środa, 13 maja 2015

Mieszkaniec podziemi (Cellar Dweller) (1988)

  Rysownik komiksów grozy szkicuje straszliwego potwora i za pomocą zaklęcia z tajemniczej księgi tchnie w niego życie. Mężczyzna podpala stwora, ale sam też ginie w pożarze. Trzydzieści lat później Whitney Taylor udaje się do miejsca, gdzie żył i pracował przedwcześnie zmarły autor historii rysunkowych. Dom jest teraz siedzibą instytutu sztuki, w którym ambitna dziewczyna ma zamiar stworzyć nową, jeszcze bardziej przerażającą serię komiksów. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że wypowiedziane przed laty zaklęcie może zostać ponownie uaktywnione...

  Fani horrorów klasy B i C lat 80., oto coś w sam raz dla Was - Mieszkaniec podziemi jest bez dwóch zdań znakomitym przedstawicielem tego gatunku. Film, mimo uderzającej wręcz prostoty stylistycznej i naiwności fabularnej, skutecznie potrafi przykuć widza do fotela, wzbudzając w nim zachwyt nad niezwykle apetyczną kiczowatością tanich efektów specjalnych.


video

Reżyseria: John Carl Buechler
Produkcja: Bob Wynn, Charles Band
Scenariusz: Don Mancini
Obsada: Yvonne De Carlo, Debrah Farentino, Brian Robbins, Pamela Bellwood, Vince Edwards, Jeffrey Combs
Muzyka: Carl Dante
Dystrybucja: Empire Pictures
Premiera: 15 lutego 1988 (Wielka Brytania); 20 września 1988 (USA)
Kraj: USA
Czas trwania: 77 minut


  Reżyser John Carl Buechler w latach 80. wziął udział w stworzeniu kilku niskobudżetowych "perełek" -  Władcy podziemi (1985), Trolla (1986), Piątku 13-go VII: Nowa krew (1988)... I oczywiście Mieszkańca podziemi. Najbardziej znaną pozycją, która przyniosła też największe wpływy, jest siódma odsłona serii o mordercy z Camp Crystal Lake, lecz dla maniaków mniej mainstreamowych produkcji pozostałe tytuły również na pewno nie brzmią obco. Mieszkaniec podziemi jest filmem tak złym, a równocześnie tak dobrym, że trudno jest go obiektywnie ocenić. Ci, którzy preferują materiał, jakim w XXI wieku karmią nas w kinach, raczej nie znajdą dla siebie wiele w dziele Buechlera, jednak ta skromna część widzów, która pamięta czasy kaset VHS i zazwyczaj maślanymi oczyma wpatruje się w niekoniecznie ambitne, tradycyjne straszaki pełne namacalnej groteski, z pewnością doceni opowieść o rysowniczce i jej komiksowym monstrum.



  Mieszkaniec podziemi w pewnym sensie góruje nad wieloma podobnymi mu pozycjami ubiegłego wieku - chodzi tutaj przede wszystkim o względnie bezboleśny odbiór niemałej ilości kiczu, charakterystycznego dla horrorów lat osiemdziesiątych. Jeśli kochacie ten styl, nie będziecie musieli się zbytnio wysilać, aby umiłować sobie obraz Buechlera, lecz nawet jeśli nie przepadacie za taniochą, i tak pewnie dostrzeżecie w nim pewną dozę uroku, gdyż film w genialny w swej prostocie sposób wychodzi obronną ręką z masy niedociągnięć wynikających z głodowego budżetu. Sam wybór tematyki usprawiedliwia większość sztuczności sytuacyjnej, niedostatku logiki fabularnej oraz braku realizmu wizualnego. W świecie komiksów przecież wszystko jest możliwe i byłoby wręcz nie na miejscu spodziewać się czegokolwiek więcej.... Nie tylko rysunki Whitney są zrodzone z jej bujnej wyobraźni, lecz także całe otoczenie, w jakim znajduje się dziewczyna, zdaje się być odzwierciedleniem jej fantazji o orkach, zombie, gołych niewiastach w opałach oraz wrogo nastawionych wiedźmach.




  Główną atrakcją oczywiście jest wygląd samego potwora - cóżby innego? Objawia nam się on już w pierwszych minutach filmu, podczas wstępu, na starcie przygotowując nas na późniejszą jatkę... Jatkę zrealizowaną bardzo amatorsko, ale to przecież między innymi za to kochamy horrory XX wieku. Bestia jest duża, czarna, ma pentagram na klacie i ogromne, szponiaste łapy, którymi rozczłonkowuje swoje ofiary, by potem je pożreć... Zupełnie tak samo jak monstrum w uprzednio stworzonych przez Whitney historyjkach rysunkowych, aczkolwiek z upływem czasu stwór coraz mniej potrzebuje swojej kreatorki - szkice pojawiają się znikąd, a ich bohaterami są niekoniecznie ci, których autorka z własnej inicjatywy by uśmierciła w fikcyjnych realiach własnego komiksu. Wystarczy jeden silny zamach potwora, żeby kończyny i flaki "przyozdobiły" cały pokój, lecz bez obaw... Orkopodobny skrzętnie po sobie "sprząta", z radością zjadając wszystkie ludzkie szczątki aż do ostatniego okruszka (paluszka?).




  Pomiędzy kluczowymi czynnikami sprawiającymi, że Mieszkańca podziemi ogląda się wyjąkowo przyjemnie, jest jeden całkiem nieoczekiwany - główna bohaterka, z którą fan wszystkiego co straszne może się łatwo identyfikować. Stwierdzenie to, wypowiedziane na temat niskobudżetówki z lat 80., brzmi jak wzięte z sufitu, bo (jak ogólnie wiadomo) w większości tego typu produkcji ani charakterystyka postaci, ani gra aktorska nie stoi nawet na akceptowalnym poziomie. W tym przypadku nie jest wcale inaczej - mimika niektórych aktorów momentami wywołuje u widza spazmy śmiechu, a i postacie są do bólu płytkie. Jednak Whitney jest ujmująca ze względu na jej pasję do horroru, krwawych jatek i mrożących krew w żyłach opowieści - każdy, kto z jakiegoś powodu zdecyduje się na seans Mieszkańca podziemi, z pewnością chociaż do pewnego stopnia dzieli z bohaterką jej zamiłowania. Scenarzysta wykazał się sprytem i, nie wkładając w charakterystykę zbyt wiele wysiłku, z wyczuciem stworzył protagonistkę, której z banalnie prostego powodu nie da się nie lubić.




  Mieszkaniec podziemi jest filmem, który wieloletni maniacy taniego kina grozy bez wątpliwości docienią, jednak widzowie nastawieni na głęboką treść, realistyczne efekty specjalne lub zagmatwaną historię pełną zmyłek i niedomówień mogą spokojnie odstawić to dzieło na półeczkę. Twórcy obrazu za jedyny cel mieli dostarczenie publice 77 minut dobrej, nieskomplikowanej zabawy i osobiście uważam, że zadanie zostało spełnione na szóstkę - fabuła w żadnym momencie nie nuży, poczynania głównej bohaterki śledzi się z wyjątkowym zainteresowaniem, a kiczowate gore jest najlepsze w swoim rodzaju. Mieszkaniec podziemi to niezobowiązująca rozrywka w najczystszej postaci - cud, miód i orzeszki!

~~~

Powyższa recenzja najduje się również na filmweb.pl (link).
Zapraszam do śledzenia mojego profilu na portalu.

2 komentarze:

  1. Film jedyny w swoim rodzaju. Jego dodatkową zaletą był kiedyś dla mnie występ Pameli Bellwood, gwiazdy serialu Dynastia. Ach, wspomnień czar...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nigdy nie oglądałam "Dynastii", więc... XD I, niestety, nie widziałam "Mieszkańca" za dzieciaka :(

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...