poniedziałek, 27 października 2014

The Woman (2011)

  Rodzina Cleek, składająca się z ojca Chris'a, matki Belle, nastoletniej córki Peggy, trochę młodszego Brian'a oraz najmniejszej Darlin', zdaje się żyć szczęśliwie w swoim domku na wsi. Pewnego ranka jednak Chris wybiera się na polowanie i widzi dziwną kobietę myjącą się w rzece. Jej wygląd oraz to, jak z łatwością łapie przepływającą rybę wskazują na to, że spędziła całe życie w dziczy. Bogobojny pan Cleek postanawia, że trzeba coś z tym zrobić, łapie więc kobietę i zamyka ją w piwnicy. Od razu okazuje się, że ma ona skłonności do kanibalizmu, wskutek czego Chris nieodwracalnie traci jeden palec. Mężczyzna angażuje całą rodzinę w swój "szlachetny" projekt ucywilizowania dzikuski, ale tylko Brian tak naprawdę jest zadowolony z wkroczenia w ich codzienność nietypowego gościa, podczas gdy Darlin' jest wszystko jedno, a Belle i Peggy wyraźnie są przerażone. Z upływem dni staje się coraz bardziej oczywiste, że pobudki Chris'a nie są czysto humanitarne. Poczucie totalnej władzy nad uwięzioną, aczkolwiek wciąż brutalną, istotą ludzką sprawia, że prawdziwa natura mężczyzny ukazuje się w pełnej krasie, a jego stosunki z żoną i dziećmi wychodzą na światło dzienne w całej swej okazałości...



Reżyseria: Lucky McKee
Produkcja: Robert Tonino, Andrew van den Houten
Scenariusz: Jack Ketchum, Lucky McKee
Obsada: Pollyanna McIntosh, Angela Bettis, Sean Bridgers, Lauren Ashley Carter, Carlee Baker, Alexa Marcigliano
Muzyka: Sean Spillane
Wytwórnia: Moderncine
Premiera: 23 stycznia 2011 (świat)
Kraj: USA
Czas trwania: 103 minuty

  Ekranizacja książki Kobieta - ostatniej części kanibalistycznej trylogii Jack'a Ketchuma. Film wyszedł dwa lata po Offspring, adaptacji drugiej powieści serii, i od razu pragnę zaznaczyć, że The Woman przedstawia sobą gatunek oraz poziom zupełnie odmienne od poprzednika. Jeśli chodzi o aspekty stylistyczne i wykonaniowe, to pewnie stoi za tym trochę wyższy budżet, którym tym razem twórcom było dane dysponować, ale sam scenariusz (napisany na spółkę przez Ketchuma i reżysera obrazu Lucky'ego McKee) również zadowala mnie bardziej od Offspring. W The Woman mamy do czynienia z nieco głębszą treścią i chociaż wciąż jest to kino kanibalistyczne, uniknięto sytuacji, gdzie "gore" istnieje samo dla siebie. Fabuła nie wymaga znajomości poprzedniej części - mimo tego, że jest to sequel, film mógłby równie dobrze stanowić odrębną produkcję i nie wpłynęłoby to na jego odbiór. Najciekawszym wątkiem jest zamiana ról - oprawczyni z poprzedniej części tutaj staje się ofiarą tak zwanych "ludzi cywilizowanych".



  W rolę ludożerczyni ponownie wcieliła się Pollyanna McIntosh, która w tym obrazie popisała się jeszcze bardziej niż w Offspring. The Woman kładzie dużo większy nacisk na psychologię bohaterów oraz ich wzajemne relacje, co McIntosh wykorzystała po mistrzowsku. Najpierw pokazuje się dziką, nieskrępowaną, w pewnym sensie pewną swej wyższości nad Chris'em, mimo tego, że to ona stoi związana w piwnicy. Stopniowo jednak widzimy jej przemianę. Pozorną, ale zawsze. Niemalże od początku jest jasne, że to Chris będzie prawdziwym antagonistą. Już po zachowaniu żeńskich członków rodziny widać, jakimi sposobami mężczyzna utrzymuje w swoim domu "porządek". Wpierw są to subtelne oznaki, lecz po zarekwirowaniu i uwięzieniu Kobiety stają się coraz bardziej widoczne, Chris coraz mniej kryje się ze swoim seksizmem, który nieraz przybiera formę przemocy fizycznej. Nic dziwnego, że dorastający w takiej atmosferze Brian podpadrzył to i owo od ojca i sam przejawia jeszcze gorsze skłonności. Kobieta musi więc poddać się swoim oprawcom z cywilizowanego świata, lecz jedynie do czasu...




  Osoby, które po The Woman spodziewają się filmu kanibalistycznego godnego Offspring, niestety mogą doświadczyć zawodu. Wątek ludożerstwa całkowicie zatraca się w fabule, po to by zaatakować widza niespodziewanie na sam koniec. Od początku aż do krwawego zakończenia niewiele się dzieje jeśli chodzi o "gore", ale pod względem wykonania nie można zarzucić poważniejszych niodociągnięć nielicznym krwawym efektom specjalnym. Kobieta odgryza palec Chris'owi, jest trochę znęcania się nad uwięzioną... Na prawdziwą jatkę trzeba zaczekać, jednak brak ostrzejszych brutalnych scenek w środku nie powinien przeszkaszać, ponieważ obraz nadrabia ten niedobór świetnym przedstawieniem psychologii dwóch najczarniejszych charakterów - Chris'a i Brian'a - oraz genialnym zobrazowaniem napiętych, często bardzo niejasnych relacji pomiędzy wszystkimi postaciami.




  Tytułowa pani kanibal jest ofiarą, jednak z pewnością nie jest ona jedyną postawioną w tej pozycji. Żona Chris'a Belle oraz córka Peg również są stłumione władczą naturą mężczyzny i mają z Kobietą więcej wspólnego, niż mogłoby się wydawać. Belle jest tak zastraszona, że w większości przypadków nie ma odwagi wypowiedzieć głośno swoich myśli, a za każdym razem, gdy już zbiera się w sobie i zaczyna wyrażać własne zdanie, Chris karze ją za to biciem. To dlatego pewnie stoi ona wiernie u boku męża, gdy ten robi z Kobietą wszystko co mu kaprys podpowie, mimo tego, że wyraźnie nie popiera całej sytuacji. Peg też nie mogła nie ulec wpływom patologii, w której dorasta, więc nie jest typową rozszczebiotaną nastolatką... Wydaje się, że jest na dobrej drodze, by dać się "wytresować" tak samo jak matka, jednak nadal jest na tyle silna, by kilka razy jawnie wziąć stronę Kobiety. W filmie nieraz widzimy wymiany wymownych, intensywnych spojrzeń pomiędzy trzema bohaterkami, które łączy oczywista nić porozumienia, pomimo ogromnej różnicy między ich światami - tym "dzikim" Kobiety i tym "cywilizowanym" rodziny Cleek.




  "Not every monster lives in the wild" ("nie każdy potwór żyje w dziczy")... Już w trailerze jesteśmy uraczeni tą bezpośrednią wskazówką dotyczącą morału filmu. Przekaz jest prosty - nie trzeba daleko szukać bestialstwa, ponieważ jest ono wśród nas, być może nawet lęgnie się w osobie, z którą spędzamy życie. W The Woman to męski ród jest przedstawiony jako "bestia", groźniejsza nawet od "prawdziwej" potworzycy, przed którą w większości sytuacji normalne byłoby odczuwać większy strach. Jednak tutaj widz w końcu przyłapuje się na tym, że dopinguje Kobiecie, a nawet identyfikuje się z nią... Bo w czym jest ona inna od zastraszonych Belle i Peg? Nawet kanibalizm łatwo jej wybaczyć w obliczu skrzywienia, które aż bulgocze w pozornie wzorowych obywatelach - Chris'ie i Brian'ie. Motyw potwora-ofiary nie jest nowy w kinie grozy (klasycznym przykładem jest chociażby Frankenstein (1931)), ale twórcy i tak dali radę nakręcić film, który chociaż swoją tematyką Ameryki nie odkrywa, wciąż jest w stanie zaintrygować publikę mieszanką napięcia, tajemnicy i brutalności w psychologicznej oprawie, ze szczyptą mocnego "gore" i przy akompaniamencie specjalnie napisanej rockowej ścieżki dźwiękowej. Cud, miód i orzeszki.




  The Woman jest bardziej znaną produkcją od poprzedniej części - Offspring - i szczerze powiedziawszy wcale mnie to nie dziwi, gdyż stoi ona na sporo wyższym poziomie. Nie chodzi tutaj tylko o lepsze wykonanie, na które pozwolił wyższy budżet, ale też o samo podejście do tematu. Oczywiście zależy jakiego rodzaju rozrywki ktoś łaknie, ale ja wolę fabułę bardziej złożoną od "gore" dla samego "gore", chociaż jestem fanką mocnych obrazów i w The Woman doceniam również te bardziej graficzne momenty. Krwawych scen jest niewiele, do tego większość z nich jest skupiona w samym zakończeniu, jednak w moim odczuciu jest to dobre rozładowanie napięcia, które stopniowo narasta podczas seansu. Do tego film nie jest pozbawiony klimatu charakterystycznego dla niszowych produkcji, których też jestem wielką fanką. Zdecydowanie jeden z najlepszych horrorów, jakie było mi dane ostatnio zobaczyć.

~~~

Zapraszam do śledzenia mojego profilu na filmweb.pl

8 komentarzy:

  1. Mnie ta część najmniej się podobała - film, bo książka moim zdaniem lepiej od "Potomstwa" wypadła. Z adaptacji wolę "Offspring", bo ma bardziej brudny klimat i więcej gore. I oczywiście osadzone jest w survivalowej konwencji, którą to uwielbiam;) W "Kobiecie" natomiast odnalazłam więcej cech dramatu, aniżeli horroru. W filmie, bo powtarzam książka bardziej mnie urzekła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przeczytam książkę, to się wypowiem czy lepsza od filmu. ;) Jeśli chodzi o ekranizacje, to jak napisałam, wolę już poświęcić trochę "gore" w imię głębszej treści, dlatego bardziej odpowiada mi "The Woman". I klimat też wydał mi się brudniejszy w sequelu. ;)

      Usuń
  2. The Woman (książka) tak naprawdę może być nowelizacją filmu. Książka i film ukazały się mniej więcej w tym samym czasie, a Lucky McKee jest na okładce jako współautor. Możliwe, że Ketchum i McKee najpierw razem napisali scenariusz, a potem jeden rozwinął ten scenariusz do formy książki, a drugi go w tym samym czasie zekranizował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki niestety nigdy nie miałam w rękach, ale już niedługo się to zmieni. ;)
      W Internecie wszędzie pisze się, że film jest bazowany na powieści, ale pewnie to nie są stuprocentowo wiarygodne źródła wiedzy, więc może jest jak piszesz. :)

      Usuń
    2. Znalazłem jakieś wywiady z Ketchumem, w których to wyjaśnia:

      http://splatterpunkzine.wordpress.com/jack-ketchum-interview/

      Q: How did you come about collaborating with Lucky McKee on THE WOMAN? Who approached who with the initial idea? Was it always going to be a film as well as a novel? Did the novel come before the script?

      A: Andrew Van den Houten, who produced and directed my script for OFFSPRING, made an executive decision – instead of killing The Woman off as my screenplay did, he let her live. With a sequel firmly in mind. When I saw Pollyanna McIntosh’s work, I realized why and was glad he did. She clearly deserved a movie all her own. Andrew had always wanted to work with Lucky and knew that I already had, so we showed him OFFSPRING too, and he heartily agreed. Polly was ferociously good!

      The idea to do both a film script and a book together was there from the start. I don’t recall who first suggested it – maybe it was just in the air. But we quickly agreed as to how to go about it. We instant-mailed. We’d do maybe an hour, hour-and-a half until we went brain-dead, discussing the characters first, then the themes, plot, dialogue, all kinds of things. We had a fine time together, almost always on the same page, absolutely always willing to bend to a good idea. We’d talk about how the book would differ from the movie, scenes of internal monologue in the prose version, point of view changes, etcetera. And we kept everything on file, even the goofiest ideas we knew would never made it into either version. So that by the time we were done we had “bibles” for both movie and novel. We agreed that Lucky would do the heavy lifting on the script and I’d do if for the novel. So Lucky would write ten, fifteen pages or so and e-mail them to me, and I’d revise and send them back, and we’d do this until we felt we’d nailed them and then go on to the next section. When it came to the book, I’d write maybe thirty pages and send him to him, and we’d go back and forth on that.

      http://www.screenread.de/jack-ketchum-interview-the-woman/

      screen/read: You decided not only to agree on the movie but also to write the accompanying novel. The approach is quite unusual as the book neither became a novellization of an already existing film nor is it something that already existed long before ist adaption. Why did you want to do it in the first place?

      Jack Ketchum: We felt Polly should have her own movie, and Lucky wanted to get into prose, so once we found the central concept, we decided to do both book and movie at the same time.

      screen/read: You and Lucky then wrote the novel together. How can we imagine the process and its development? Did you brainstorm ideas that built script and novel? Did either of you write certain parts, or was writing the novel your job while Lucky wrote the script?

      Jack Ketchum: We built both script and novel at the same time, going back and forth initially in e-mails and on the phone and then, when we felt we needed a more solid record of where all this was going, we’d instant-mail every day for at least an hour and saved the transcripts. That way we had „bibles“ for both.

      Usuń
    3. Czyli dwa dzieła są bazowane na sobie nawzajem. XD Wielkie dzięki za źródła!

      Usuń
  3. Filmu jeszcze nie widziałam, ale czytałam o nim i chciałam go zobaczyć. Po twoim tekście chcę go tym bardziej zobaczyć. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film naprawdę wart obejrzenia, polecam. ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...