sobota, 22 sierpnia 2015

Rodzice (Parents) (1989)

  Dzieci boją się wielu rzeczy - na przykład ciemności, potworów spod łóżka, Baby Jagi, ewentualnie łysego sąsiada lub tego, że krzywa mina im "tak zostanie". Czasami strach przybiera jednak inne, bardziej niespodziewane formy, tak jak w przypadku Michaela - jak sam tytuł filmu wskazuje, główny bohater Rodziców boi się swoich... Rodziców. I to nie całkiem bezpodstawnie. Rodzina Laemle przeprowadza się na przedmieścia do przyjemnego domku z ogródkiem po tym, jak ojciec, Nick, dostaje awans - innymi słowy spełnia się amerykański sen. George chodzi codziennie do dobrze płatnej pracy w laboratorium, Lily, wzorowa pani domu lat 50., spędza całe dnie na przygotowywaniu posiłków, a Michael... Podejrzewa ich o kanibalizm, co między innymi skutkuje conocnymi koszmarami.


video

Reżyseria: Bob Balaban
Produkcja: Mitchell Cannold, Bonnie Palef, Steven Reuther
Scenariusz: Christopher Hawthorne
Obsada: Randy Quaid, Mary Beth Hurt, Sandy Dennis, Bryan Madorsky
Muzyka: Jonathan Elias
Wytwórnia: Great American Films Limited Partnership, Vestron Pictures
Dystrybucja: Vestron Pictures
Premiera: 27 stycznia 1989 (USA)
Kraj: Kanada, USA
Czas trwania: 81 minut


  W Stanach Zjednoczonych lat 50. bezpieczeństwo, jakie oferuje domowe ognisko, w którym każdy członek rodziny pełni swoją rolę, było niezwykle cenione, w czym pewnie niemałą rolę miała zimna wojna i wszechobecny strach przed Związkiem Radzieckim. Ludzie najzwyczajniej odczuwali wzmożoną potrzebę posiadania solidnych moralnych wartości oraz zakątka, gdzie mogliby do woli wprowadzać je w życie, zatem w ówczesnych mediach obraz "wzorcowej", tradycyjnej rodziny był mocno idealizowany, a panie domu przekonywano, że pranie, sprzątanie, gotowanie i zajmowanie się dziećmi są czynnościami równie ważnymi i gratyfikującymi społecznie, co robienie kariery i branie aktywnego udziału w rozwoju ekonomicznym państwa. Dlatego to właśnie w tamtym okresie odbywa się akcja Rodziców - aczkolwiek film wyszedł w 1989, problematyka w nim poruszana z pewnością wciąż była jak najbardziej aktualna, a "podróż do przeszłości" twórców w tym wypadku była uzasadniona chęcią jeszcze dokładniejszego wyeksponowania przywar zarówno społeczeństwa amerykańskiego, jak i jego poszczególnych jednostek.



  Początek filmu zwiastuje nieźle przerysowaną historię - widzimy uśmiechniętych od ucha do ucha Laemle'ów, niesamowicie uradowanych przeprowadzką na przedmieścia, i niezbyt zadowolonego ze zmian syna małżeństwa - Michaela - który już w samochodzie w drodze do nowego domu minę ma nieciekawą. Podczas początkowej sekwencji dostajemy przedsmak wyśmienitej gry aktorskiej Randy'ego Quaida (Nick) i Mary Beth Hurt (Lily), lecz dopiero z upływem kolejnych minut seansu możemy zobaczyć ich zdolności w pełnej krasie (a naprawdę jest na co popatrzeć), a tym, co na wstępie najbardziej przyciąga naszą uwagę, zdecydowanie jest muzyka. Lekka i wesoła, dokładnie taka, jakiej z przyjemnością posłuchałaby modelowa rodzinka lat 50. w leniwe niedzielne popołudnie, oczywiście spędzone w spokoju w swoim towarzystwie. Ta beztroska składa się jednak wyłącznie na groteskę, która rodzinę Laemle nie odstępuje na krok - nie tylko ich wygląd (charakteryzacja, zwłaszcza postaci Lily, zasługuje na wielką pochwałę) i zachowanie wskazują, że mogą mieć z lekka poprzestawiane w głowach, lecz także wystrój ich żywcem wziętego z katalogu domostwa. Gustownie umeblowane, z pozoru przyjazne dla wszystkich mieszkańców cztery ściany skrywają w sobie mrok... Mrok, któremu niełatwo jest nadać konkretną nazwę i w którym Michael czuje się wyaneliowany, w przeciwieństwie do swoich rodziców. W filmie jest kilka ciekawych ujęć, doskonale oddających ten klimat - np. twarz Micheala w zbliżeniu po lewej stronie kadru, z widokiem na kuchnię z Laemle'ami w czułej pozie w tle. Szkoda, że reżyser - Bob Balaban - wydzielił te miłe dla oka momenty tak oszczędnie.





  Rodzice to między innymi obraz kanibalistyczny, chociaż motyw spożywania ludzkiego mięsa został przedstawiony w sposób do bólu subtelny - film cechuje głównie psychologiczny ton, okraszony jedynie niewielką dawną dosłownej brutalności. Przez pierwszą połowę seansu fakt, że każdy posiłek Laemle'ów składa się niemalże wyłącznie z mięsa, wydaje się tylko kuriozalny, ale z czasem przekonanie Michaela o kanibalizmie rodziców nabiera coraz wyrazistszych kształtów, mimo iż nie zostaje to zobrazowane bezpośrednio. Najbardziej krwawe sceny filmu stanowią koszmary chłopca, będące najlepszym i najdokładniejszym zwierciadłem jego lęków. Dzieci boją się wielu rzeczy... Lęk przed śmiercią rodziców też nie jest rzadkością, lecz jak często to sami rodzice wywołują u swojej pociechy strach? Michael po prostu czuje, że Nick i Lily nie są takimi dobrymi ludźmi, na jakich wyglądają. Chociaż przed znajomymi, w pracy i wielu innych codziennych sytuacjach małżeństwo skutecznie udaje perfekcyjną rodzinkę, mało ma to wspólnego z rzeczywistością, co dla bystrego dziecka nie jest łatwe do zaakceptowania...





  To, że ludzie zazwyczaj nie są takimi, na jakich się kreują, nie jest dla nikogo zaskoczeniem - przynajmniej nie dla osoby dorosłej. Tradycyjne wartości rodzinne, chociaż tak promowane i zachwalane w latach 50., rzadko znajdowały odzwierciedlenie w rzeczywistości, tak jak i w obecnych czasach. Przecież oczywistym jest, że niczyje życie nie przypomina kolorowej reklamy proszku do pieczenia, a jeśli nawet przypomina, zapewne są to jedynie pozory - motyw kluczowy w Rodzicach. Awans Nicka, przeprowadzka do większego domu i ogólne podniesienie stopy życiowej, czyli ziszczenie amerykańskiego snu... Jak tu nie być szczęśliwym? Jednak to, jakim kosztem Laemle'owie dotarli do upragnionego punktu, pozostaje owiane mgiełką tajemnicy. Michael nie wie nawet, jaki zawód wykonuje jego ojciec - widzi tylko, że w ich domu nagle zrobiło się dziwnie dużo mięsa podejrzanego pochodzenia. Zarówno Nick, jak i Lily przygotowują je z pasją, a potem pałaszują z wielkim smakiem, dumni wręcz z tego, że codziennie mogą raczyć się takimi przysmakami, całkowicie niepomni tych, którzy w imię ich dobrobytu musieli trafić do gara.





  Rodzice to zapieczona w otoczce wątku kanibalistycznego opowieść o pozorach, hipokryzji, dżungli zwanej życiem i upadających ideałach. Balaban zgrabnie podjął ciekawy temat, nie doprowadzając przy tym do sytuacji, w której forma przerosłaby treść, film stoi zatem na bardzo przyzwoitym poziomie zarówno pod względem warsztatowym, jak i fabularnym. Obraz naszpikowany jest gęstą atmosferą niepewności oraz grozy, która zostaje rozładowywana sporadycznie poprzez nieliczne krwawe scenki, również prezentujące się całkiem nieźle. Nie zobaczycie tutaj zbyt wiele gore ani nie podskoczycie w fotelu pod wpływem doskonale wyważonych jump scenes, ale za to dostaniecie trochę niepokojącego materiału do przetrawienia oraz wiele, wiele cieszącej oko i umysł, błyskotliwej groteski.


~~~

Powyższa recenzja znajduje się również na filmweb.pl (link).
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na portalu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...