środa, 17 września 2014

Teksańska masakra piłą mechaniczną (The Texas Chainsaw Massacre) (1974)

  Sally Hardesty, jej niepełnosprawny brat Franklin oraz trójka ich przyjaciół - Jerry, Kirk i Pam - jadą do Newt w Texasie na grób dziadka rodzeństwa, by sprawdzić czy padł ofiarą hien cmentarnych bezczeszczących zwłoki, o których głośno w mediach. Po drodze zabierają "lekko" niezrównoważonego autostopowicza - na oczach przerażonej paczki osobnik celowo okalecza się nożem Franklin'a, a potem wywołuje mały pożar w vanie. Kirk wyrzuca mężczyznę z pojazdu na autostradę, lecz młodym trudno jest się ze zdarzenia otrząsnąć, a zwłaszcza Franklin'owi. Po przybyciu do celu podróży Sally widzi, że grób dziadka jest nienaruszony, więc grupa spokojnie udaje się do starego domu dziadków Sally, gdzie zamierzają świetnie się bawić. Kirm i Pam oddalają się w poszukiwaniach małego jeziorka, o którym opowiedział im Franklin. Okazuje się, że woda wyschła, ale parze wpada w oko dom znajdujący się nieopodal i decydują się iść zapytać mieszkających tam ludzi o benzynę, której wcześniej im zabrakło. Nikt jednak nie odpowiada na wołania, więc Kirk wchodzi do środka nieproszony. Najście nie podoba się rosłemu mężczyźnie o twarzy zakrytej makabryczną maską z ludzkiej skóry, uzbrojonemu w wielki młot...


video


Reżyseria: Tobe Hooper
Produkcja: Kim Henkel, Tobe Hooper, Jay Parsley, Richard Saenz
Scenariusz: Kim Henkel, Tobe Hooper
Obsada: Marilyn Burns, Paul A. Partain, Edwin Neal, Jim Siedow, Gunnar Hansen, Teri McMinn
Muzyka: Wayne Bell, Tobe Hooper
Dystrybucja: Bryanston Puctures
Premiera: 1 października 1974 (świat)
Kraj: USA

  Teksańska masakra piłą mechaniczną... "Slasher" tak kultowy, że nawet jeśli znajdzie się ktoś, kto nie widział ani oryginału, ani remake z 2003-go, to i tak na pewno o nim słyszał i zna ogólny zarys fabuły. Tytuł może być trochę mylący, bo aczkolwiek film niewątpliwie przedstawia prawdziwą masakrę w Teksasie, to piła mechaniczna nie gra głównej roli - koncept, od którego twórcy kolejnych części franchise'a raczej odeszli, dużo częściej wkładając w ręce Leatherface'a (ikonowa postać zabójcy Masakry) tytułowe narzędzie zbrodni. Scenariusz napisali Tom Henkel oraz Tobe Hooper, a wyreżyserowania podjął się w całości ten drugi. Film przedstawia problem kapitalistycznego industrializmu i jego ofiar, lecz głównym zamysłem Hooper'a była krytyka władzy, która w latach 70-tych aż wrzała od rosnącej świadomości ludzi o brutalności wojny w Wietnamie oraz podupadającej wiary w autorytet spowodowanej w większości aferą Watergate. To dlatego ta brutalna, choć mało graficzna, produkcja została wypuszczona pod hasłem "prawdziwe wydarzenia", a styl filmowania w dużej mierze przypomina film dokumentalny. Reżyser bazował się na historii mordercy z lat 50-tych z Wisconsin, Ed'zie Gein'ie, lecz fabuła została mocno podkoloryzowana i zdramatyzowana, nie można więc patrzeć na tę pozycję jak na ekranizację prawdziwych wydarzeń, a bardziej jak na obraz jedynie luźno zainspirowany faktami. Teksańska masakra piłą mechaniczną jest delikatna w przedstawianiu "gore", mimo to w USA została sklasyfikowana jako "X" (najwyższa ocena w klasyfikacji brutalności MPAA, równoważna z zakazem wizji dla nieletnich. W 1990-tym nazwa została zmieniona na "NC-17"). Dopiero po wycięciu kilku minut film mógł dostać ocenę "R" (nieletni dopuszczani tylko w towarzystwie opiekuna) i rozprowadzona szerzej.



  Teksańska masakra piłą mechaniczną jest filmem typu "slasher", jednak wyszedł kilka lat przed modą na ten podgatunek, która zapoczątkowana przez Halloween John'a Carpenter'a w 1978-mym zawładnęła amerykańskim kinem grozy do pierwszej połowy lat 80-tych. Mamy więc konwencjonalną grupę młodych ludzi, postać wielkiego, niemego mordercy, oraz "final girl" - dziewczynę, która daje radę umknąć złemu losowi. Jednak zanim jej się to udaje Sally Hardesty (poważniejsza i bardziej zaradna z dwóch żeńskich postaci w filmie) musi przejść przez prawdziwe piekło, z którego większość osób nie wyszłoby bez trwale uszkodzonej psychiki. Pam ma jeszcze mniej szczęścia (albo więcej... Zależy co kto woli ;)) i jest zmuszona znieść niewyobrażalny fizyczny ból, kiedy Leatherface bezwzględnie nabija ją na hak przyczepiony do sufitu, niczym martwe zwierzę, które dopiero ma zostać przerobione na mięso. Filmowy zabójca znęca się dużo miłosierniej nad bohaterami płci męskiej, zadając im szybką i względnie bezbolesną śmierć. Taki stan rzeczy w Masakrze nie umknął uwadze krytyków, którzy posądzili autorów filmu (jak i autorów wielu innych horrorów) o seksizm w przedstawianiu przemocy. Osobiście uważam, że jest to szukanie dziury w całym. Owszem, Pam i Sally zostają potraktowane okrutniej od swoich kolegów, a Pam jest przedstawiona jako mało zaradne dziewczę, jednak Jerry i Kirk też nie grzeszą jakimś wyjątkowym sprytem, no i w końcu to przecież kobieta jest jedyną ocaloną, jak zresztą konwencja gatunku nakazuje.





  Nieważne, czy użyta przeciwko kobiecie czy mężczyźnie. Przemoc w Teksańskiej masakrze piłą mechaniczną jest zobrazowana w mało krwawy sposób, jeśli sugerować się tytułem filmu. Piła mechaniczna jest, ale Leatherface'owi udaje się nią zabić tylko jedną osobę, a scena, gdzie widać łańcuch piły w bezpośrednikm kontakcie z ludzkim ciałem jest tylko jedna. Zabójca używa młotka do pozbawiania życia swych ofiar i ma do tego dobrą rękę, więc śmierć jest natychmiastowa, a krew nie tryska po ścianach. Stosunkowo mała ilość posoki, którą film może się poszczycić, jest jednak prawdziwa. Twórcy zdobyli ją z rzeźni w Round Rock w Teksasie, gdzie robiono zdjęcia. Liczne kości oraz resztki zwierzęcych zwłok w różnych etapach rozkładu, ktorymi "przystrojono" dom Leatherface'a i jego rodziny, otrzymano zaś od miejscowych hodowców zwierząt. Tak mała szczodrość w wydzielaniu scen "gore" jest wynikiem niskiego budżetu produkcji, lecz Hooper i tak wyszedł z sytuacji obronną ręką. Film gra na wyobraźni widowni, nie stawia nam przed oczami konkretnych obrazów okropności, jakie mają miejsce w domu makabrycznej rodzinki, lecz za to sprawia, że można z łatwością się tego domyślić, jeśli tylko spojrzeć na na wygląd owego domostwa. Tak samo kanibalizm antagonistów nie jest rzucony widzom bezpośrednio w twarz, ale jak dochodzi do sceny groteskowej "kolacji" Sally w ich towarzystwie, to już nie ma wątpliwości co się tam wyrabia.





  Mimo tego, że w filmie niewiele widać, stowarzyszenie Motion Picture Association of America dało mu ocenę nieodpowiedniego dla osób poniżej siedemnastego roku życia. Przypuszczam, że pomimo braku ostrych scen "gore" ta pozycja mogła szokować ze względu na etykietkę "wydarzenia prawdziwe", parę zagrań mających wywoływać skojarzenia z ogłaszaniem faktów w mediach oraz charakterystyczny styl zdjęć, który tworzy namiastkę atmosfery filmu dokumentalnego. Teksańska masakra zaczyna się od napisów  o prostej czcionce przesuwających się w górę ekranu, na czarnym tle, z lektorem odczytującym treść poważnym głosem... Następnie słyszymy reportera w radiu podającego wiadomości dnia, w skład których wchodzi informacja o krążących w okolicach Newt hienach cmentarnych kradnących zwłoki (lub ich części) z grobów. Amerykanie lat 70-tych wielokrotnie byli zmuszeni zetknąć się z brutalnością w mediach, tak samo jak z zakłamaniem klas rządzących kraju. Wizja Hooper'a miała na celu nawiązanie do relacji radiowych i telewizyjnych z wojny z Wietnamie, które wtedy wywoływały coraz to większe kontrowersje i sprzeciw wśród obywateli. Fałsz reklamy filmu, głoszącej, iż przedstawia on fakty, odzwierciedla niewiarygodność mediów oraz zarządzających nimi wysoko położonych osób, czego ludność zasmakowała przy okazji skandalu Watergate, po którym prezydent Nixon był zmuszony zrezygnować ze swojego stanowiska. W filmie widzimy wiele ujęć nakręconych pod różnymi "dziwnymi" kątami (w większości od dołu), gdzie często trawa poruszana wiatrem jest tuż przed kamerą, zasłaniając faktyczny obiekt zainteresowania obiektywu. Praca kamery bywa nieskoordynowana, chaotyczna, trochę "spontaniczna" (np. w scenie, gdzie Sally budzi się przy stole w domu Leatherface'a), jak kiedy operator znajduje się w samym środku akcji odbywającej się na żywo. Wszystko to składa się na klimat prawdziwości, namacalności, co po części zaciera zwyczajne poczucie odbiorcy, że to co ma przed oczami "to tylko film". Moim zdaniem właśnie ten "brudny", surowy styl sprawia, że brak graficznych scenek nie okrada tworu Hooper'a z elementu szoku oraz wrażenia, że mimo wszystko patrzymy na bardzo brutalny obraz.






  Członkowie rodziny Sawyer, do której należy niedorozwinięty umysłowo, lecz ponadrozwinięty fizycznie Leatherface, od lat pracowali w miejscowej rzeźni jako ubijacze zwierzyny. Zanim wynaleziono specjalny pistolet, który nieporównanie szybciej wysyła źródło mięsa na tamten świat, do tego celu używano dużego młotka, z którego później Leatherface uczynił broń przeciwko swoim ludzkim ofiarom. Maszyna wygryzła żywą siłę roboczą, pozbawiając ją w ten sposób źródła utrzymania, albo znacznie je zmniejszając. W latach 70-tych w USA zjawisko industrializacji trwało w najlepsze, zmuszając wiele rodzin ze wsi do wyprowadzania się do miast oraz do parania się nowymi, "mieszczańskimi" zawodami. Farma rodzinna była na wymarciu, gdyż po prostu małe gospodarstwa nie miały szans z rozwijającymi się dużymi firmami rolniczymi. Rozwój technologiczny zmniejszył zapotrzebowanie na pracowników w wielu dziedzinach pracy na wsi. Sawyer'owie są ofiarami takiego stanu rzeczy. Po stracie posad w rzeźni nie mieli szans na przetrwanie... Albo tak mogłoby się wydawać. Makabryczna rodzinka postanowiła nie rezygnować ze swojej wieloletniej rzeźniczej tradycji, nie porzucać ziemi, która prawdopodobnie jest w ich posiadaniu od pokoleń. Lecz jak tu przeżyć bez pracy? Oczywiście, wykorzystując swoją znajomość fachu rzeźnika do zdobywania "pożywienia" w niekonwencjonalny sposób...





  Teksańska masakra piłą mechaniczną w moim mniemaniu jest filmem tak dobrym, że nie da się go nie pokochać od pierwszego wejrzenia, a jego sława i opinia "kultowego" jest całkowicie zasłużona. Pozycja ta wywarła ogromny wpływ na podgatunek "slasher", ale nie tylko. Dopiero prowadząc tego bloga zdałam sobie sprawę, jak wiele horrorów zainspirowało dzieło Hooper'a - bardzo często czuję, że wypadałoby przytoczyć Masakrę jako przykład przy okazji pisania wielu innych recenzji. Na upartego można się przyczepić, że "termin ważności" filmu minął i współczesny widz może czuć się zawiedziony brakiem graficznego "gore". Może to być prawdą w przypadku osób, które sięgając po horror liczą TYLKO na obrzydliwe scenki, przy których nie obejdzie się bez torebki na wymioty... Jednak reszta powinna docenić kunszt Hooper'a. Pozycja obowjązkowa dla każdego kinomana.


~~~

Zapraszam do śledzenia mojego profilu na filmweb.pl.

14 komentarzy:

  1. "Teksańska masakra piłą mechaniczną w moim mniemaniu jest filmem tak dobrym, że nie da się go nie pokochać od pierwszego wejrzenia"

    Jednak się da, bo ja nie przepadam za tym filmem. Jedyne, co mnie w nim urzekło to brudny klimat. Poza tym wolę remake, choćby z tego powodu, że morderca nie sprawia tam tak głupkowatego wrażenia, ale sceny gore i lepiej wykreowani protagoniści również nie są bez znaczenia. Deceniam wpływ, jaki stara TCM miała na rozwój gatunku, ale mnie nie urzekła, niestety:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jednak się da"

      No to się da. ;)
      Też bardzo lubię remake, ale od jego dopieszczonego stylu, gdzie wszystko jest zapięte na ostatni guzik wolę brudny styl oryginału.

      "[...] morderca nie sprawia tam tak głupkowatego wrażenia, [...]"

      Leatherface miał być głupkowaty, Gunnar Hansen nawet przygotowywał się do roli obserwując osoby niedorozwinięte umysłowo.

      "[...] sceny gore i lepiej wykreowani protagoniści również nie są bez znaczenia."

      Co do scen gore się zgadzam, nie zaszkodziłyby, ale też nie odczuwam jakoś specjalnie ich braku. Sądzę, że czasami dobrze jest pozostawić to i owo do wyobraźni, zwłaszcza, że film dobrze ją pobudza pokazując wymagane do tego minimum.
      Pozytywni bohaterowie niewątpliwie są lepiej rozwinięci w remake, ale nieskomplikowanych protagonistów zaliczam do cech typowych dla slasherów, więc też jakoś specjalnie nie ubolewam nad tym "brakiem".

      Usuń
    2. "Leatherface miał być głupkowaty, Gunnar Hansen nawet przygotowywał się do roli obserwując osoby niedorozwinięte umysłowo."

      Wiem, dlatego wolę Leatherface'a z remake'u. Bardziej niepokoi mnie morderca, który potrafi trafić piłą w leżącą pod nogami ofiarę, zamiast tylko bezwładnie nią nad nią machać, co przyznaję zabawne było, ale nic poza tym.

      "Nie ma się jednak co dziwić, że współczesny widz, którego zmysły pewnie już dawno zostały znieczulone przez całą masę krwawych horrorów, gdzie flaki i krew co chwila przelatują przez kamerą, niekoniecznie musi czuć atmosferę oryginalnej "Teksańskiej". Rozumiem więc te osoby, które twierdzą, że remake bardziej przypadł im do gustu. Mnie też oryginał nie ZSZOKOWAŁ"

      Ale ja czuję atmosferę oryginalnej TCM - to jedyny element który mi się w tym filmie podobał. A remake wcale taki krwawy nie jest, szczerze mówiąc nie wiem, co tam może szokować. Jest więcej scen gore niż w oryginale, w dodatku dobrze zrealizowanych, ale twórcom daleko do bryzgania wszędzie krwią i flakami.

      Usuń
    3. "Wiem, dlatego wolę Leatherface'a z remake'u."

      Mnie jakoś jego nieporadność nie uderza, nie wydaje mi się głupszy od Michael'a Myers'a na przykład. ;)

      "Ale ja czuję atmosferę oryginalnej TCM [...]"

      Jednak nie na tyle, by nie odczuć braku graficzniejszych scenek, a taki efekt był zamysłem autorów. Jeśli wziąć pod uwagę krytykę, z jaką film się spotkał, to widać, że osiągnęli cel. Dziś jednak w większości przypadków widzowie liczą na większą dosłowność w ukazywaniu "gore".

      "Jest więcej scen gore niż w oryginale, w dodatku dobrze zrealizowanych [...]"
      "A remake wcale taki krwawy nie jest, szczerze mówiąc nie wiem, co tam może szokować."

      Nie powiedziałam, że remake szokuje (filmy grozy z wiekiem szokują mnie coraz mniej, nawet te najbardziej "chore"), tylko że oryginał mnie nie zszokował, w przeciwieństwie do ludzi, którzy mieli dane zobaczyć "Masakrę" w latach 70-tych zaraz po wypuszczeniu. Remake, chociaż posoka nie bryzga w nim po całym planie, to jednak ma parę bardzo graficznych scenek, jak ucinanie nogi, czy przejechanie samochodem po jednym z antagonistów na końcu, które, jak powiedziałaś, są dobrze zrealizowane. Takie obrazki też raczej nie spowodują, że widz sięgnie po miskę, ale jednak to bardziej tego typu rozrywki szuka się w horrorach, nie delikatnych nawiązań do "gore" z oryginału.

      Usuń
  2. Ja mam tak samo. Teksańską Hoopera cenię za wkład jaki miała w rozwój horroru, kilka intensywnych scen i kreację Marilyn Burns, ale zdecydowanie wolę remake i jego prequel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do remake mogę ewentualnie się zgodzić. Każdy, kto twierdzi, że jest lepszy zazwyczaj ma dobre argumenty, a to, czy ktoś woli jego czy oryginał jest kwestią gustu, bo oba filmy są dobre. Prequel też jest niezły, ale moim zdaniem już nie można go porównywać... Za bardzo stara się naśladować styl filmu z 2003-go, przy tym nie do końca osiągając jego poziom.

      Usuń
  3. Rimejk to żadne mecyje, poprawny i tyle , nie ma się czym podniecać. To już wolę ten prequel , gdzie są niełe pomysły fabularne ( sytuacja zmusza tchórza i twardziela do zamiany ról i jeden robi za drugiego ) i fura sadyzmu.
    Oryginał jest nie do pobicia , nie będę wznosił kolejnych peanów pod adresem chorego klimatu, bo to już ociera się o truizm :-D A że mało gore? To jest właśnie wyższa szkoła jazdy ; film, który samą atmosferą robi taką jazdę, że wydaje się być dużo drastyczniejszy, niż jest w istocie. No i scena przy stole z dziadziem <3
    Dwójka z 86' jest dość zabawna , ale to już camp całą gębą - Dennis Hopper stacza szermierski pojedynek na odpalone czeinsoły ( ale nie pierwszy w historii kina , wcześniej był w ,, Motel Hell'' Kevina Connora z 80' , z udziałem weterana B-klasowych westernów, Rory'ego Callhouna )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Rimejk to żadne mecyje, poprawny i tyle , nie ma się czym podniecać."
      "A że mało gore? To jest właśnie wyższa szkoła jazdy ; film, który samą atmosferą robi taką jazdę, że wydaje się być dużo drastyczniejszy, niż jest w istocie."

      Nie ma się jednak co dziwić, że współczesny widz, którego zmysły pewnie już dawno zostały znieczulone przez całą masę krwawych horrorów, gdzie flaki i krew co chwila przelatują przez kamerą, niekoniecznie musi czuć atmosferę oryginalnej "Teksańskiej". Rozumiem więc te osoby, które twierdzą, że remake bardziej przypadł im do gustu. Mnie też oryginał nie ZSZOKOWAŁ, tym bardziej nie zniesmaczył, ale tak naprawdę to niewiele mnie w filmach rusza i stawiając się w pozycji człowieka z lat 70-tych trzeba przyznać, że "Masakra" jest genialna że reprezentuje sobą kawał dobrego kina, który wtedy na zbulwersował niejednego...
      Planuję niedługo obejrzeć dwójkę ponownie, bo już od wizji jakiś czas minął, ale coś mi się zdaje, że jak na mój gust wydał mi się za bardzo komediowy.

      PS. Dziadzio wymiata. :P

      Usuń
  4. Przez długi czas nie znałem tego filmu, widziałem zaś rimejk. Dopiero niedawno udało mi się nadrobić oryginał. I chociaż znałem już wiele drastyczniejszych horrorów to film Hoopera zrobił na mnie duże wrażenie, przeraził mnie, wbił w fotel i sprawił że totalnie zaniemówiłem. Tobe Hooper już nigdy później nie zrobił tak dobrego filmu, a chwalony przez większość "Poltergeist" jest według mnie beznadziejny.

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda. z resztą ,,Poltergeist'' jest bardziej Spielberga , niż Hoopera... który na zawsze pozostanie ,,reżyserem jednego filmu''. Ale bez stresu i nie bez satysfakcji obejrzeć można ,, Eaten Alive '' aka ,, Death Trap'' z 76, następny w kolejności. ,,Fun House'' też daje rady. Reszta na własną odpowiedzialność

    OdpowiedzUsuń
  6. Hooper podobno świadomie był oszczędny z gore, bo chciał, żeby pełna wersja, którą nakręcił dostała PG rating i w takiej formie była dystrybuowana w kinach. Ale tak się nie stało - MPAA i tak kazało mu wycinać sceny.

    "Mamy więc konwencjonalną grupę młodych ludzi, postać wielkiego, niemego mordercy, oraz "final girl" - dziewczynę, która daje radę umknąć złemu losowi."

    Film Hoopera nie jest do końca konwencjonalny dla gatunku. Wprowadził dużo klasycznych rzeczy, które potem były powielane, ale sama konwencja ulegała zmianie. W latach 70. final girl przeżywała, ale przeważnie z poważnym uszczerbkiem na zdrowiu (psychicznym i fizycznym), i właściwie to przetrwanie było szczęśliwym zakończeniem w obliczu zła, które jest reprezentowane przez slasherowego mordercę. Podobnie kończyły się Black Christmas i Halloween - bohaterka przeżyła, ale morderca dalej grasuje po okolicy. (The Toolbox Murders jest tutaj wyjątkiem, ale tam też położony jest nacisk na to, że bohaterka przeżyła, a nie na to, że uśmierciła mordercę.) W filmach z lat 80. final girl już walczy i wygrywa z mordercami. Poza tym Sally nie ma charakteru final girl, jej sparaliżowany brat jest bardziej jak final girl: jest odszczepieńcem w grupie, nie uprawia sexu itd.

    "Filmowy zabójca znęca się dużo miłosierniej nad bohaterami płci męskiej, zadając im szybką i względnie bezbolesną śmierć. Taki stan rzeczy w Masakrze nie umknął uwadze krytyków, którzy posądzili autorów filmu (jak i autorów wielu innych horrorów) o seksizm w przedstawianiu przemocy. Osobiście uważam, że jest to szukanie dziury w całym. ;)"

    Pod tym względem są na pewno dużo gorsze horrory niż Texas Chain Saw, ale trzeba przyznać, że film Hoopera jest dosyć seksistowski.

    "Praca kamery bywa nieskoordynowana, chaotyczna, trochę "spontaniczna" (np. w scenie, gdzie Sally budzi się przy stole w domu Leatherface'a), jak kiedy operator znajduje się w samym środku akcji odbywającej się na żywo. Wszystko to składa się na klimat prawdziwości, namacalności, co po części zaciera zwyczajne poczucie odbiorcy, że to co ma przed oczami "to tylko film". Moim zdaniem właśnie ten "brudny", surowy styl sprawia, że brak graficznych scenek nie okrada tworu Hooper'a z elementu szoku oraz wrażenia, że mimo wszystko patrzymy na bardzo brutalny obraz."

    Mi się zawsze wydawało, że ten film jest bardzo ładnie, stylowo i przemyślanie nakręcony. Na początku są powolne, spokojne ujęcie pokazujące - surową i lekko niepokojącą, ale malowniczą - naturę, promienie słońca, kołysząca się trawa na wietrze, bzyczące owady itd. Co jakiś czas pojawia się coś co zakłóca ten obrazek: zniszczony dom, rupiecie po zdezelowanych samochodach, odgłos silnika przy domu Sawyerów (który z początku, za dnia, wygląda niewinnie - taki biały domek). W końcu zapada zmrok i okoliczności przyrody znikają, widać tylko światło w oknach domu Sawyerów i desperackie próby ucieczki Sally - ale i tak zawsze trafia z powrotem do tego domu. Wtedy też narasta chaotyczna praca kamery, która współgra z narastającą desperacją Sally.

    Jak dla mnie to jeden z najlepszych horrorów, rimejku jeszcze nie widziałem, ale ten prequel rimejku już tak, i z tego co pamiętam, to taki sobie, raczej nie najlepszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Film Hoopera nie jest do końca konwencjonalny dla gatunku."

      Oczywiście, po "Masakrze" slasher przebył długą drogę, ale podane przeze mnie przykłady - grupa młodych ludzi, głupi morderca i postać "final girl" - można zaliczyć do konwencji gatunku. W takie szczegóły, czy "final girl" tylko przeżywa, czy również zabija mordercę, w recenzji się nie wdawałam. :)

      "Pod tym względem są na pewno dużo gorsze horrory niż Texas Chain Saw, ale trzeba przyznać, że film Hoopera jest dosyć seksistowski"

      No właśnie, są dużo gorsze horrory pod tym względem. Jeśli chodzi o cierpienie, to pewnie o prawie każdym horrorze można powiedzieć, że jest ono bardziej domeną kobiet, więc nie widzę powodu, by czepiać się o to akurat "Masakry".

      "Mi się zawsze wydawało, że ten film jest bardzo ładnie, stylowo i przemyślanie nakręcony."
      "Wtedy też narasta chaotyczna praca kamery, która współgra z narastającą desperacją Sally."

      Dlatego napisałam "praca kamery BYWA chaotyczna" i w nawiasie podałam przykład sekwencji, o której mówisz. Nie jest taka cały czas, i oczywiście nawet ta chaotyczność jest zaplanowana.

      Usuń
    2. R.I.P. Marilyn Burns.
      „Teksańska masakra ...” to świetny film. Niejedno pokolenie twórców i fanów horroru się na nim wychowało.

      Usuń
  7. Klasyka. Fakt, każdy gdzieś słyszał o tym filmie bądź o remake'u. Ja w swojej szufladce podoba mi się/nie podoba stawiam je na równi, choć powinnam sobie odświeżyć te filmy, bo oglądałam je dawno - zarówno jeden jak i drugi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...