poniedziałek, 12 października 2015

Dziewczyny śmierci (The Final Girls) (2015)

  Matka Max, aktorka, która w latach 80. wystąpiła w jednym z bardziej znanych slasherów, ginie tragicznie w wypadku samochodowym. Mijają trzy lata, a dziewczyna wciąż nie może się pogodzić ze stratą, dlatego bardzo niechętnie zgadza się na uczestniczenie w seansie Camp Bloodbath, urządzonym przez wiernych fanów filmu. Zaraz po rozpoczęciu projekcji wybucha pożar i w trakcie ucieczki Max oraz kilkoro jej przyjaciół nie wiadomo jak zostają przeniesieni do horroru, który właśnie oglądali...

  Ten, kto uwielbia straszne filmy i z tej racji ogląda ich wiele, na pewno nie raz podczas seansu slashera rozkoszował się własną znajomością konwencji, jaka rządzi tym gatunkiem. Grupka młodych ludzi staje twarzą w twarz z zabójcą. Ci, którym przyszło do głowy pokopulować, umierają. Ratuje się zawsze jedna dziewczyna - najczęściej ta, która albo nie ma chłopaka, albo ma, ale z nim nie śpi. Unieszkodliwiony morderca zawsze "powstaje", aby ostatni raz zapełnić portki pozostałych przy życiu protagonistów i podrzucić w fotelu widzów przed ekranem. To z grubsza tyle... Cała reszta to tylko mniej lub bardziej godziwe ozdobniki. Wierni fani tradycyjnych przedstawicieli nurtu zresztą wręcz nie lubią zbyt radykalnych zmian - duża część jego uroku w końcu polega właśnie na tym utartym deseniu. Slasheromaniacy na pewno wiedzieliby, co zrobić, gdyby nagle znaleźli się w jednym ze swoich ukochanych horrorów... Nie wszyscy bohaterowie The Final Girls jednak mogą się zaliczyć do tej uświadomionej "elity", zatem postawieni wbrew swojej woli w danej sytuacji, mają naprawdę twardy orzech do zgryzienia.

video

Reżyseria: Todd Strauss-Schulson
Produkcja: Michael London, Janice Williams
Scenariusz: M.A. Fortin, Joshua John Miller
Obsada: Tarissa Farmiga, Malin Åkerman, Adam DeVine, Thomas Middleditch, Alia Shawkat, Alexander Ludwig, Nina Dobrev
Muzyka: Gregory James Jenkins
Wytwórnia: Groundswell Productions, Studio Solutions, Ulterior Productions
Dystrybucja: Stage 6 Films, Vertical Entertainment
Premiera: 13 marca 2015 (South by Southwest); 9 października 2015 (USA)
Kraj: USA
Czas trwania: 91 minut

  The Final Girls jest dopiero drugą pełnometrażową kinową produkcją, jaką wyreżyserował Todd Strauss-Schulson, a pierwsza - Harold i Kumar: Spalone święta - z horrorem nie ma nic wspólnego. Dla scenarzystów - M.A. Fortina i Joshui Johna Millera - z kolei jest to debiut. Brak doświadczenia twórców jednak nie zawsze jest wyrokiem śmierci dla końcowego efektu ich pracy, czego bardzo dobrze dowodzi omawiany obraz. Strauss-Schulson, Fortin i Miller wykazali się nie tylko wielkim dystansem do parodiowanego przez siebie gatunku filmowego, lecz także niesamowitym wyczuciem epoki. Łatwo jest dać się oślepić temu, co kochamy, wynosić pod niebiosa i bezwarunkowo głosić wyższość nad wszystkim innym. Tak często bywa w przypadku horrorów lat 80. - dekady, która między innymi zobaczyła wzlot i upadek nurtu slash. Dla sentymentalistów to właśnie groteskowe efekty praktyczne, tandetne rekwizyty i ogólny kicz, typowe dla produkcji końca XX wieku, składają się na esencję "magii kina", której według wielu widzów współczesne straszaki, często zbyt szczodrze naszprycowane niewyszukanym CGI, są pozbawione. The Final Girls oczywiście ma w sobie wiele z ikonowej dla slasherów lat 80. estetyki - obraz w końcu ma służyć uciesze ich fanów. Mimo tego twórcom udało się uniknąć ślepego trzymania się konwencji, stylizowania swojego dzieła na siłę tak, by nieprzerwanie zalewało odbiorców oznakami uwielbienia dla "starych, dobrych czasów" oraz lekkiej pogardy dla współczesnej "beznadziejności". Film jest zbalansowanym połączeniem stylów... Pełnym szacunku homagium dla takich kultowych pozycji jak Halloween czy Piątek 13-go i zarazem dynamicznym, nowoczesnym dziełem, czerpiącym pełnymi garściami z dobrodziejstw możliwości technicznych XXI wieku.



  The Final Girls zdecydowanie odbiega od tonu większości grozowych pastiszy, jakie powstały w ostatnich dwóch dekadach. Nie zetkniemy się tutaj z silącymi się na dowcip dialogami ze Strasznego filmu, dyskretnymi, nawiązującymi do znanych horrorów "smaczkami" ze Śmiertelnej gorączki czy też nieskomplikowanym, średnio inteligentnym humorem z Zombieland. Dzieło Straussa-Schulsona płynnie łączy w sobie elementy dramatu, komedii i filmu grozy w sposób jawny, niepróbujący ograniczyć swojej grupy docelowej do wąskiego grona wielbicieli slasherów. Ci zapewne i tak będą mieli największą uciechę z seansu, jako że mimo wszystko nic nie może się równać z satysfakcją płynącą z solidnej znajomości parodiowanego tematu, lecz treść obrazu jest równie otwarta na tę część publiki, która nie jest zaznajomiona z konwencją gatunku oraz terminologią z nim związaną. Zanim zasiądzie się przed ekranem nie trzeba nawet wiedzieć, czym są tytułowe final girls ("finałowe dziewczyny") - w dialogach jest wystarczająco wyjaśnień, żeby bez trudu ogarnąć, o co chodzi w całym tym horrorowym świecie, przed którym twórcy nas postawili.





  Jak nietrudno jest zauważyć nawet po obejrzeniu samego trailera, The Final Girls bazuje głównie na Piątku 13-go - obóz letniskowy, zabójca będący praktycznie kopią Jasona Voorheesa, głupiutkie postaci, prosty schemat, w którym seks równa się natychmiastowej śmierci... Produkcja, w której za młodu wystąpiła mama Max, to klasyka nad klasyką. Przez większość młodych widzów uważana jest za zwykły chłam, ale wierni gatunkowi grozy fani wręcz za nią szaleją - urządzają spotkania, regularne seanse... Rocznica śmierci Amandy Cartwright, odtwórczyni roli naiwnej Nancy, staje się okazją, żeby po raz kolejny zebrać się w kinie oraz obejrzeć Bloodbath Camp i Bloodbath Camp 2. Wieczór nie idzie jednak po myśli organizatorów - wybucha pożar, a Max z kilkoma przyjaciółmi budzi się w alternatywnej rzeczywistości horroru. Prawdziwy świat, w którym dziewczyna dotąd żyła, jest szary, smutny, nijaki i samotny. Z drugiej strony świat Bloodbath Camp, aczkolwiek nieprzewidywalny i straszny, oferuje jego mieszkańcom dużo więcej możliwości, aby wykazać się takimi zaletami charakteru jak zaradność czy odwaga. No i Max może tam po trzech latach spotkać zmarłą matkę... Pod postacią planującej stracić dziewictwo Nancy, lecz lepsze to niż nic. Kolorystyka zdjęć filmu zdecydowanie odchodzi od stylu slasherów lat 80. - pastelowe barwy oddają żywotność i swoistą "bajkowość" rąbankowych realiów, równocześnie kontrastując z poczuciem zagrożenia i niepewności, jakie nawiedza uwięzionych w nich bohaterów... Zamaskowany morderca z nieodłączną maczetą w pakiecie to w końcu nie przelewki. Im bliżej do zakończenia, tym bardziej nieprzyjazne staje się otoczenie - nad gęstym lasem zawisają fioletowo-granatowe, gęste chmury, między drzewami tańczą złowrogie cienie, a budynki letniska przestają być jakimkolwiek schronieniem. Tylko "finałowa dziewczyna", oczywiście grając z poszanowaniem dla slasherowych zasad, może uratować sytuację... Pytanie tylko - kto nią będzie?





  Chociaż The Final Girls niewątpliwie jest wyśmienitym filmem, cieszącym oko niezwykle przemyślaną przez reżysera, specyficzną estetyką, niestety została zaniedbana jedna podstawowa kwestia - sceny mordów. Jest ich jak na lekarstwo i zostały zrealizowane bez większego szału, a kręcąc slasherową parodię, mającą być ukłonem w stronę zasłużonego gatunku grozy, wręcz wypadałoby poświęcić trochę więcej uwagi zabójstwom oraz gore... Zwłaszcza jeśli u podstaw stoi tak wyśmienity pod tym względem Piątek 13-go, ozdobiony praktycznymi efektami geniusza krwawej charakteryzacji - Toma Saviniego. Wyobraźnia twórców tutaj skończyła się na klasycznym ranieniu maczetą, a i to odbywa się w wyjątkowo mało graficzny sposób, w większości poza kadrem. Być może za decyzją, żeby ograniczyć soczyste scenki do minimum, stoi chęć przybliżenia obrazu większej grupie odbiorców, której zbyt dużo dosłownej brutalności mogło nie przypaść do gustu. Trzeba przyznać, że zabieg ten na pewno poszerzył przedział wiekowy potencjalnej widowni, jednak... Rasowi grozomaniacy zostali tym samym skazani na głód krwawej jatki.





  Poza niezaprzeczalnym mankamentem, jakim jest brak większej odwagi w ukazywaniu bestialstwa mordercy, twórcom The Final Girls nie da się zarzucić nic. Biorąc pod uwagę, że film stoi na bardzo wysokim poziomie począwszy od klimatu, poprzez zdjęcia, a skończywszy na humorze, nawet na niedobór makabry tak naprawdę można przymknąć oko... Przecież również obraz, który oficjalnie uważany jest za definicję slashera - Halloween - nie grzeszy wymyślnym gore. Seans dzieła Straussa-Schulsona mija bez cienia nudy, wśród zachwytu jego estetyką, ogólnej uciechy oraz sporadycznego chichotu - to jak najbardziej wystarcza, by zaklasyfikować je do grupy niezwykle udanych produkcji, niezawodnie zdobywających sobie rzesze wiernych fanów.


~~~

Powyższa recenzja znajduje się również na filmweb.pl (link).
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na portalu.

2 komentarze:

  1. Ha! Wiedziałam, że to będzie coś dla fanów slasherów. No dobrze, piszesz, że inni widzowie też mogą się w tym filmie odnaleźć, ale pokłon w stronę gustów wielbicieli tego nurtu jest;) Po Twojej recenzji wnoszę, że miałam dobre przeczucia, co do "The Final Girls", więc nie pozostaje mi nic innego, jak obejrzeć.
    Dzięki za tę (nie powiem) sentymentalną recenzję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo tego, że trailer był fajny, nie spodziewałam się, że film będzie aż tak dobrze zrealizowany (obawiałam się trochę nadmiaru głupkowatego, typowo amerykańskiego humoru :P). Zaskoczył mnie naprawdę pozytywnie. Mam nadzieję, że dla Ciebie będzie tak samo :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...