poniedziałek, 16 lutego 2015

Cierń (Splinter) (2008)

  Młoda para - Seth i Polly - planuje spędzić rocznicę biwakując w sędziwych lasach Oklahomy, ale ich namiot drze się podczas próby jego rozłożenia, zakochani muszą więc zrezygnować z romantycznej nocy pod ugwieżdzonym niebem i znaleźć motel. Podczas jazdy zatrzymuje ich niezdrowo wyglądająca dziewczyna, której niestety towarzyszy uzbrojony mężczyzna. Dwójka przestępców - Dennis i Lacey - przejmuje władzę nad pojazdem, zabierając Setha i Polly ze sobą jako zakładników. Uciekinierom nie jest dane zajechać daleko, gdyż już po kilku godzinach samochód łapie gumę przejeżdzając bliżej niezidentyfikowane zwierzę. Futrzak jest całkowicie  zmiażdzony, lecz mimo to potrafi jeszcze poruszyć rozklapcianymi kończynami, zmuszając czwórkę bohaterów do ucieczki. W samochodzie Polly kończy się benzyna, Dennis więc, chcąc nie chcąc, musi przyzwolić na postój na pobliskiej stacji benzynowej. Miejsce na pierwszy rzut oka wydaje się być całkowicie opuszczone, jednak Lacey w toalecie znajduje zakrwawionego, połamanego mężczyznę, który od razu rzuca się na nią, śmiertelnie ją raniąc. Seth, Polly i Dennis muszą zabarykadować się w sklepie stacji, aby schować się przed makabrycznym stworem...


Reżyseria: Toby Wilkins
Produkcja: Ted Kroeber, Kai Barry
Scenariusz: Kai Barry, Ian Shorr, Toby Wilkins
Obsada: Shea Whigham, Paulo Costanzo, Jill Wagner, Rachel Kerbs
Muzyka: Elia Cmiral
Dystrybucja: Magnolia Pictures
Premiera: 31 października 2008 (świat)
Kraj: USA
Czas trwania: 82 minuty


  Na Cierń trafiłam całkiem przypadkowo, nie czytałam opisu, a przyciągnął mnie jedynie tytuł... Jak się okazało, warto było poświęcić niecałe półtorej godziny na seans tego cudeńka. Film jest pełnometrażowym debiutem reżysera Toby'ego Wilkinsa (który potem nakręcił jeszcze tylko jeden obraz - Grudge 3: Powrót klątwy) oraz laureatem sześciu nagród na Screamfest Horror Film Festival: za najlepszy montaż, ścieżkę dźwiękową, efekty specjalne, charakteryzację, reżyserię i zdjęcia. Osobiście nie mogę się zgodzić, że Cierń zasługuje na wyróżnienie we wszystkich tych kategoriach, lecz i tak jest to bardzo interesujący obraz, skierowany głównie do tych, którzy pamiętają magiczne lata 90-te oraz ich niskobudżetowe "dzieciątka" wyświetlane późnym wieczorem na Polsacie... Film Wilkinsa emanuje urokiem płynącym z prostoty fabularnej, oprawionej w ramy niezwykle sugestywnie prezentujących się efektów specjalnych i groteskowego make-upu, ale też i przeciętnej gry aktorskiej i miernego montażu...



  Chociaż Cierniowi wiele brakuje do podpasowania się do ogólnie przyjętej definicji "doskonałości", zapewne dla wielu widzów będzie on zlepkiem wszystkich najważniejszych, typowych dla kina grozy elementów, które uczyniły z nich fanów właśnie tego gatunku. Tak jest i dla mnie, dlatego podczas seansu nie potrafiłam się oprzeć sentymentalno-pozytywnym odczuciom. Struktura filmu jest schematyczna - mamy brutalny wstęp, krótkie przedstawienie głównych bohaterów oraz następującą niemalże natychmiast akcję właściwą. Stacja benzynowa na odludziu nie jest oryginalną scenografią w horrorze, lecz w tym wypadku sprawdza się jak znalazł. Po tym jak dziwny, nieforemny mężczyzna zabija Lacey, reszta bohaterów musi zamknąć się w małym, oszklonym sklepie, żeby nie paść ofiarą krwiożerczego osobnika... A właściwie dwóch, gdyż Lacey również powstaje z martwych po to, aby pokryć się kolcami i ślepo próbować dostać się do zabarykadowanych w budynku Setha, Polly i Dennisa.




  Jak łatwo można się domyślić, reszta fabuły skupia się na próbach ucieczki postaci, mocno ograniczanych przez ich nieznajomość natury źródła zagrożenia. Na szczęście dla całej trójki, Seth robi doktorat z biologii, jest on zatem w stanie stwierdzić mniej więcej z czym mają do czynienia po tym, jak odcięta część dłoni Lacey zaczyna samodzielnie biegać po całym sklepie i polować na przerażonych protagonistów. Wystarczyło, że wykształcony mężczyzna zobaczył, że z palców żywej ręki wydostają się odchody, żeby stwierdził, że do ciała towarzyszki Dennisa dostał się pasożytniczy grzyb, który w mgnieniu oka jest w stanie stworzyć osobny układ trawienno-wydalniczy w każdym urwanym kawałku zamieszkiwanych przez niego zwłok. Od teraz nieszczęsna trójka musi uważać nie tylko, żeby nie dać się zabić, lecz także by nie dać się zarazić kolczastym paskudztwem...




  Pomysł na pasożyta zamieniającego ludzi w zombie-podobne potwory jest o tyle dobry, że pozwolił na stworzenie naprawdę niepokojącego obrazu pełnego zaskakująco obrzydliwych scen gore. Na szczególne oklaski zasługuje charakteryzacja aktorów oraz efekty specjalne... Ciała opanowanych przez pasożyta ludzi zaczynają swoją przemianę skromnie, a jej widoczne objawy rozprzestrzeniają się stopniowo, niczym infekcja. Najpierw jest kolec wbity w palec, potem czerniejąca skóra, a następnie ból, wyrastające kolce, samoistnie łamiące się kości (przy głośnych, wspaniałych efektach dźwiękowych) i konieczność amputowania całego ramienia przy pomocy noża do papieru... Żyć, nie umierać! Niestety, wiele ciekawych momentów jest zepsutych przez wyjątkowo kiepski montaż, który nie zawsze pozwala widzowi wyłapać to, co istotne. Wszystkie sceny akcji są nadto chaotyczne, do stopnia, że czasami musimy sami odpowiedzieć sobie na pytanie: co się właśnie stało? Przedsmak takiego stanu rzeczy dostajemy już na początku, kiedy zarażony mężczyzna zabija Lacey, a my gubimy się w przeskakujących, roztrzęsionych ujęciach, aż nie zobaczymy martwej dziewczyny leżącej na ziemi.




  Po Cierń nie warto sięgać, jeśli pragnie się filmu o głębokim, nietuzinkowym przesłaniu, które utrzyma mózg w stanie wzmożonej aktywności jeszcza na kilka dni po seansie... Po prostu, tutaj nie doświadczymy tego w najmniejszym nawet stopniu. Prosta fabuła nie została ozdobiona praktycznie żadnymi znaczącymi wątkami pobocznymi, poza naiwnie przedstawioną przyjacielską więzią pomiędzy "porywaczem" Dennisem oraz jego "zakładnikami" Sethem i Polly. Na początku Polly zdecydowanie jest facetem sytuacji - to ona najpierw negocjuje z przestępcami, a potem z Dennisem przejmuje inicjatywę w próbach wydostania się ze stacji benzynowej. Seth natomiast jest wyjątkowo niezaradnym życiowo, pozbawionym wszelkich praktycznych umiejętności tchórzem, który nie jest w stanie podjąć nawet najmniejszego ryzyka... To się jednak zmienia, gdyż mężczyzna nie ma wyjścia i musi aktywnie włączyć się w nie zawsze mądre działania pozostałej dwójki, udowadniając tym samym swoją męskość :P Do tego dochodzi też "wzruszająca" historia Dennisa, który okazuje się być złotym człowiekiem, a nie żadnym bandziorem :P Nieskalana pobudzającymi umysł motywami fabuła, okraszona jedynie paroma pomniejszymi, płytkimi wątkami, jest plusem tego czysto rozrywkowego obrazu, lecz niestety jest też i minus - mocno przewidywalne zakończenie, które może nie psuje zbytnio ogólnej przyjemności z seansu, ale pozostawia taki malutki, skromniutki niedosyt.




  Cierń jest filmem idealnym, jeśli jesteśmy złaknieni schematycznej, wciągającej produkcji z dodatkiem czegoś, co przypomni nam, dlaczego tak bardzo lubimy horrory ;) Motyw pasożyta i degradacji ciała ludzkiego nie mógł zostać przedstawiony lepiej niż w tej niepozornej niskobudżetówce, której twórcy popisali się niezwykłym dobrym smakiem jeśli chodzi o charakteryzację i efekty. Niestety, większość innych aspektów realizacyjnych mocno kuleje, lecz w żadnym wypadku nie może to zburzyć naszej rozkoszy płynącej z oglądania tego przecudnego, lekkiego obrazu. Wyjątkowo sentymentalnym widzom polecam wersję z polskim lektorem.

~~~

Zapraszam do śledzenia mojego profilu na filmweb.pl.

4 komentarze:

  1. Przyznam się, że omijałam ten tytuł, ale po twojej opinii na pewno po niego sięgnę. Myślałam, że to raczej gniot do kwadratu, a jednak choć nie jest mega super rewelacją to da się go oglądać. Na pewno obejrzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz np. "Wstrząsy" z 1990, to i ta pozycja powinna przypasować :)

      Usuń
  2. Warto obejrzeć, ale uprzedzam przed naszym kiepskim wydaniem filmu na dvd. Na brytyjskim krążku blu-ray obraz ma właściwe proporcje i jest o wiele bardziej czytelny. Nie na tyle jednak, by pozwolił przyjrzeć się dokładniej szczegółom akcji. To już był po prostu taki reżyserski zamysł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre sceny specjalnie obejrzałam kilka razy z oczami nieruchomo wlepionymi w ekram, a i tak ciężko mi było wypatrzeć, co się dzieje. Lubię dynamiczną akcję, ale tutaj momentami jest po prostu burdel - mrugniesz i już nie wiesz, dlaczego ktoś nie żyje XD

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...