poniedziałek, 28 lipca 2014

Wredne jędze (Las Brujas de Zugarramurdi) (2013)

  Pewna czarownica, w obecności swojej matki oraz córki, przepowiada pojawienie sie w ich miejscowości kilku mężczyzn wraz z małym chłopcem, na którym najwyraźniej bardzo im zależy. Tymczasem pięciu przestępców przebranych za artystów ulicznych organizuje napad na skup złota. Jeden z nich - Jose - zabrał na akcję również swojego syna Sergio. W końcu tylko Jose z Sergio oraz Tony'emu udaje sie uciec porywając taksówkę, w której siedział już jeden pasażer, podczas gdy reszta zostaje złapana przez policję. Złodzieje postanawiają pojechać do Francji, ale kiedy  ex-żona Jose i matka Sergio - Sylvia - dowiaduje się, że chłopiec brał udział w napadzie i nie wiadomo gdzie się podziewa obecnie, rusza jego śladem. Jose, Tony, Sergio, uwięziony w taksówce biznesnem, oraz taksówkarz (który po drodze zidentyfikowal się ze złodziejami) jak najszybciej chcą dotrzeć do celu. Muszą jednak przejechać przez Zugarramurdi, małą miejscowość, w której napataczają się na rodzinę czarownic-feministek pokazaną na początku filmu - straszne kobiety nienawidzące mężczyzn. Do tego okazuje się, że jest ich dużo wiecej niż tylko trzy, i chcą przeprowadzić pewien rytuał...




Reżyseria: Alex de la Iglesia
Produkcja: Enrique Cerezo, Verane Frediani, Franck Ribiere, Sheila Siguero
Scenariusz: Jorge Guerricaechevarria, Alex de la Iglesia
Obsada: Hugo Silva, Mario Casas, Terele Pavez, Carolina Bang
Muzyka: Joan Valent
Premiera: 14 września 2013 (świat)
Kraj: Hiszpania

  Wredne jędze jest zwariowaną komedią reżyserii Alexa de la Iglesia, nakręconą w konwencjach filmu akcji i horroru. Osoby, które są zaznajomione z innymi filmami de la Iglesia, będą wiedziały jakiej dozy absurdu spodziewać się po tej pozycji, że o bardzo specyficznym czarnym humorze nie wspominając - dzieło bez wątpienia jest godne famy reżysera. Ja (nie obeznana z twórczością de la Iglesia), siadając z zamiarem obejrzenia Wrednych jędz, spodziewałam się dużej ilości zabawnych sytuacji oraz kwestii, i może tylko trochę mniej elementów zaczerpniętych z kina grozy niż film zawiera w rzeczywistosci. Koniec końców, nie zawiodłam się. Film jest dynamiczny, postacie da się lubić, i do tego dochodzi duża dawka humoru oraz dystansu z jakimi de la Iglesia podszedł do paruszanych w fabule tematów: rodziny, feminizmu, oraz odwiecznej walki płci.



  Jose i Sylvia są po rozwodzie, lecz ich syn, Sergio, mieszka z matką, a ojca widuje tylko we wtorki i weekendy. Relacje pomiedzy dwojgiem rodziców są bardzo napięte, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawy związane z Sergio - Jose ciągle odczuwa potrzebę upewniania się, że syn wolałby być z nim, a Sylvia jest święcie przekonana, ze Jose jest nieodpowiedzialny i nie jest w stanie nawet przygotować dziecku podwieczorka. Innymi słowy, jest to typowa rozwiedziona para, która walczy o względy dziecka oraz prawa do opieki, czesto zapominając o woli samego zainteresowanego. Sergio, pytany przez ojca, potwierdza, że chciałby mieszkać z nim, lecz tak naprawde nie okazuje w żaden sposób, że preferuje tylko jednego z rodziców. To się zmienia, kiedy czarownice z Zugarramurdi poddają Sergio rytuałowi z udziałem ich bogini - wielkiej, tłustej czarownicy gustującej w delikatnym, młodym ludzkim mięsku. Niesnaski pomiędzy mężczyznami i kobietami (w małżeństwie lub nie) są motywem przewodnim filmu, co jest nam pokazane nie tylko w relacjach pomiędzy Jose, Sylvią i Sergio, oraz w zachowaniu czarownic, ale też w nastawieniu innych bohaterów - największym niepokojem Manual'a (porwanego taksówkarza) jest to, że żona będzie wściekła, bo przez nieplanowany wypad do Francji nie pojawi się na kolacji, a Tony bezpośrednio wyznaje, że boi się swojej dobrze zarabiającej, władczej dziewczyny Sonii. "Płeć" jednak jest traktowana nie jako cecha uwarunkowana biologicznie, a społecznie, więc dwóch transseksualistów nie miało problemu ze wstąpieniem do grona feministycznych wiedźm.





  Czarownice z Zugarramurdi sa przebiegłe, cwane i bez skrupułów, co wykorzystują jak mogą w okazywaniu niechęci do całego męskiego rodu. Wierzą, że prawdziwy Bóg jest kobietą i to właśnie im należy się dominująca pozycja na świecie - tak, są uosobieniem (a nawet wyoblrzymieniem) wszelkich stereotypów o feministkach. Korzystają z czarów oraz brutalnych metod okaleczania by zadać znienawidzonym facetom ból, ale by zwabić do siebie Jose, Tony'ego i innych, nie wstydzą się sięgnać po bardziej "ludzkie" (właściwie "kobiece" :P) sposoby, jak wzbudzanie poczucia winy. Jak już wspomniałam, głównym celem złych kobiet jest zdobycie Sergio, którego potrzebują do rytuału mającego zapewnić im w przyszłosci władzę. Ich pogarda wobec mężczyzn oznacza też, że nie łączą się w heteroseksualne związki, więc tutaj można zadać pytanie: jak w takim razie się rozmnażają? Otóż nie wszystkie urodziły się czarownicami - kiedy Sylvia wreszcie dociera do Zugarramurdi, zostaje schwytana, napojona krwią ropuchy, nakarmiona specjalnie dla niej uciętym męskim uchem, i zamieniona w czarownicę. Jednak mama Sergio już przed tym zdarzeniem przejawia "wiedźmowate" cechy, jest nieźle zestresowana, marudna, nadopiekuńcza i wiecznie narzeka na ex-męża, co mieszkanki Zugarramurdi wykorzystują by definitywnie przeciągnąć ją na ich stronę, wzbogacając swoją grupę świrniętych, nadgorliwych ekstremalnych feministek o jeszcze jedną cyniczną członkinię... Zresztą Sylvii i tak wyszło to na zdrowie, ponieważ przed przemianą wydaje się być większą wariatką niż po.





  Najciekawszą postacią we Wrednych jędzach jest dla mnie Eva - najmłodsza i najseksowniejsza z czarownic. Odtwórczyni roli - Carolina Bang - była naprawdę dobrym wyborem ze strony twórców, zwłaszcza ze względu na jej bogatą i bardzo ekspresywną mimikę twarzy - jej "wytrzeszcze" i uśmiechy nie mogły pasować lepiej do Evy, która ma swojego rodzaju "charakterek". Kobieta została wychowana w gronie czarownic w atmosferze, gdzie okazywanie jakichkolwiek pozytywnych uczuć w stosunku do mężczyzn jest nie tylko nieakceptowane, ale i surowo karane. Mimo to od pierwszego wejrzenia zakochuje się w Jose i robi wszystko (aczkolwiek na początku z marnym skutkiem) by przekonać go do siebie. Złość Evy jest straszna, zwłaszcza kiedy Jose mówi nie to co powinien mówić mężczyzna, któremu zależy na kobiecie, i wiedźma jest zmuszona dostać "focha" wyrażając go jak najintensywniej za pomocą swoich magicznych zdolności. Biorąc pod uwagę jej brak doświadczenia z mężczyznami, młoda czarownica jest bardzo niewinna, jeszcze nie "skażona" zawodami miłosnymi - przeciwieństwo Sylvii, kobiety po przejściach, na dobre zrażonej do facetów złymi doświadczeniami małżeńskimi. Pomimo jej kochającego, wiernego serca, Eva jest też jedną z najbrutalniejszych czarownic - nie waha się torturować i okaleczać uwięzionych w domu mężczyzn.





  Wredne jędze jest filmem bardziej graficznym, niż się tego spodziewałam przed seansem. Niby przeczytałam parę recenzji, w których była mowa o specyficznym charakterze tego filmu, lecz i tak byłam nastawiona bardziej na coś w stylu trochę ostrzejszej rodziny Addamsów. Oczywiście dla mnie większa ilość brutalnych scenek w żadnym wypadku nie jest wadą. Efekty specjalne pozostawiają sporo do życzenia - ucięte kończyny, krew, wielka bogini czarownic, oraz inne, wyglądają groteskowo i sztucznie. Nie jest to jednak horror, a jak na czarną komedię ten poziom w zupełności wystarcza. Wredne jędze mają też wyraźny posmak filmu akcji, zwłaszcza dzięki pracy kamery, którą przez większość filmu niemiłosiernie trzęsie, co nadaje w tym wypadku pożądaną atmosferę chaosu, ale i typowych dla gatunku przypadkowych, anonimowych trupów/rannych trochę jest. Niestabilność obrazu oczywiście niewiele by dała gdyby nie bardzo dobrze zaprojektowane sceny akcji wzięte niczym z gry komputerowej, które, chociaż też są w bardzo sztucznym stylu, sprawiają, że tradycyjny motyw czarnej magii nabiera nowoczesności. Czarownice (zwłaszcza Eva) biegnące ze zdumiewającą szybkością i skaczące z niesamowitą zwinnością, dynamiczne sceny walk oraz pościgów samochodowych - cud, miód i orzeszki.





  Wredne jędze to lekkostrawna czarna komedia, przedstawiająca nieskomplikowaną fabułę w bardzo ładnej jak na ten gatunek, ciekawej formie, z elementem małego szoku w postaci w miarę dopracowanych scen lżejszego gore oraz niezwykle cieszących oko wartkich scen akcji. Fabuła zadowala pod względem zawartych motywów, które są zaprezentowane w sposób godny gatunku komediowego, czyli nie całkiem pozbawiony pola do interpretacji, ale wciąż dość bezpośredni. Wielbiciele humoru rodem z rodziny Addamsów powinni być zadowoleni z dzieła Alexa de la Iglesia, ale i widzowie gustujący w bardziej lub mniej ostrych horrorach z pewnością polubią ten zabawny, przyjemny obraz.

~~~

Zapraszam do śledzenia mojego profilu na filmweb.pl.

2 komentarze:

  1. Zdecydowanie, film jest fenomenalny. Mimo iż horror bardziej śmieszy niż straszy - no może poza scenami w łazience xD Należy też zwrócić uwagę na to, że w roku 1610 Zugarramurdi było miejscem gdzie odbyła się wielka masakra i palenie czarownic na stosie - dlatego też powstał ten film ;3
    Dobra recenzja :D
    Pozdrawiam
    Venezia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak na razie to jedyny film de la Iglesia, jaki widzialam, bardzo mi sie spodobal i zachecil do zapoznania z filmografia rezysera. ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...