piątek, 27 lutego 2015

Głosy (The Voices) (2014)

  Jerry pracuje w fabryce wanien w małym miasteczku Milton. Koledzy mają go za lekkiego dziwaka i podśmiewają się z niego za plecami, w rzeczywistości jednak stan psychiczny mężczyzny jest o wiele poważniejszy, niż przypuszczają... Cierpi on na silną schizofrenię, ale z leków dawno już zrezygnował, ponieważ lubi codzienne, długie rozmowy ze swoimi zwierzętami domowymi - psem Bosco i kotem Whiskersem. Jerry podkochuje się też w urodziwej księgowej z fabryki, Fionie, lecz ta nie odwzajemnia jego zainteresowania. Pewnej deszczowej nocy, kiedy Fiona nie może uruchomić samochodu, "szczęśliwy" przypadek chce, żeby Jerry właśnie tamtędy przejeżdzał. Kobieta zatrzymuje znajomego z pracy i prosi go o podwiezienie, jednak po drodze potrącają jelenia, który w cierpieniu prosi mężczyznę o miłosierne dobicie go, co ten robi w dość krwawy sposób. Fiona ucieka wrzeszcząc, ale Jerry nie chce pozwolić swojej ukochanej tak go zostawić, biegnie więc za nią i nim w pełni zdaje sobie sprawę, co się dzieje, jest zmuszony "dobić" dziewczynę, tak jak chwilę wcześniej zrobił to z rannym zwierzęciem...


video

Reżyseria: Marjane Satrapi
Produkcja: Matthew Rhodes, Adi Shankar, Roy Lee, Spencer Silna
Scenariusz: Michael R. Perry
Obsada: Ryan Reynolds, Gemma Arterton, Anna Kendrick, Jacki Weaver
Muzyka: Olivier Bernet
Wytwórnia: 1984 Private Defense Contractors, Babelsberg Studio, Mandalay Vision, Vertigo Entertainment
Dystrybucja: Lions Gate Entertainment
Premiera: 19 stycznia 2014 (Sundance); 6 lutego 2015 (USA); 27 lutego 2015 (Polska)
Kraj: Niemcy, USA
Czas trwania: 103 minuty


  Głosy to prawdziwy miszmasz gatunkowy, przeplatający w sobie elementy czarnej komedii, thrillera psychologicznego i dramatu, przez co obraz nie tylko trudno jest zaklasyfikować, lecz także nie wiadomo, jak właściwie go odebrać. Historia o nieśmiałym, pełnym obaw przed rzeczywistością schizofreniku jest przesączona czarnym humorem, jednak nie można powiedzieć, że film jest "wesoły", wręcz przeciwnie - seans wywołuje silne współczucie względem głównego bohatera oraz smutek nad jego losem. Głosy rozpoczynają się w lekkim tonie - widzimy miasteczko Milton, gdzie mieszka i pracuje Jerry. Miejscowość wydaje się być spokojna, a jej mieszkańcy życzliwi. W fabryce, w której od niedawna zatrudniony jest główny bohater, również panuje miła atmosfera, zawdzięczana sympatycznym pracownikom i potęgowana przez ich różowe kombinezony robocze. Jerry ma się dobrze na swoim stanowisku, z otaczającymi go ludźmi żyje we względnej zgodzie, chociaż postrzegany jest jako dziwak, z którego czasem można się niewinnie ponabijać. Taką samą opinię o nim ma piękna księgowa, przybyła do Milton prosto z Wielkiej Brytanii - Fiona, w której Jerry jest lekko zadurzony. Kiedy właściciel fabryki prosi swojego nowego pracownika, żeby pomógł przy organizacji przyjęcia firmowego, ten się zgadza, zachęcony perspektywą spotkań organizacyjnych z Fioną. Niestety, mimo niewinności całej sytuacji, znajomość pomiędzy dwojgiem nie kończy się dobrze...



  Po paru niezbyt zachęcających ujęciach Milton, Głosy przyjmują bardziej radosny obrót, pokazując nam miejsce akcji od lepszej trony. Miła mieścina, jeszcze milsza fabryka, sympatyczny i nieśmiały bohater oraz jego sympatia... I to wszystko zaprezentowane nam w wesołej, ciepłej kolorystyce, jeszcze bardziej podkreślającej beztroskę życia tamtejszych ludzi. Mieszkanie Jerry'ego pasuje do obrazka jak ulał - małe, lecz schludne i gustownie urządzone. Wszystko prezentuje się tak uroczo, że momentami mamy wrażenie, że właśnie oglądamy rozkoszną amerykańską reklamę proszku do prania z lat 50-tych. Szybko przekonujemy się jednak, że tak samo jak owe reklamy nie odzwierciedlały rzeczywistości, tak i otoczenie Jerry'ego widziane jego oczami nieco odbiega od realiów ludzi niechorujących na schizofrenię... Najlepszym tego przykładem są pies i kot Jerry'ego, którzy może nie wyglądają wyjątkowo, lecz dla ich właściciela są niezastąpionymi kompanami do rozmowy. Osobowość gadających futrzaków w filmie powiela stereotypy psa-przyjaciela i kota-skurwysyna, tak więc pies - Bosco - jest wiernym pocieszycielem, a kot - Mr. Whiskers - wrednym wyzywaczem, nakłaniającym niepewnego siebie mężczyznę do złego. Kiedy "przypadkowo" Jerry znajduje się w lesie dzierżąc nóż, którego ostrze wkrótce zatapia się w brzuchu Fiony niczym w świeżym maśle, można przewidzieć, że kicia będzie zachwycona sytuacją. Po tym, jak bohater zjawia się w domu ze zwłokami, kroi je na kawałeczki, wkłada do pojemników na kanapki, a głowę lokuje bezpiecznie w lodówce, Mr. Whiskers stara się utwierdzić go w przekonaniu, że oto właśnie odnalazł sens życia - zabijanie.




  Kochany piesek, w przeciwieństwie do kocura, argumentuje, że Jerry nie jest złym człowiekiem i nie musi już więcej mordować... Ale co poradzić na to, że głowa Fiony życzy sobie lodówkowej przyjaciółki do pogaduch? Schizofrenik chce wierzyć swojemu psu, za namową jego oraz uciętego kobiecego łba łyka nawet te swoje nieszczęsne lekarstwa, ale pod ich wpływem świat nie wygląda już tak kolorowo... Jerry po raz pierwszy od długiego czasu zderza się z rzeczywistością. Urocze mieszkanko tak naprawdę jest obskurną meliną, zwierzątka uparcie milczą, a Fiona nie zachwyca już elokwencją i starannie wykonanym makijażem, tylko prezentuje się jak zwykła oderżnięta głowa, i to nieświeża w dodatku. Nie ma co się dziwić mężczyźnie, że zaraz wywala wszystkie przeklęte tabletki do zlewu i wywołuje wymioty, żeby pozbyć się tych już połkniętych. Jerry nie może wytrzymać bez swoich głosów, które w sumie są jego jedynymi towarzyszami na tym padole łez... Sama na jego miejscu wolałabym żyć w dużo atrakcyjniejszym, wyimaginowanym świecie. Bohater, mimo swojej naiwności, nie jest jednak głupi i doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że to, co mówią do niego zwierzęta, pochodzi z jego własnej podświadomości... To nie kot namówił go do zabójstwa, no ale przecież dużo łatwiej jest udawać, że samemu jest się niewinnym, a za wszystkim co nieczyste stoi kudłaty diabelec.




  Koniec końców, w starciu "dobro" kontra "zło" powoli zaczyna wygrywać to drugie, chociaż Jerry wcale tego nie chce. Fiona dostaje upragnioną martwą koleżankę, ale kotu nadal jest mało... On wie, że jego właściciel chce zabijać dalej, częściej, a Jerry ku swojemu przerażeniu stwierdza, że sytuacja całkowicie wymyka się spod kontroli. Wszystkie ścięte głowy wybaczają mu jego czyny, ale i to wkrótce przestaje wystarczać, żeby kontynuować beztrosko swój żywot, jakby nic poważnego się nie stało. Tragedia naszego zrozpaczonego bohatera osiąga apogeum, kiedy nawet psina przyznaje, że przecenił jego dobroć... Jerry nie wie, co gorsze - to, że wierny przyjaciel rzucił w twarz okrutną prawdę, czy też może fakt, że psi głos jest jego własnym. Świadomość o samotności dobija schizofrenika doszczętnie i już nawet bezpieczny kokon iluzji nie jest w stanie ukoić bolejącej duszy. Jerry nie jest zabójcą z horroru, przed którym widz czuje strach i obrzydzenie... Jest zwykłym człowiekiem, który nie potrafi uciszyć swoich głosów, miotających nim na lewo i prawo. Jest niczym dziecko, niewiedzące, którego z tych głosów warto słuchać. W rolę chorego psychicznie nieszczęśnika wcielił się Ryan Reynolds i chociaż nigdy nie przepadałam szczególnie za tym aktorem, to swoją grą w Głosach poniekąd zaskarbił sobie moje uznanie. Podczas seansu swoim kunsztem wywołuje on u widza zarówno sympatię i zrozumienie, jak i smutek spowodowany ciągłym niepowodzeniem bohatera w obieraniu właściwej drogi. W moim odczuciu jest to zdecydowanie jedna z najlepszych ról Reynoldsa, Głosy więc warto zobaczyć chociażby ze względu na genialną postać schizofrenika w jego wykonaniu.




  Głosy pozytywnie mnie zaskoczyły pod względem treści - odradzałabym sugerowania się trailerem, gdyż nieco przekręca on rzeczywisty wydźwięk obrazu. Chociaż humoru jest tutaj bez liku i podczas seansu nieraz można parsknąć smiechem, to raczej nie nazwałabym tej pozycji czarną komedią, gdyż najbardziej uderza dramat wewnętrzny głównego bohatera, z którego nijak śmiać się nie da. Uroczo poruszające pyszczkami zwierzątka prezentują się rewelacyjnie i to one, razem z gadającą głową Fiony, są odpowiedzialne za większość komizmu. Jednak próby "odciążenia" motywów, które wcale nie prezentują się w filmie lekko, moim zdaniem są nie do końca udane, w wyniku czego nawet głupiutki taniec wszystkich postaci w trakcie napisów końcowych nie był w stanie poprawić mi humoru po zakończeniu.

~~~

Zapraszam do śledzenia mojego profilu na filmweb.pl.

2 komentarze:

  1. Że się tak określę - przyczajam się na ten film, ale twoja opinia poskutkowała tym, że jeszcze bardziej chcę zobaczyć tą produkcję:)

    OdpowiedzUsuń
  2. http://hisnameisdeath.wordpress.com/2015/02/26/hearing-voices-can-be-murder/ :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...