środa, 15 października 2014

Odgłosy (Suspiria) (1977)

  Suzy Bannion przylatuje z rodzinnego Nowego Jorku do Freiburga w Niemczech, by uczęszczać tam do sławnej akademii tańca. Dziewczyna z trudem łapie taksówkę późnym wieczorem, w wyjątkowo ulewnym deszczu, i w końcu udaje się do celu. Przed budynkiem instytutu widzi, jak jakaś zdenerwowana dziewczyna krzyczy coś niewyraźnie stojąc w dzwiach, a potem oddala się biegiem. Do tego nieprzyjazny głos z domofonu odmawia Suzy wpuszczenia jej do środka, Amerykanka jest więc zmuszona spędzić noc w hotelu. Dopiero następnego dnia studentka zostaje powitana w akademii przez jedną z nauczycielek oraz wicedyrektorkę, od których dowiaduje się również, że Pat - dziewczyna, którą widziała poprzedniej nocy - została brutalnie zamordowana przez nieznanego zabójcę. Nowe koleżanki wydają się nastawione mało przyjaźnie do Suzy, oprócz Włoszki Sary, z którą nowa od razu się zaprzyjaźnia. Po tym jak Suzy mdleje z niewiadomych powodów podczas pierwszej lekcji tańca, dziewczyna zaczyna odczuwać, że w akademii panuje dziwna atmosfera, a nauczycielki zachowują się bardzo podejrzanie. Obawy młodej kobiety podsyca jeszcze Sarah, która na własną rękę prowadzi małe śledztwo, mające na celu rozwiązanie zagadki śmierci Pat, złowrogo nastawionych nauczycielek oraz ciągle nieobecnej dyrektorki sławnego instytutu tańca...


video

Reżyseria: Dario Argento
Produkcja: Claudio Argento, Salvatore Argento
Scenariusz: Dario Argento, Daria Nicolodi
Obsada: Jessica Harper, Stefania Casini, Flavio Bucci, Miguel Bose, Alida Valli, Joan Bennett
Muzyka: Goblin, Dario Argento
Wytwórnia: Seda Spettacoli
Premiera: 1 lutego 1977 (świat)
Kraj: Włochy
Czas trwania: 98 minut


  Odgłosy jest pierwszym horrorem włoskiego reżysera Dario Argento, który wcześniej poświęcał się kręceniu wyłącznie filmów "giallo". Dzieło to jest też pierwszą częścią trylogii Argento o Trzech Matkach - czarownicach zwanych Mater Suspiriorum, Mater Lacrimarum oraz Mater Tenebrarum (łac., "Matka Westchnień", "Matka Łez", "Matka Ciemności"). Jednak wszystkie trzy filmy mają niepołączone ze sobą fabuły i stanowią odrębne obrazy, które można bardzo dobrze obejrzeć nie znając pozostałych części. Jak sam tytuł wskazuje, Suspiria opowiada o Mater Suspiriorum, zamieszkałej we Freiburgu. To właśnie jej obecność wyczuwa Suzy po przybyciu do nowej szkoły. Odgłosy jest jednym z najbardziej znanych tworów Argento i moim zdaniem jego sława jest całkowicie uzasadniona. Film jest szczególnie wybitny w tworzeniu mistycznej, baśniowej i trochę gotyckiej atmosfery, która świetnie pasuje do wątku czarnej magii. Fabuła jest bardzo prosta, wciąż w dużej mierze typowa dla "giallo", są więc brutalne morderstwa, tajemnica i główna bohaterka, która musi ją rozwiązać. Ta prostota jest jednak praktycznie niezauważalna, a przewidywalność scenariusza całkowicie wynagradzają przepiękne zdjęcia oraz genialna ścieżka dźwiękowa, sprawiająca, że momentami napięcie wręcz sięga zenitu.


  W Odgłosach najważniejszy jest klimat, klimat i jeszcze raz klimat. To on sprawia, że film chce się oglądać pomimo przewidywalnej fabuły. W każdym momencie czuć, że Argento musiał nieraz stawać na głowie podczas kręcenia, by osiągnąć ten efekt. Jako pierwsza uderza muzyka, która podsyca emocje widza już w trakcie wstępnych napisów (prosta biała czcionka na czarnym tle - nic ciekawego), zanim jeszcze zacznie się właściwy obraz. Często współpracująca z Argento grupa Goblin, przy Odgłosach wręcz osiągnęła szczyt swoich możliwości - główny motyw muzyczny w swej monotonii jest tak wszechogarniający i odurzający, że nie da się nie dać mu się porwać do fikcyjnego świata magii, w którym mają miejsce wydarzenia filmu. Oderwania od rzeczywistości można doświadczyć zaraz na początku, gdy pokazana nam jest dopiero co przybyła do Niemiec główna bohaterka Suzy. Do bólu przyziemna, nudna atmosfera lotniska kontrastuje z tym, co dzieje się na zewnątrz - ciemność, ulewa i porywisty wiatr. To właśnie kiedy widzimy pierwsze krótkie urywki pokazujące obcy kraj, który otwiera się przed protagonistką wraz z rozsunięcie się automatycznych drzwi lotniska, muzyka rozbrzmiewa głośno i intensywnie, a my wraz z Suzy zostajemy postawieni w samym środku wyraźnie wrogo nastawionego, naładowanego nieskonkretyzowanym napięciem otoczenia.






  To, że Suzy może być niepożądanym gościem w siedlisku zła, również widzimy niemalże od razu. Nie dość, że taksówki przed lotniskiem przejeżdzają sobie spokojnie, całkowicie ignorując machającą, przemoczoną dziewczynę, to gdy w końcu jedna z nich się zatrzymuje, taksówkarz nie wydaje się być zbyt wiernym wyznawcą zasady "nasz klient, nasz pan". Cudzoziemka musi sama w ulewie załadować bagaże do samochodu, co jest pierwszym znakiem, że jest ona pozostawiona sama sobie w nowym miejscu, który wydaje się być żywcem wzięte ze złego snu. W Odgłosach panuje czerwień, i to nie tylko ze względu na ilość krwi, która zostaje w filmie przelana. Kolorystyka jest kolejnym elementem składającym się na niepowtarzalny klimat filmu. Liczne sceny nasycone charakterystycznym jednokolorowym  oświetleniem kreują wręcz poczucie, że wraz z Suzy coraz bardziej zagłębiamy się w sekretach baśniowej krainy, gdzie nie panują zasady świata rzeczywistego. Jak już napisałam, kolor czerwony bez wątpienia gra tutaj główną rolę, ale nie brak też sterylnego niebieskiego, który w przeciwieństwie do piekielnie gorącej czerwieni, atmosferę zagrożenia tworzy swoim wręcz namacalnym, złowrogim zimnem.






  Z gotyckim motywem czarownic i czarnej magii świetnie współgra scenografia. Akademia tańca, do której uczęszcza Suzy, oczywiście również jest bardzo czerwona. To tam ma miejsce wszystko co najgorsze, gdyż jest to miejsce zamieszkania do szpiku kości złej Mater Suspiriorum oraz jej służebnic-czarownic. Wygląd budynków mówi nam, czy znajdujemy się w świecie rzeczywistym, czy w świecie magii, gdzie panuje praktycznie cały zespół pedagogiczny szkoły baletowej. Wysokie sufity, kolorystyka oraz "toporność" przedstawionych w filmie budowli mają w sobie coś z koszmaru sennego. Przestrzeń zamknięta nie jest już tym bezpiecznym, znanym i ograniczonym terenem, lecz prawdziwą śmiertelną pułapką, co sugeruje właśnie ich aparycja przypominająca sztuczną scenografię teatralną. W filmie możemy zobaczyć też "realistyczne" budynki, jak np. lotnisko na początku filmu, albo inne w scenie, gdzie Suzy udaje się na spotkanie z byłym psychiatrą Sary, by dowiedzieć się więcej o "czarownicach". Te "niescenograficzne" budownle jednak należą do świata rzeczywistego, są więc bezpieczne i nikt w nich nie ginie...





  Odgłosy są bardzo kreatywnym filmem jeśli chodzi o sceny śmierci. Uważam, że Argento przeszedł tutaj sam siebie przedstawiając kilka zgonów w bardzo brutalny i fantazyjny sposób. Największe wrażenie zrobiła na mnie sekwecja pierwszego morderstwa - czarownice dopadające "zbiegłą" ze szkoły tańca Pat, która za dużo węszyła, więc musiała zostać "sprzątnięta". Gruba, włochata łapa wielokrotnie dźga Pat nożem w pierś do czasu, aż serce nie zostanie wyeksponowane, po to tylko by bezlitośnie wbić ostrze prosto w bijący organ... Ale to jeszcze nie koniec, bo zwłoki martwej już dziewczyny muszą jeszcze zawisnąć. Patrząc na ten obrazek można na chwilę poczuć się psychopatą, ponieważ jest to najestetyczniejsza śmierć jaką można sobie wyobrazić. Przypuszczam, że to budżet mógł być przyczyną "fizycznego" przedstawienia mordów, które mimo tego, że są wynikiem czarów, to zawsze przebiegają za pomocą istoty z krwi i kości, jak wspomniany mężczyzna mordujący Pat, albo pies zagryzający swojego niewidomego właściciela - pianistę zatrudnionego w szkole tańca Mater Suspiriorum. Możliwe też, że Argento zbyt był przywiązany do typowych zabójstw "giallo". Nieważne jednak co było powodem, gdyż osobiście uważam, że zabieg wyszedł Odgłosom na dobre, gdyż żadne "czary" nie mogły bardziej usatysfakcjonować widzów czułych na piękno graficznych morderstw w kinie grozy.




  Odgłosy nie są moim ulubionym filmem Argento, jednak zdecydowanie znajdują się w czołówce. Sława tego obrazu jest w pełni zasłużona, gdyż włoski reżyser naprawdę dał z siebie wszystko, by wynagrodzić wymagającym fanom horrorów prostotę i przewidywalność fabuły, czego wynikiem jest niepowtarzalny klimat wszechobecnego zagrożenia, tak gęsty, że można go kroić nożem. Już sama muzyka wprowadza publikę w nastrój odpowiedni do odbioru tej niesamowitej pozycji, a to co następuje już od pierwszych sekund filmu trudno opisać słowami - po prostu trzeba zobaczyć!

~~~

Zapraszam do śledzenia mojego profilu na filmweb.pl

12 komentarzy:

  1. Prostota nigdy nie była dla mnie wadą, bo wielu reżyserów udowodniło, że nawet z banalnej fabuły da się stworzyć arcydzieło. "Suspiria" zrobiła na mnie duże wrażenie, przez jakiś czas była moim ulubionym filmem Argento, ale potem jednak doszedłem do wniosku, że zakończenie zostało spieprzone, myślę że można by było zrobić to lepiej, a tak pozostał mały niedosyt. Mimo wszystko film jest doskonały pod względem wizualnym, zaś w warstwie fabularnej mamy tu świetnie wymieszane elementy giallo, mrocznej baśni i krwawego horroru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w twórczości Argento najbardziej razi chyba właśnie ta schematyczność większości jego filmów. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam "Suspirię" też byłam pod dużym wrażeniem wizualnej strony filmu (jestem pod wrażeniem do dziś, zdecydowanie;)), ale zbyt duża przewidywalność wydarzeń zbiła go dla mnie z piedestału na niższe - niewiele, ale zawsze - miejsce. ;) I zgadzam się - zakończenie mogło być lepsze. Prostota fabularna sama w sobie zdecydowanie nie jest wadą w przypadku "Suspirii", bo reżyser dał nam wiele innych elementów, na których można się skupić. Z drugiej strony w "Inferno" Argento spróbował "uszlachetnić" i "pokomplikować" sprawy, lecz nie do końca mu to wyszło na dobre...

      Usuń
    2. Wyszło, wyszło , ,,Inferno'' jest genialne w moim odczuciu , stawiam ten film na pierwszym miejscu w całej filmografii Argento . Tu do podobnie oszałamiającej strony wizualnej dochodzi reżyserska odwaga w takim a nie innym skonstruowaniu fabuły i co za tym idzie szacunek dla widza - który zostaje dosłownie wrzucony w tę galerie osobliwości bez reżyserskiej podpuchy ani pokazywania palcem, co, gdzie i ku czemu ? Nie masz żadnej przewagi nad bohaterami i tak pozostanie aż do końca

      Usuń
    3. Co kto lubi. ;) "Inferno" złym filmem nie jest, ale dla mnie to nie do końca udana próba ulepszenia "Suspirii". Z pewnością nie postawiłabym go wśród najlepszych dzieł Argento.

      Usuń
  2. Jeden z najpiękniejszych wizualnie horrorów, oferujący istną feerię kolorów: przemieszanych zieleni, błękitów, żółci. I czerwieni. To najważniejszy kolor kina Argento. Obrazu, który w zasadzie jest ciągiem niesamowicie dopracowanych pod każdym względem ujęć, ponurą baśnią, opowiadającą klasyczną historię dziewczynki zagubionej w lesie pełnym niebezpieczeństw. Wilki czają się w jego zakamarkach, zaś niby pomocne dłonie wróżek okazują się zakamuflowanymi, zwierzęcymi łapami wiedźm. Finał odbędzie się przy wydatnym udziale nadprzyrodzonych sił, jednak główna bohaterka sama będzie musiała pokonać złego wilka. Doskonała w roli młodej baletnicy Suzy, Jessica Harper, mimo swych 27 lat (!) umiejętnie porusza się między niewinną dziewczęcością a powoli budzącą się do życia kobiecością, udanie przekazuje zamierzenia reżysera, który początkowo planował zatrudnić do swego obrazu nieletnie dziewczynki. Tak, jak w konwencji kina giallo, tak i w tym obrazie większość ofiar to kobiety, ginące w krwawy, ale i wyrafinowany sposób. Każda ze zbrodni ukazana w dziele Włocha to majstersztyk realizacyjny - czy będzie to przepełniona wszystkimi kolorami tęczy jazda kamery z "deszczowego" prologu filmu, utrzymana w czarno białej tonacji scena morderstwa na opustoszałym rynku, czy cyanowa, okrutna śmierć jednej z bohaterek w zapadni wypełnionej kolczastym drutem - każda z nich jest maleńkim arcydziełem, skutecznie zapadającym w pamięć widza. Argento opowiada obrazem, ale i muzyką - ta jest idealnie skomponowana z kolejnymi ujęciami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie to jeden z najlepszych filmów giallo i na pewno najlepsza z części trylogii „Trzech Matek”. Wszystko tutaj jest świetnie dopracowane, zarówno pod względem fabularnym jak i audiowizualnym. Po prostu majstersztyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze podsumowane. ;) Pozdrawiam.~~

      Usuń
    2. Nie, no wszystko, tylko nie "giallo" Kocham giallo, kocham Suspirię, ale stanowczo protestuję przeciwko ich mieszaniu - giallo to maksymalnie wystylizowany, korzystający z poetyki horroru, thriller. Suspiria to nadnaturalny horror, w którym akcję napędza seria brutalnych morderstw. To jednak nie to samo.

      Usuń
  4. Jeszcze nie miałam okazji oglądać, ale jak widzę muszę ten film szybko nadrobić. Z "Trzech matek" widziałam, tylko "Matkę łez" i no... nie podobał mi się. Ale z chęcią obejrzę tą produkcję. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że zaczęłaś od jednego z gorszych filmów Argento. ;) Wierzę, że jak obejrzysz "Odgłosy" to zawód "Matką łez" zostanie przyćmiony. ;)

      Usuń
    2. Święte słowa - Matka Łez to porażka. W ŻADNEJ MIERZE nie można jej utożsamiać z "Susprią" (choś sam Argento by chciał...), Suspiria to arcydzieło grozy.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...