wtorek, 21 października 2014

Dentysta (The Dentist) (1996)

  Wydaje się, że dr Alan Feinstone osiągnął w życiu wszystko, co można sobie wymarzyć: ma swoją własną praktykę dentystyczną i opinię dobrego specjalisty, willę oraz piękną żonę Brooke, z którą nie układa mu się źle. Prawda jednak jest "trochę" odbiega od pozorów. Feinstone wyraźnie ma obsesję na punkcie brudu w jakiejkolwiek formie, jest nękany przez pobiorcę podatkowego, a w dniu rocznicy ślubu przyłapuje Brooke na zdradzie z czyścicielem basenów. Niewierność małżonki jest dla dentysty kroplą, która przelała czarę goryczy. Jego fiksacja przybiera dużo bardziej agresywną formę - meżczyzna zaczyna wszędzie widzieć "zbrukanie" swojej żony pod postacią wyimaginowanych nieczystości i próchnicy, co nie tylko wzmacnia w nim postanowienie zemsty na Brooke i jej kochanku, lecz także doprowadza do prawdziwego, ślepego szaleństwa... Czekający tymczasem w studiu dentystycznym Feinstone'a pacjenci jeszcze nie wiedzą, jak wielkiego mają pecha...


video

Reżyseria: Brian Yuzna
Produkcja: Sir Gregory Alan Wheeler Timms, Pierre David, Phillip B. Goldfine, Noel A. Zanitsch, Sheri Bryant
Scenariusz: Dennis Paoli, Stuart Gordon
Obsada: Corbin Bernsen, Linda Hoffman, Molly Hagan, Ken Foree, Virginya Keehne, Patty Toy, Jan Hoag
Wytwórnia: Trimark Pictures
Premiera: 18 lipca 1996 (świat)
Kraj: USA
Czas trwania: 92 minuty

  Dentysta... Ten obraz Brian'a Yuzna, który osobiście kojarzy mi się ze spokojnym wieczorem spędzonym w towarzystwie TV4, jest przykładem kiczu w najczystszej postaci. Jednak takiego rodzaju kiczu, który jest w stanie dostarczyć półtorej godziny jako tako dobrej rozrywki, pomimo tego, że fabuła nie przyciąga uwagi przez cały ten czas. Już sam pomysł na historię stomatologa-świra, wykorzystującego swoich zawodowych narzędzi do znęcania się nad ofiarami, jest strzałem w dziesiątkę, a do tego Yuzna wywiązał się całkiem nieźle z wyzwania niesionego przez konieczność wizualnego przedstawienia schizofrenicznych wizji antagonisty, jego stanu umysłu, no i oczywiście tortur, którym poddaje kilku nieszczęśników. W filmie jest wiele scen, gdzie na pierwszym planie są zęby - wielkie, białe, sztuczne, zamieniające się w pył pod dotknięciem dentystycznego wiertła... Albo czarne, zgniłe, będące projekcją chorego umysłu Feinstone'a. Odtwórca głównej roli Corbin Bernsen również podołał - Alan Feinstone w jego wykonaniu jest małym, wkurzającym skurwysynkiem, do którego ja poczułam antypatię jeszcze zanim całkiem mu odbiło. Jednak brak bardziej dopracowanych scen zabójstw pozostawił niemałe uczucie niedosytu.



  Dentysta jest filmem kiczowatym częściowo ze względów fabularnych. Nasz główny bohater dentysta mieszka w bogatej dzielnicy, gdzie wielkich willi z basenami jest w bród - sceneria jak z tandetnego filmu akcji z tłusto-długowosymi mięśniakami i cycatymi blondynami w rolach głównych... Blondyna - młodsza i bardzo atrakcyjna małżonka Feinstone'a - Brooke - najwyraźniej nie pracuje zawodowo, a całe dnie poświęca swoim hobby oraz przyjemnościom takim jak opalanie się, chodzenie na zakupy... I romansowanie z muskularnym, opalonym czyścicielem basenów, o czym Alan dowiaduje się w dniu rocznicy ślubu. Brooke nie wydaje się zbytnio przejmować moralnymi aspektami swojego zachowania, zwłaszcza że Alan tego feralnego dnia robi jej awanturę o plamę na koszuli. :P Jak tylko mąż wychodzi do pracy, kobieta z pasją oddaje się rozkoszy niesionej przez seks oralny... Sytuacja żywcem wzięta z filmu porno, aż się człowiek zastanawia, czy na pewno ogląda horror. Niewierna żona nie wie, że Feinstone, wyczuwszy pismo nosem, wrócił się do domu i podgląda ją właśnie z okna sypialni. Nie ma co mówić, że dentysta wku*wia się niesamowicie tym, że Brooke może brać do ust coś tak brudnego. Oślepiająca wręcz wściekłość każe Alan'owi wyciągnąć pistolet z szuflady, z zamiarem zastrzelenia zdrajców, lecz szaleństwo jeszcze chyba niewystarczająca uderzyło mu do głowy, bo kończy się jedynie na śmierci psa sąsiadki... I na radości widza, że nie musi dłużej patrzeć na domostwo mężczyzny kojarzące się z nieoglądalnym kinem - akcja przenosi się do studia dentystycznego.





  Trochę przyjemniejszą formę kiczu otrzymujemy pod postacią wielu scen pokazujcych to, na co sięgając po ten film każdy zapewne liczy najbardziej - sceny tortur. Film jest o dentyście, więc nie jest niepodzianką, że antagonista znęca się nad swymi ofiarami przy użyciu właśnie narzędzi dentystycznych. Otumaniony widokiem zaspokajającej oralnie innego mężczyznę małżonki, Feinstone w końcu bierze się w garść na tyle, by móc stanąć przed pierwszym pacjentem tego dnia - małym chłopcem, który oto właśnie czeka na pierwszą w życiu wizytę u dentysty. W tym przypadku to niespokojne wizje oraz myśli o zbrukanej żonie doprowadzją do nieszczęścia i chłopiec ląduje z krwawiącym dziąsłem. Potem następują kolejne "podejrzane" wydarzenia... Jednak to dla Brooke dentysta zarezerwował prawdziwą "wisienkę na torcie" - wyrwanie wszystkich ząbków bez znieczulenia. Większość scen, gdzie Feinstone grzebie w czyjejś jamie ustnej, szczegółowo ukazuje bardzo sztucznie wyglądające zęby, lecz pomimo tego nie do końca dobrego wykonania rekwizytów, oglądanie z bliska takich zabiegów jak wiercenie, wyrywanie, czy wbijanie igły w dziąsło i tak robi wrażenie... Chyba, że jest się totalnie nieczułym na wyobrażenie bólu, jaki niosą ze sobą te procedury.





  Pomimo kilku niewątpliwie interesujących momentów, po pewnym czasie Dentysta zaczyna lekko przynudzać. Jednym z głównych powodów jest monotonia, w którą ewentualnie popada Feinstone wraz ze swoimi nieprofesjonalnymi poczynaniami. Koniec końców, nasz doktor posuwa się tylko do pewnego stopnia i nie robi nic NAPRAWDĘ okropnego, chociaż oczywiście spuchnięta, bezzębna i krwawiąca pani Feinstone oraz jeszcze jeden osobnik o nieco bardziej poterbowanych szczęce/zębach wyglądają zgoła makabrycznie. Dla mnie największym zawodem były dwa morderstwa, których Feinstone się dopuszcza. Facet ma studio dentystyczne pełne niesamowitych narzędzi, tylko czekających jak jakiś świr ich użyje, a decyduje się na tak banalne sposoby pozbawienia dwóch osób życia - uduszenie i wstrzyknięcie powietrza. Z upływem kolejnych minut filmu liczne, aczkolwiek podobne do siebie, schizofreniczne wizje antagonisty również mogą się przejeść. Wszystko to, dodane do siebie, sprawia, że drugą połowę obrazu nie ogląda się już tak ciekawie...





  Na Dentystę można spokojnie się skusić, jeśli ma się ochotę na nieskomplikowany, łatwy do przyjęcia film zawierający zarówno parę sugestywnych sekwencji, jak i kilka bardziej komicznych momentów. Jednak nie ma co spodziewać się po nim fajerwerków, gdyż potencjał drzemiący w pomyśle nie został wykorzystany do końca, a trochę niepokoju mogą odczuć jedynie osoby bojące się wizyt u dentysty. Mimo wszystko uważam, że w wolnej chwili warto sięgnąć po tę pozycję, chociażby ze względu na samo przedstawienie krwawej zemsty głównego bohatera na swojej żonie.


~~~

Zapraszam do śledzenia mojego profilu na filmweb.pl

1 komentarz:

  1. Od jakiegoś czasu przymierzam się do tego filmu, ale zawsze jest coś innego do zobaczenia. Mam nadzieję, że w końcu mi się uda, bo choć film nie jest jakiś super, to jestem ciekawa głównego bohatera i jego dramatu, o którym wspomniałaś.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...