recenzję świadomie przeczytałem po łebkach, by jak najmniej wiedzieć o filmie, który nieodwołalną decyzją ma u mnie dziś ma wylądować. Po seansie wrócę do wątku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To w takim razie miłego oglądania życzę i mam nadzieję, że czas seansu nie będzie straconym :) Mnie film zachwycił, a też długo z nim zwlekałam.

      Usuń
    2. Super widowisko. Po odpowiednio gęstym początku ( niczym z jakiejś z XIX -wiecznej powieści o podłym życiu na łasce tyrana ) rzecz fajnie nabiera tempa i robi się fest bizzaro , ale to nie obniża temperatury, bo równocześnie jeszcze bardziej rośnie oczekiwanie na to , jakie to niespodzianki przyniesie moment prokreacji.
      Film w swoim czasie musiał tez mocno oddziaływać na jeszcze jednym poziomie ; 90-ty rok , to było apogeum paniki przed HIVem , a laska paraduje cała we krwi , wchodzi tak między ludzi , którzy nie reagują ( zwłaszcza pod koniec ) i to jest świetny chwyt ! Jakby wszyscy byli nieświadomi zagrożenia , a ciebie jeszcze bardziej wykręca :D Do tego masa ujebanych we krwi i glutach powierzchni ( wnętrza, szoferki , ściany ) podsuwanych widzowi prawie pod nos , lęk przed AIDSem był idealnie wykorzystaną pożywką .
      Film potwornie niedoceniony w swoim czasie i bez ogarniętego dystrybutora właściwie skazany na niebyt . Wyczytałem, ze powstał sequel : ,, Lady Blood'' 2008 reż. Jean Marc Vincent , scenariusz tego samego tandemu, co oryginał ( Cukier/ Robak - ja pierdole, tu nawet ,polonica' są równo walnięte :D ) z Emmanuelle Escourou w tej samej roli . Oceny ma mizerne, co nie musi jeszcze o niczym świadczyć , choć jak znam życie, takie comebacki po wieeelu latach często nie wypalają ( choćby sequel ,, Wicker Mana '' )

      Usuń
    3. A Tobie mam zaszczyt polecić dwie rzeczy, z których ,, Baby Blood'' co nieco czerpie : ,, Brain Damage'' 88' Franka Henenlottera i .. Xtro'' 83' Harry Bromleya Davenporta

      Usuń
    4. Jak zwykle dzięki za wyczerpujący i ciekawy komentarz :) "Lady Blood" też mam zamiar obejrzeć, a gdybym przejmowała się złymi recenzjami, to straciłabym w życiu wiele świetnych filmów ;) Polecane przez Ciebie pozycje chętnie obczaję, bo coś mi mówi, że mamy podobny gust.

      Usuń
  2. Pamiętam, że gdzieś mi ten tytuł mignął, ale to było dawno i jakoś mnie nie zaciekawiło. Jednak jak widać dużo straciłam. Film koniecznie muszę nadrobić. Wpisuję go swojej listy filmów koniecznych do obejrzenia :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...