piątek, 28 sierpnia 2015

Ponury dom (The Seasoning House) (2012)

  Bałkany, rok 1996. Głuchoniema, osierocona Angel zostaje zmuszona do pracy w obskurnym domu publicznym jako opiekunka więzionych tam prostytutek i wkrótce zaprzyjaźnia się z jedną z nich. Kiedy dziewczyna staje się świadkiem brutalnego gwałtu na koleżance, nie wytrzymuje i dźga mężczyznę na śmierć. Od tej chwili Angel pozostaje tylko uciekać przed wściekłymi żołnierzami, chcącymi ją zabić za to, czego się dopuściła...

  Ponury dom - debiut reżyserski Paula Hyetta - przez krytyków często określany jest jako film brutalny, wstrząsający i dogłębnie poruszający, czemu pewnie większość widzów po seansie chociaż po części przyzna rację. Fabuła rozgrywa się na Bałkanach pod koniec XX wieku, w nielegalnym burdelu, gdzie wyrwane z domów rodzinnych dziewczyny są regularnie bite, narkotyzowane i zmuszane do "obsługiwania" wojskowych. Już sama tematyka obrazu jest w stanie mocno uderzyć oglądającego, a bardzo dobra jakość zdjęć oraz dość graficzne przedstawienie gwałtów na przyjaciółce głównej bohaterki jeszcze potęgują efekt... Tyczy się to jednak tylko pierwszej połowy filmu.


video

Reżyseria: Paul Hyett
Produkcja: Michael Riley
Scenariusz: Paul Hyett, Conal Palmer, Helen Solomon, Adrian Rigelsford
Obsada: Rosie Day, Kevin Howarth, Sean Pertwee
Muzyka: Paul E. Francis
Wytwórnia: Sterling Pictures
Dystrybucja: Kaleidoscope Film Distribution
Premiera: 23 sierpnia 2012 (świat)
Kraj: Wielka Brytania
Czas trwania: 98 minut


  Przemoc seksualna, jeśli tylko ukazana bezpośrednio na ekranie, nieodłącznie idzie w parze z mniejszą lub większą kontrowersją. Ponury dom nie jest pod tym względem wyjątkiem, chociaż nie dorównuje obrazowością Pluję na twój grób czy Nieodwracalne. Motyw porywania podczas wojny młodych dziewczyn w celu uczynienia z nich niewolnic seksualnych na rzecz złaknionych doznań wojskowych z pewnością robi z dzieła Hyetta nietuzinkowy, chwytający za serce dramat, który momentami ogląda się ze łzami w oczach. Wydźwięk filmu jednak całkowicie się zmienia po tym, gdy Angel udaje się zabić wielkiego, groźnego żołnierza - dramatyczny ton ustępuje miejsca bardziej konwencjonalnej dla kina grozy, mocno naiwnej akcji. Dziewczyna musi ukrywać się i bronić przed zgrają uzbrojonych mężczyzn, co wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu wychodzi jej wyśmienicie. Aczkolwiek naginanie zasad logiki w horrorach nie jest niczym nowym ani zaskakującym, twórcy Ponurego domu poszli na łatwiznę robiąc z antagonistów nieporadne ciapy, niepotrafiące poradzić sobie ze schowaną w szybie wentylacyjnym dziewczynką. Niektóre sceny wręcz śmieszą - np. Angel agresywnie gryząca przeciwnika w ucho niczym Mike Tyson - podczas gdy inne rozbrajają wyraźnym brakiem pomysłowości twórców - chociażby moment, w którym wydaje się, że główna bohaterka została zapędzona w kozi róg, ale po kilkusekundowym przerywniku widzimy, że jednak jakimś cudem udało jej się zadźgać napastnika... Ta kosmiczna przepaść gatunkowa pomiędzy pierwszą, a drugą częścią filmu z pewnością nie wyszła całości na dobre.



  Od braku logiki w kluczowej partii seansu nieco odciągają uwagę wysokiej jakości zdjęcia, których styl już od pierwszych scen kojarzy się z rasowym kinem grozy XXI wieku, dobrze wypracowany klimat oraz parę całkiem niezłych scen gore. Od początku Ponury dom wciąga samą tematyką, przerażającą bez względu na walory warsztatowe obrazu, lecz wraz z upływem kolejnych minut to mroczna atmosfera, zapowiadająca jeszcze mroczniejsze wydarzenia, pielęgnuje w widzu nadzieje na dobre widowisko. Zimna, metaliczna kolorystyka, skrupulatnie zaplanowane, przybrudzone oświetlenie, bestialska brutalność i w końcu krew... Chociaż gore w filmie Hyetta ogranicza się do kilku rozrzuconych w sporych odstępach scen, reżyser za ich pomocą gra na naszych uczuciach. Morderstwo, jakiego właściciel domu publicznego - Viktor - dla przykładu dokonuje na jednej z nowo przybyłych dziewczyn, jest ostrzeżeniem - nie oglądacie zwykłego dramatu o wojnie i prostytucji. Tutaj tragedia wychodzi poza ramy subtelnych nawiązań i wskazówek czy stonowanych przedstawień. Reżyser znakowicie namierzył cienką granicę pomiędzy tym, co warto pokazać, a tym, co lepiej sobie odpuścić, aby nie skazać swojego dzieła na zaszufladkowanie jako kino ekstremalne, dzięki czemu otrzymaliśmy film, który uderza ładunkiem emocjonalnym, lecz równocześnie nie idzie na całość i nie szarga doszczętnie naszych nerwów.




  Na wielką pochwałę zdecydowanie zasługuje siedemnastoletnia wtedy odtwórczyni głównej roli - Rosie Day. Można się nawet pokusić o stwierdzenie, że to dzięki tej młodej, uzdolnionej artystce Angel nabrała charakteru, gdyż scenariusz postawił przed nią wielkie wyzwanie - zagrać głuchoniemą dziewczynę, o życiu której dowiadujemy się stosunkowo niewiele - i mniej utalentowana aktorka mogła mu zwyczajnie nie podołać. Wyśmienita postać pierwszoplanowa jednak wybija się tak wysoko, że skromniej zarysowane postacie drugoplanowe pozostawiają w odbiorcy uczucie niedosytu, choć i one miały duży potencjał. Niewiele zrobiono np. z wątkiem rzekomej "miłości" Viktora do Angel - motyw, którego większe rozwinięcie z pewnością by nie zaszkodziło, a jeszcze dodało głębi obrazowi. Również przyjaźń głównej bohaterki ze zmuszaną do prostytucji Vanyą przedstawiono zbytnio naprędce, limitując ją do roli katalizatora późniejszych zdarzeń. Należy nadmienić, że Ponury dom nie traktuje o zemście, jak głosi hasło w oficjalnym trailerze i na plakacie filmu, chociaż sam wątek jest, tylko mało znaczący na tle reszty fabuły. Angel nie mści się na oprawcy przyjaciółki, a jedynie ją ratuje. Jej późniejsza ucieczka oraz ataki na antagonistów też nie wynikają z chęci odwetu, a są zwykłymi aktami samoobrony, oprócz jednej sytuacji, która jednak nie wystarcza, aby pozycję zaklasyfikować do kina zemsty, jak to często bezpodstawnie robią zarówno krytycy, jak i widzowie.




  Z Ponurym domem warto się zapoznać, jeśli lubi się wstrząsające, realistyczne wątki w filmach grozy. Największą wadą obrazu jest to, że sprawdza się znakomicie jako dramat, ale jako horror tylko średnio, pomimo typowej dla tego gatunku stylistyki. Nieprawdopodobne szczęście Angel w radzeniu sobie ze zgrają dybiących na jej życie żołnierzy oraz śmieszna wręcz nieporadność tychże rażąco kontrastują z poważnym, duszącym tonem pierwszej połowy seansu, co niestety w znaczącym stopniu dewaluuje dzieło Hyetta.

~~~

Powyższa recenzja znajduje się również na filmweb.pl (link).
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na portalu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...