piątek, 22 sierpnia 2014

Klątwa (The Curse; The Farm) (1987)

  Zack żyje na farmie w Tellico Plains, Tennesee, wraz ze swoją matką Frances, siostrą Alice, ojczymem Nathanem Cranem i jego synem z pierwszego małżeństwa Cyrusem. Wkrótce na terenie farmy rozbija się niezydentyfikowany obiekt, prawdopodobnie pochodzący z kosmosu. "Coś" jest wielką świecącą kulą, której nie potrafi rozpoznać nawet miejscowy lekarz i naukowiec - Allen Forbes. Doktor Forbes jest zaniepokojony, że obiekt może w jakiś sposób być szkodliwy dla ludzi, jednak jeszcze bardziej martwi się Zack, który w nocy widzi, jak kula rozbłyskuje intensywnym światłem i stopniowo maleje. Agent nieruchomości Charlie Davidson wraz z żoną Allena - Esther - przekonują lekarza, żeby nie robił zamieszania wokół tajemniczego "przybysza", ponieważ może to powstrzymać państwową agencję odpowiedzialną  za nawadnianie od zbudowania w pobliżu nowego zbiornika wodnego, co spowodowałoby utratę dużych pieniędzy ze sprzedaży pobliskich posesji. Allen uspokaja kłamstwem rodzinę Crane'ów twierdząc, że kula jest zawartością toalet samolotu pasażerskiego, w co Zack nie wierzy. Złowrogie "coś" topi się całkowicie i powstała z niego ciecz wsiąka w glebę, dostając się do studni, skąd rodzina Zacka czerpie wodę pitną, której używają też do podlewania roślin i pojenia zwierząt hodowlanych. Na efekty działania nieznanej substancji nie trzeba czekać długo - obfite plony jabłek Nathana okazują się być od środka trawione przez robaki, zwierzęta zaczynają wariować, a na twarzy Frances pojawiają się paskudne znamiona, które są tylko pierwszym objawem jej rozpoczynajacej sie drogi do szaleństwa...


video

Reżyseria: David Keith
Produkcja: Ovidio G. Assonitis, Moshe Diamant, Lucio Fulci, Anselmo Parinello
Scenariusz: H. P. Lovecraft, David Chaskin
Bazowany na: H. P. Lovecraft, "Kolor z przestworzy"
Obsada: Wil Wheaton, Claude Akins, Malcolm Danare, Cooper Huckabee, John Schneider
Muzyka: Franco Micalizzi
Dystrybucja: Trans World Entertainment; Metro-Goldwyn-Mayer (1988-)
Premiera: 15 maja 1987 (świat)
Kraj: USA

  Klątwa jest debiutem reżyserskim aktora Davida Keitha oraz drugim filmem opartym na opowiadaniu H.P. Lovecrafta "Kolor z przestworzy". Film cechuje większa wierność fabule pierwowzoru od poprzedniej adaptacji - Giń Stworze, Giń! z 1965-go roku - lecz nadal daleko mu do typowego dla twórczości "samotnika z Providence" klimatu. Keith doskonale połączył science fiction opowiadania Lovecrafta z dużą dawką horroru, który przejawia się zwłaszcza w zobrazowaniu bezlitośnie postępującego procesu utraty zmysłów przez bohaterów oraz degeneracji ciał ludzkich i zwierzęcych. Zresztą nic dziwnego, że zarówno charakteryzacja, jak i efekty specjalne robią wrażenie, ponieważ nadzorował je sam Lucio Fulci (w napisach filmu jest wymieniony jako koproducent, lecz brak jest szczegółowych informacji jaki procent stanowi jego wkład w całość) - włoski reżyser, który swoimi filmami gore (np. hitem Zombie pożeracze mięsa (1979) czy też Nowojorskim rozpruwaczem (1982)) z pewnością zszokował zdecydowaną większość swoich widzów. Klątwa, aczkolwiek nawet nie ociera się o ideał, nie ma poważniejszych mankamentów... Mocną atmosferą alienacji, motywem nieuchronności postępu choroby wywołanej nieznaną trucizną oraz już wspomnianymi efektami gore tworzy specyficzny nastrój, który może przylgnąć do widza nawet na dłuższy czas po seansie i o którym niełatwo jest zapomnieć.



  Film zaczyna się niewinnie, pokazując nam proste życie wiejskiej rodziny, niezbyt szczęśliwej przez fanatyczną religijność Nathana Crane'a, który dzieci trzyma krótko, a do żony odnosi się chłodno i z dystansem. To przez ten brak ciepła ze strony męża sfrustrowana i samotna Frances decyduje się na zdradę z wielkim, włochatym robotnikiem kopiącym dla Crane'ów nową studnię. Do aktu dochodzi akurat w noc, kiedy z nieba spada świetlisty obiekt, budząc wszystkich domowników i tym samym sprawiając, że Nathan przyłapuje żonę na niecnym uczynku. Mężczyzna, który najwidoczniej nie jest zbyt wylewny, nie robi Frances awantury, a ogranicza się jedynie do okazywania jej milczącej dezaprobaty i wysyłania surowych spojrzeń. Po tym, gdy efekty działania śmiertelnej substancji w wodzie dają o sobie znać, Nathan zrzuca odpowiedzialność za wszystkie nieszczęścia na cudzołożnicę, a jej pogłębiający się zły stan fizyczny i psychiczny przyjmuje jako oczywistą karę zesłaną na nią przez Boga wskutek nieczystego czynu, jakiego się dopuściła... Dlatego Crane nie przestaje pić zatrutej wody, wciąż je pochodzące od chorych zwierząt mięso oraz warzywa o dziwnym smaku, oczekujac tego samego od całej rodziny... Wyładowuje nawet złość na Zacku, gdy ten protestuje przeciwko niszczycielskiemu zachowaniu ojczyma. Młody chłopak musi w tajemnicy przynosić wodę i pożywienie z miasta dla siebie i swojej młodszej siostry Alice. Nathan coraz bardziej odizolowuje się od świata zewnętrznego, ciągnąc za sobą dzieci oraz obłąkaną żonę. Farma Crane'ów staje się swego rodzaju przeklętą bezludną wyspą, zamkniętą dla niepożądanych intruzów.






  Tymczasem Frances zmierza coraz głębiej i głębiej w stronę najciemniejszych zakamarków swojego umysłu oraz duszy, zmuszając Nathana do zamknięcia jej w piwnicy, gdzie w ciemności jej ciało stopniowo ulega coraz większemu rozkładowi. Wszystkie sceny pokazujące nam szaloną Frances są bardzo intensywne i na swój mroczny, wstrząsający sposób impresjonujące. Odtwórczyni roli - Kathleen Jordon Gregory - dała popis zaskakująco dobrego (jak na produkcję z niższej półki) aktorstwa. W skład najlepszych momentów wchodzą takie perełki jak przyszywanie skarpetki do dłoni, przywiązywanie do łóżka a' la Egzorcysta, morderstwo... Jest na co popatrzeć, i jest to interesujące doświadczenie. Charakteryzacja zwierząt i efekty specjalne gore z ich udziałem są równie zacne - trudno wymazać z pamięci widok guzowatej, podgniłej krowiej głowy i jej rozmiękłego ciała wypełnionego larwami... Chwała zarówno specom od efektów wizualnych, jak i ich nadzorcy Fulciego. Jedyne, co może zaboleć, to sztuczna, tandetna scena spadania z nieba błyszczącej kuli, jednak od horroru science fiction z końca lat 80. nie powinno się wymagać nie wiadomo jakich cudów, więc warto przymknąć oko na to drobne niedociągnięcie.





  Fabuła jest utrzymana bardziej w konwencji science fiction niż horroru, na co wskazuje sam fakt, że głównym bohaterem jest dziecko - Zack, który wykazuje dużo więcej rozsądku od grupy dorosłych. Chłopiec nie jest bezbronną dziecięcą postacią z horroru - to on jako pierwszy widzi przez okno zmierzającą w kierunku ziemi kosmiczną kulę (scena niemalże żywcem wzięta z Najeźdźców z Marsa z 1953-go) i w przeciwieństwie do większości dorosłych od razu przyjmuje do wiadomości mroczną naturę nieznanego obiektu. Z całej rodziny zamieszkującej farmę w Tellico Plains tylko Zack zdaje się mieć świadomość niebezpieczeństwa, jakie płynie ze spożywania zatrutych substancją z obcej planety produktów, i to dzięki swojemu bystremu bratu mała Alice ma szansę wyjść z kryzysu bez szwanku (zastanawiające jest, dlaczego młody bohater nie przemycał nieskażonego jedzenia również dla matki...). Z drugiej strony, klimat jest w stu procentach charakterystyczny dla filmu grozy. Obrzydliwe efekty wizualne i brutalność niektórych scen stanowią tylko część całości, na którą w dużej mierze składa się również napięcie potęgowane przez ścieżkę dźwiękową. Muzyka nie ma w sobie nic oryginalnego poza pobrzękiwaniem elektrycznej gitary stalowej, ale to właśnie dzięki temu szczegółowi otrzymujemy nietypowe "creepy country", które w połączeniu z wyraźnie słyszalnymi odgłosami natury w tle sprawia, że poczucie zagrożenia i niepokoju jest wszechobecne, nawet w pełnym świetle dnia, wśród rozkwitającej zieleni... I w ten oto sposób nawet Frances wychodząca do sadu przed domem, by zerwać kapustę i pomidory, staje się zapowiedzią mającej później nadejść makabry.





  Klątwa ma też parę przesłań, które są nam podane na tacy w nieskomplikowany sposób, niezakłucający czystej przyjemności z odbioru filmu. Agent nieruchomości z Tellico Plains - Charlie Davidson - jest typowym biznesmenem nastawionym na zyski. Już na początku widzimy go nagabującego Frances, by ta namówiła Nathana do sprzedaży farmy. Charlie więcej niż raz zwraca uwagę, że farma rodzinna to właściwie już biznes na wymarciu, który nie może być pewnym źródłem utrzymania dla Crane'ów. Nathan oczywiście jest przywiązanym do swojej własności tradycjonalistą i nie ma zamiaru pozbywać się ziemi, która zapewne jest w posiadaniu jego rodziny od pokoleń. Rodziny przenoszące się do miast, przerzucające się na bardziej "mieszczańskie" zawody... Tak jak Teksańska masakra piłą mechaniczną (1974), Klątwa prezentuje nam skutki industrializacji na życie mieszkańców wsi, jednak biorąc pod uwagę rok wyjścia filmu, z pewnością mamy do czynienia z nielicznymi już "niedobitkami", podczas gdy za czasów Masakry - w latach 70. - był to problem o większej skali i znaczeniu społecznym. Efekty działania substancji z kosmosu na ludzkie ciało, motyw zatrutej wody i skażonej gleby zdają się lekko zalatywać zagadnieniami energii jądrowej i radioaktywności, do czego zresztą Charlie nawiązuje bezpośrednio w scenie, gdzie namawia doktora Forbesa do przymknięcia oka na potencjalne zagrożenia płynące z rozbicia się tajemniczej kuli na farmie Crane'ów. "That thing ain't radioactive - people's ears ain't gonna start falling off!", mówi Davidson, lecz w tym momencie jeszcze nie wie, jak bardzo się myli.





  Science fiction horror jest najmniej lubianym przeze mnie podgatunkiem horroru. Mimo tego Klątwa wybija się z tłumu i zapewniła sobie pewne miejsce jako jeden z wielu moich ulubionych filmów grozy. Pozycja ta idealnie balansuje pomiędzy sci-fi a horrorem, nie faworyzując żadnego z dwóch gatunków, co zdecydowanie jest wielkim plusem. Charakteryzacja i efekty specjalne mające oddawać rozkład ciał są wykonane po mistrzowsku - makabra i groteska aż biją od nich po oczach, i to ze zdwojoną siłą. Klątwa jest filmem bardzo przyjemnym w odbiorze, pokazującym jedynie tyle głębszej treści, ile trzeba (czyli prawie nic), bez zbędnego obciążania prostej fabuły. Mówiąc krótko - obraz Keitha niewątpliwie będzie źródłem niemałej radości dla widzów gustujących w lekkim kinie grozy.


~~~

Skrócona wersja powyższej recenzji znajduje się na filmweb.pl (link).
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na portalu.

10 komentarzy:

  1. Różne opinie na temat tego filmu słyszałem, czas najwyższy wyrobić sobie własną . Tym bardziej, że jestem zagorzałym fanem Loviego, a ekranizacja ,, Koloru...'' Ivana Zuccona z 2007 zupełnie mnie nie przekonała . Jak obejrzę ,, Klątwę'' to pogadamy :)
    Ps. Za najlepszą adaptację prozy HPL uważam włoski ,, Dark Waters'' Mariano Baino z 93' - zrealizowaną na Ukrainie swobodną wersję ,, Widma nad Innsmouth'' - kino atmosfery najwyższych lotów, miejscówki, w których to kręcono , śnią się po nocach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fanowi Lovecraft'a tym bardziej polecam, ale "Klatwa" jest filmem, ktory wbija sie w pamiec niezaleznie od tego, czy czytalo sie opowiesc czy nie. :) Troche sie naszukalam tego horroru, bo po raz pierwszy widzialam go za dzieciaka we Wloszech, a tam wyszedl pod tytulem "The Farm"... Chociaz na wiekszosci stron jest wzmianka, ze pozycja jest znana rowniez jako "The Farm", to nie da sie jej wyszukac znajac tylko ten tytul... Ale na szczescie jakos w koncu doszlam do "The Curse". ;) Ogolnie chyba malo znany film, zarowno w Polsce jak i za granica, a szkoda, bo naprawde jest swietny. Dla mnie jego nastroj jest wrecz niepowtarzalny.
      Dziekuje na wzmianke o "Dark Waters", z checia obejrze, w ramach doksztalcania sie w kinie europejskim. :)

      Usuń
  2. Też muszę tą Klątwę w końcu obejrzeć - choćby ze względu na Fulciego. Co do najlepszego obrazu opartego na prozie Loviego, to w szranki ze wspomnianym przez Simply'ego , faktycznie genialnym Dark Waters staje Call of Cthulhu z 2005 roku - amerykańska niezależna produkcja, stylizowana na kino nieme. Obydwa arcydzieła w swoim gatunku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle filmow do obejrzenia, a zycie takie krotkie. :P

      Usuń
    2. W miarę możliwości od jednego do dwóch filmów dziennie, sen maks 6 godzin i dajemy radę ;)

      Usuń
  3. @Kuba
    "W miarę możliwości od jednego do dwóch filmów dziennie, sen maks 6 godzin i dajemy radę ;)"

    Kiedyś tak spróbowałem - łatwiej powiedzieć niż zrobić :)

    Może to trochę nieoryginalna opinia, ale mi się zdaje, że Re-Animator, From Beyond i Dagon Stuarta Gordona są bezapelacyjnym best of the best lovecraftowskich adaptacji. Chociaż z drugiej strony, nie widziałem żadnego z wymienionych tu przez was filmów - The Curse też nie - więc może kiedyś trzeba będzie odszczekiwać te poglądy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem wiem Danielu, był i taki czas u mnie - co przeżyłem to moje :D
      Praca - posiłek - dwa horrory-sen-praca-posiłek-dwa horrory.
      I tak w koło Macieju :D
      Co do filmów Gordona wg Loviego już pisałem kiedyś u siebie, chyba Dagon najbardziej mi wchodzi.

      Usuń
    2. "Praca - posiłek - dwa horrory-sen-praca-posiłek-dwa horrory."

      To nie przejdzie, zwlaszcza jak sie jest w zwiazku malzenskim. XD

      Usuń
    3. No nie przechodzi ale tygodniowo musi byc minimum 5 seansow zeby z formy nie wypaść :)

      Usuń
  4. Gordon jest dobry , tyle, że go często niepotrzebnie ponosi w robienie sobie jaj na bazie Lovecrafta. Najlepszy przyklad to ,Reanimator' , który po obiecującym wprowadzeniu raz dwa przeradza sie w splatter comedy' ; ok, świetną splatter comedy , gdzie i zdrowo pośmiać się można i porządnego gore nie brakuje , akcja zasuwa z kopyta... tylko o Lovecrafcie zapomnij.
    Pierwsze pół godziny ,,Dagona'' to jest badaj najlepsze przełożenie Loviego na język kina, jakie widziałem. Ale nie dało się tak dalej, Gordon - figlarz musiał z nory wyleżć i już do końca filmu mamy coś w rodzaju wyrównanego pojedynku Gordona Figlarza z Gordonem Serio. Wynik ? Gordon Serio wygrywa minimalnie na punkty, tak trochę pyrrusowo.
    ,, From Beyond'' to jest świadomy, zjarany mindfuck od początku do końca, szorcik Loviego jest tu świadomie i otwarcie pretekstowy, słowem uczciwe postawienie sprawy.
    Z tych trzech filmów najwyżej oceniam ,, Dagona'' bo te partie filmu, gdzie mamy tego Lovecrafta w stanie czystym, są po prostu fantastyczne.
    Wiernie i efektownie zekranizował ,, Dreams in Witch House'' w ramach cyklu Masters of Horrors. Ale i tu się bez głupawki nie obyło, choć nie z winy Stuarta Gordona ; znam takiego kolesia który ma identyczną facjatę , jak ten Brown Jenkins :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...